poniedziałek, 29 stycznia 2007
Pies interior

Zastanawiam, czy nie powinnam czegoś takiego sprawić naszym dwóm kotom-gigantom. Spełniają warunek bycia zwierzęciem domowym, niewychodzącym. I są duże. Niech ćwiczą ;)

 

środa, 24 stycznia 2007

Fascynują mnie japońskie adresy mailowe. Wśród młodych ludzi prawie nie używa się imion, nazwisk. Nic niby dziwnego - mamy też mnóstwo adresów z pseudonimami, ksywkami.  Co jest wyjątkowego w japońskich - nie są to ksywki właściwie. Są to słodko brzmiące wyrazy, a czasem jakieś zlepki angielszczyzny. Absolutnie dopuszczalne numery po wyjątkowo popularnej "nazwie". Oczywiście, jak juz zaczyna się pracę - dostaje się mail firmowy z grzecznym nazwiskiem i imieniem. Może trzeba się wyszaleć.

Kilka adresów:

buenas-dias.gracias@ 

m.v_v..@

sky-HiGH.n_n.a_a@

remis-tar-blenda@

fantasic_day77@

(w odróżnieniu od fantastic-day53@ ) 

bee-sb-4eve@

nagisa-the_winning_pitcher@ 

be.my.love-0_0@

prettylittle@

chip_and_dale518@ 

 

A u mnie - koniec prowadzenia zająć. Wczoraj ostatnie spotkanie z grupą. Fajni ludzie. Co dalej - uczelnianie nie wiem, reszta się kręci.

czwartek, 18 stycznia 2007
Ciasteczka z wróżbą

Ciekawa jestem ogromnie, czy kiedykolwiek ktoś wrzucił do ciasteczka sprzedawanego w Polsce wróżbę mało pomyślną?

W Japonii można otrzymać w świątyniach wróby bardzo pożądane, ale też bardzo niekorzystne (po czym je w śiątyni zostawić i zapomnieć o sprawie).

Nie wiem, jak to jest z wróżbami chińskimi?

W polskich ciasteczkach nie spotkałam jeszcze złej wróżby.  Tak samo było w poniedziałek na powitaniu chińskiego nowgo roku -fakt, że miesiąc przed czasem, ale świętować zawsze można. Zwłaszcza, gdy kucharz Paweł przygotowuję najbardziej obłędne na świecie pierożki. Mniam!

Moja wróżba to:

"Śmiało przekraczaj falujace morze. Twoje wnętrze pozwoli Ci na każdą walkę a szczęście Cię nie opuści"

Jeśli ktoś ma ochotę sobie też coś wylosować, można zrobić to pod TYM ADRESEM 

Dostało mi się takie "ciasteczko":

" Przy Tobie wielka siła i moc, która działa na Twoją korzyść. Realizacja Twoich planów wkrótce nastąpi."

 

poniedziałek, 15 stycznia 2007
Dla Natiwy - Azjatyckie Czytanie

Azjatyckie czytanie, to tak po zastanowieniu głównie japońskie czytanie ;)

Luźno, ale z masą informacji:

Marcin Bruczkowski:

„Bezsenność w Tokio”

„Singapur 4 rano”

http://www.marcin.bruczkowski.com/


Wydawnictwo Waneko :

„Świat z papieru i stali”


Anropologicznie:

Joanna Bator

„Japoński Wachlarz”


O życiu w Tokio:

Dorota Hałasa

Życie codzienne w Tokio


Już wiekowe, ale ciekawe:

Ela i Andrzej Banach

„Cztery tygodnie w Japonii”


Bardziej naukowo

Jolanta Tubielewicz - czyta się bardzo dobrze ;) Naprawdę!


Ciekawostki:

Liza Dalby


Chińszczyzna – historia z wymyślonymi bohatrami:

Anchee Min


Shan Sa

„Dziewczyna grająca w go” - zgrabne romansidło z rozgrywkami go i wojną chińsko-japońska w tle


John Lanchaster

„Hongkong” - statkiem do Chin – ciekawie o wracaniu Hongkongu do Chin (ale o tej tematyce, bardziej polecam film „Chinese box”)


Lubie też wydawnictwo Diamond za masę książek samurajskich, o walkach i za Nitobe „Bushido”


Bardziej już naukowo polecam cegłę „Antologia estetyki japońskiej” 3 wielkie tomy, ale ile informacji! I czyta się całkiem przyjemnie.


I jeszcze na moim blogu było coś

w tematyce gejszy

o nowościach wydawniczych



piątek, 12 stycznia 2007
Chilaquiles - nie robię!

Długo zbywałam pytanie Małgi pod noworocznym wpisem o mole i chilaquiles.

Zasługują one na osobny wpis. Są to dania kuchni meksykańskiej, które Małga z Hectorem, czyli grupa H&M nam upichcili.

Mole - to specjalny sos, który właściwie mozna samemu zrobić, ale ponieważ lista składników jest przeogromna chyba łatwiej kupić. W wielkim skrócie - jest to sos z chili i czekolady (kakao), w króry wrzuca się ugotowanego z dodatkeim chili kurczaka. Kurczaka przed wrzuceniem do sosu powinno się porwać na nitki. Ponieważ jest to wyjątkowo czasochłonne można zastosować metodę krojenia ;) Podaje się to  z tortilą i zajada.

Smak ciekawy, choć jest tam posmak czegoś, co mnie troszkę przeszkadzało.

 

Za to drugie danie! Miód cud. Danie właściwie jest daniem śniadanowym, u nas było surówką ;) No czymś w tym stylu.

Danie składa się z robionej własnoręcznie salsy i nachosów, które do nij wrzucane stają się miękkie. Przygotowanie proste:

  • puszka pmidorów w całości
  • cebula
  • kilka ząbków czosnku
  • 1-2 suszonego chili chilpotle (jest to takie podwędzane chili, nie bardzo ostre; można też inne wykorzystać)

Wszsytko się miksuje, uwaga na oczy, bo pryska! Potem podgrzewa i wrzuca do tego nachos.

I wszystko jest pyszne pod warunkiem, że przygotowywali to H&M (choć bardziej M&H). Próbowaliśmy zrobić z Tomkiem - wyszło nieostre, dorzuciliśmy chili w płatkach, pomidory były jakieś sztuczne i w ogóle smakowało inaczej.

Wczoraj zrobiłam wariację na temat salsy - z dodatkiem bazylii i poszło to jako sos do makaronu. Było mniam.  Ale to nadal nie ten smak z chilaquiles...

Co ja robię źle? 

A żeby nie było za łatwo dodam, że ten sos salsa występuje też w wersji zielonej. Jej to juz nawet może nie będę próbowała zrobić.

Na Wiki wyczytałam, że można też zrobić  chilaquiles z sosem mole.

wtorek, 09 stycznia 2007
Z pokorą i uniżeniem?

„ - Kawa dla dwudziestu osób.

Weszłam do pana Omochi z ogromną tacą i zachowałam się lepiej niż doskonale: każdą filiżankę podawałam ze szczególną pokorą, recytując najbardziej wyszukane zwyczajowe formułki, spuszczając wzrok i nisko się kłaniając.

Jeżeli istniał order zasługi dla oszakumi1,powinnam go była otrzymać.

Po kilku godzinach delegacja wyszła. Grzmiący głos olbrzymiego pana Omochi zakrzyknął:

  • Saito-san!

Zobaczyłam, jak pan Saito zrywa się z miejsca, robi się trupioblady i biegnie do jaskini wiceprezesa. Wrzaski grubasa słychać było przez ścianę. Nie rozumiało się, co się mówi, ale nie brzmiało to uprzejmie.

Pan Saito wrócił, zmieniony na twarzy. Na myśl, że waży trzy razy mniej niż jego napastnik, poczułam do niego jakiś głupi przypływ czułości. Wtedy zawołał mnie z wściekłością w głosie.

Weszłam za nim do pustego gabinetu. Zaczął mówić z gniewem, od którego plątał mu się język:

  • Bardzo źle usposobiła pani delegację zaprzyjaźnionej firmy! Podawała pani kawę wypowiadając formułki sugerujące, że doskonale mówi pani po japońsku!

  • Nie mówię najgorzej, Saito-san.

  • Proszę milczeć! Jakim prawem się pani broni? Pan Omochi jest na panią bardzo zagniewany. Wytworzyła pani na porannym zebraniu okropny nastrój: jak nasi partnerzy mieli czuć się swobodnie w obecności jakiejś Białej, która rozumie ich język? Od tej chwili nie mówi pani po japońsku.

Zrobiłam okrągłe oczy:

  • Słucham?

  • Nie zna pani japońskiego. Jasne?

  • Ale przecież właśnie z uwagi na znajomość waszego języka zatrudniono mnie w Yumimoto!

  • Nic mnie to nie obchodzi. Wydaję pani polecenie, żeby przestała pani rozumieć po japońsku.

  • To niemożliwe. Nie sposób podporządkować się takiemu poleceniu.

  • Zawsze jest sposób, żeby podporządkować się poleceniu. Zachodnie umysły powinny to zrozumieć.

Tu jest pies pogrzebany – pomyślałam zanim podjęłam rozmowę:

  • japoński umysł zapewne zdolny jest zmusić się do tego, żeby zapomnieć własnego języka. Umysł zachodni nie dysponuje takimi możliwościami.

Ten niedorzeczny argument najwyraźniej wydał się panu Saito możliwy do przyjęcia

  • Niech pani jednak spróbuje. A przynajmniej niech pani udaje. Otrzymałem rozkazy co do pani. Zrozumiano?

Jego ton był oschły i stanowczy.”

Amélie Nothomb , „Z pokorą i uniżeniem”, MUZA SA 2005

O Autorce bardzo ciekawie pisze Ryszard Siwek w "Konspekt" Artykuł do przeczytania TUTAJ

 


Po więcej ciekawostek zapraszam do książki. Amélie miała być tłumaczem, została panią od herbaty, ale jak widać w powyższym fragmencie – nie spełniała swoich powinności w sposób zadowalający. Kolejne strony to historia postępującej degradacji po szczeblach kariery.

Odkopałam sobie czytaną już dawno książkę. Zupełnie niemal zapomniałam o tym obrazie Japonii. Faktycznie pracuje się w Japonii do późna. Stosunki rodzinne...hmm. Ciężko się tu wypowiadać, bo pewnie to dość indywidualna sprawa, ale pamiętam jak Kokoro mówiła, że w sumie to jej ojciec jest mało potrzebny, że prawie go nie zna, on nie wie, czym ona się zajmuje, jakie są jej pasje, ona nie wie, jakie właściwie ojciec ma stanowisko w pracy. Podobnie Mai – mówiła, że właściwie ojca nie zna, ma chłopaka młodszego od niej i mówi, że chyba ojciec tego pewnie nie zaakceptowałby, więc mówiła tylko mamie o tym. Z innej strony Yuka bardzo pozytywnie wypowiadała się o swojej rodzinie, żałowała tylko, że dojazd do domu zajmuje jej mnóstwo czasu i prawie się z rodzicami nie widuje. Rodzice zakupili jej koto do ćwiczeń. Mówiła, że będzie je spłacać, ale teraz może więcej być w domu.

Czy są jeszcze takie scenki w Japonii? Pewnie są. Ale na pewno jest to tylko jedna strona medalu.

Inny obraz Japonki w artykule z Onetu: http://zyciegwiazd.onet.pl/1383604,1,dama_ktora_lubi_wypic,artykul.html
o Shinzo Akie, żonie nowego premiera Japonii

1Sądzę, że powinno być ochakumi - osoba odpowiedzialna za podawanie herbaty , od "o-cha" – herbata (przypis bayushi)

poniedziałek, 08 stycznia 2007
Grindhouse (i po co być naukowcem)

W Polsce będą ztego dwa filmy - jeden w maju, drugi w czerwcu. Robert Rodriguez i Quentin Tarantino

Kinowa lista ulega modyfikacjom ;)

Mam nadzieję, że wtedy będę wiedziała znacznie więcej niż teraz o swoim obecnym statusie naukowym i będę się świetnie bawić!

Na dzień dzisiejszy - według rodziny i znajomych jestem sławna, bo dzięki pani Marii Stzreleckiej mój blog i moje nazwisko znalazłay się w Gazecie Wyborczej w artykule Ewolucja internetowych pamętników

W końcu zobaczyłam egzemplarz "Krakowskich Studiów Międzynarodowych" nr 1 2006 - "Azja Wczoraj i Dziś" z publikacją o etyce samurajskiej. A to dziśki mojemu promotorowi :)

Właśnie pracuję nad rozdziałem o grzeczności japońskiej do II tomu książki o grzeczności pod redakcją prof Marcjanik (tak musiałam to napisać, żeby się bardziej zmobilizować do pracy :) ) Mam nadzieję, że to będzie dobry tekst.

Tyle z głasków - dużo na szczęscie. Z kopów bolesnych - nie mam stypednium z UJ :(i brakuje mi mobilizacji do pisania doktoratu i w ogóle zostawania naukowcem.
Czytałam sobie wpis na blogu POlka - tak, to przeraża. Dostałam maila od Karolci - opowiadała o znajomej już doktorce, która nigdy nie została zatrudniona na etat - tylko umowy, większość publikacji pokrywala z własnej kieszeni, albo nic na nich nie zarabiała, a teraz będzie wydawała doktorat.Zarobi na tym bardzo mało :(

Tak, jasne - to w sumie nasza wina, bo zajmujemy się pierdołami typu kultura, filozofia i to jeszcze w Azji. A zarówno humanistyka jak i Azja to tematyka marginalna. Jeszcze....

Ale mam postanowienie noworoczne - nie przejmować się wszytkim aż tak bardzo. Nie pozwolić na to, żeby cierpieć na bezsenność, miotać się, załamywać.

Siedze i piszę, ale bez gonitwy myśli, spkojnie. Jakoś się to ułoży w końcu. I w maju będę się świetnie bawić w kinie! :)

A w ramach przerwy - czytam sobie po raz kolejny "Z pokorą i uniżeniem" Amelie Nothomb - niedługo pojawi się tu taki przewrotny fragmencik o pracy w japońskiej korporacji.


piątek, 05 stycznia 2007
Seijin no hi

W poniedziałek 8 stycznia w Japonii odbędzie się bardzo ważne święto dla ogromnej ilości młodych ludzi. Święto wejścia w dorosłość 成人の日 (seijin no hi)

Rocznik 1987 będzie świętował ukończenie lat 20. Oczywiście w Japonii również obchodzi się urodziny domowe z tortem, życzeniami dokładnie w dzień urodzin. Poza tym na początku roku obchodzi się też urodziny państwowo. Do roku 2000 był to 15 stycznia, teraz 8 stycznia.

Młodzi ludzie udają się do odpowiednich Urzędów, gdzie uczestniczą w uroczystej ceremonii zyskania pełnoletności (seijin shiki ). Od tego dnia osoby te zyskują prawo głosowania, a także mogą legalnie spożywać alkohol i palić papierosy. Palacze w Japonii się niestety powszechnym zjawiskiem.

Po wysłuchaniu przemówień i odebraniu małych upominków w urzędach, większość osób udaje się świątyń shintoistycznych, gdzie następuje obowiązkowy zakup odpowiedniej ilości amuletów chroniących dorosłą już osobę ;)

Potem nadchodzi czas zabawy i szaleństw.

Ponieważ większość japońskich dziewcząt zakłada na tę okazję bardzo uroczyste i prześlicznie zdobione kimono z długimi rękawami – furisode, to świętowanie zaczyna się od wizyty w zakładzie fotograficznym. Czasem do furisode zakładane są spodnie – hakama. Nie wszystkie rodziny mogą sobie pozwolić na zakupienie nowego furisode, czasem się je wypożycza – warto więc uwiecznić się na zdjęciu.

Młodzi chłopcy nie zakładają kimono. Może czasem. Zazwyczaj w pełnoletność wchodzą w garniturach, które potem będą już im towarzyszyć przez całe dorosłe życie.

Po fotografiach można pójść na karaoke i zamówić sobie do niego napoje alkoholowe ;)

Można udać się też na szaleństwa w parku rozrywki. Można wspólnie z przyjaciółmi zjeść uroczysty obiad. Ile ludzi, tyle pewnie pomysłów do świętowania. Generalną zasadą jest jednak to, że dzień ten jest raczej świętowany z grupą rówieśników niż z rodziną – na to będzie czas w faktyczny dzień urodzin.

Młode-dorosłe Japonki w furisode i futerku (http://www.thejapanfaq.com/celebrations.html )

 

Świętujemy (http://ojacko.wordpress.com/files/seijin%20no%20hi%20in%20tokyo-300.jpg )

 Obrazek "http://ojacko.wordpress.com/files/seijin%20no%20hi%20in%20tokyo-300.jpg" nie może zostać wyświetlony, ponieważ zawiera błędy.

 

czwartek, 04 stycznia 2007
Sushi ya
寿司屋 lub - to restauracja wyspecjalizowana w sushi. Sushi droższe niż w kaiten sushi. Ponadto wymaga obycia i większej znajomości etykiety. Poniżej film instruktażowy, jak sobie poradzić w prawdziwej "susharni"
Jest tylko jedna rzecz, która mi się nie zgadza - wszędzie czytałam i opoiadano mi, że sushi macza się w sosie sojowym stroną nieryżową - rybą, omletem, czy innym. Taplanie ryżu w sosie to nie tylko przejaw barbarzyństwa gaijina, ale też taki brak szacunku do ryżu. Tymczasem na filmie całe sushi zostaje w sosie umaczane. Nie potrafię tego wyjaśnić
środa, 03 stycznia 2007
Kaiten sushi

Kaiten sushi to japoński fast food z sushi. Przez całe pomieszczenie jedzie taśmociąg, a na nim talerzyki z sushi i nie tylko. Siedzący wogół taśmociągu ludzie ściągają sobie talerzyki i zajadają... Na koniec woła się kelnera, który liczy nasze talerzyki i ich kolory i wystawia rachunek. Talerzyki zazwyczaj mają jedną cenę - ciężko ją przeoczyć, bo zazwyczaj cały lokal jest nią opisany, a do tego często na kaiten sushi nie używa się nazwy danej restauracji, ale ceny za jaką je się tam sushi, czyli np. "chodźmy do sushi za 200jenów". Przy częstowaniu się talerzykami z taśmy należy jednak uważać - czasem pojawia się kartka z napisem, że kolejne danie kosztuje więcej - tym kolejnym daniem jest np. ciastko, tort, zupa, lub bardziej wymyślne sushi. Czasem nie ma kartki, a ceny są wypisane w menu - wtedy zazwyczaj określony kolor talerzyka to jakaś cena. Więc można czasem przpłacić.

A co zrobić, kiedy na taśmie zamisat sushi pojawi się aparat fotograficzny?

http://www.youtube.com/watch?v=ZMUpXGlTyAc&eurl=
 
1 , 2
Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie