środa, 22 lutego 2006
W Krakowie w pewnym momencie zrobilo się wiosennie i wybralismy się na wycieczkę do Kalwarii Zebrzydowskiej. Slicznie - śnieg i słońce. Przeszliśmy całą drogę krzyżową. Od końca ;) Tak wyszło, czasem zapadalismy się w śniegu po kolana, momentami brodzilismy w wodzie. Zdjęcia:





wtorek, 21 lutego 2006
Nie mogłam się powstrzymać, obrazek jest przesłodki, a co najlepsze, jak najbardziej możliwy :)
http://www.43things.com/gallery/image/213748?goal_id=1462

Dziekuję raz jeszcze wszystkim za komentarze. nie mogę się doczekać spotkania. tak, za rowerem też chyba tęsknię. A może generalnie za jeżdżeniem na owerze. W Krakowie powoli wiosennie...
A czy na południu Japonii już kwitnie sakura?
czwartek, 09 lutego 2006

Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Nie ma ani takiego kraju, ani takich ludzi.

Oscar Wilde


Tak właśnie dziś patrzę na ten mój pobyt w Japonii. Nie mogę uwierzyć. Spędziłam tam, często cudowne, czasem trudne, czasem radosne i czasem smutne, miesiące. Teraz mam wrażenie jakby to wszystko było snem. Jest tak strasznie odległe. Chyba tylko maile od poznanych tam ludzi przypominają mi o tym, że faktycznie tam byłam.

Zanim więc już wszystko zapomnę opiszę mój ostatni dzień w Japonii. Dzień uroczystego lunchu. Tomek miał bilet powrotny do Polski na 5 stycznia, ja na 7go. Ostatnie dwa dni miałam spędzić w domu Mayumi, miałyśmy się w tej sprawie skontaktować. Niestety nie udało nam sie, bo Mayumi w międzyczasie zgubiła telefon, a był on jedynym kontaktem. Udało jej się jednak dotrzeć jakoś do mojego maila. Ponieważ strasznie się chciałyśmy jeszcze zobaczyć, umówiłyśmy się na lunch. Po chwili Mayumi zadzwoniła ponownie, że przyjedzie z mamą do mnie. Hm. Przyjechały. Mayumi mama to niepracująca, niezwykle zadbana kobieta. Rozmowę zaczęła od przepraszania mnie, że ma tak strasznie głupią córkę. Że zawiodła ją, bo już czekała na mnie i mnie, bo musiałam wynająć hotel na dłużej. Najśmieszniejsze było jednak, że ja nie byłam prawie w ogóle przejęta tą sytuacją. Tak więc, kiedy jej mama usłyszała, że chciałyśmy się spotkać uznała, że to wspaniała okazja, żeby mnie przeprosić i przy okazji zabrać na prawdziwie japoński lunch.

Lunch składał sie z tofu. Wszystko było z tofu. Świeżutkie tofu o konsystencji bitej śmietany na przystawkę. Potem super przysmak i mój osobisty idol – kożuchy z mleka sojowego! Na stół został podano podgrzewacz, na nim ustawiono mleko w misie, po chwili na mleku tworzył się kożuch, który należało zdjąć pałeczkami, doprawić - zielona cebulką, wasabi, dashi, sosem sojowym, albo tylko jednym z tych składników, albo dowolną kombinacją i zjeść. Do pierwszego kożucha podeszłam wyjątkowo nieufnie, ale okazało się to smaczne. Choć nadal nie rozumiem, po co ktoś płaci prawie 90zł za jedzenie kożuchów ;) Lunch był serwowany na tacy z mnóstwem malutkich talerzyków i składał się z mnóstwa malutkich potraw. Większości nie byłam w stanie zidentyfikować. Wiem, że był ryż zawinięty w skórkę ze świeżego tofu. Jakieś kluseczki mięsno-sojowe. Tofu z ikrą i tyle. Było coś zielonego – ponoś tofu z jakimś warzywem, ale nie wiadomo jakim i mnóstwo innych wariacji tofu z czymś. I jakieś pikle. Po lunchu, w sumie smacznym, choć mało wyraźnym poszłyśmy na tartę truskawkową. I chyba jednak bardziej lubię takie rzeczy niż strasznie udziwnione tofu. Tym niemniej był to strasznie miły dzień. No i zobaczyłam się z Maymi przed opuszczeniem Japonii. Byłam w sumie jednak dość zestresowana sytuacją poznawania mamy, etc. I mój japoński był tego dnia chyb najgorszy z możliwych. No trudno. Było, minęło.


I chyba już wiem za czym tęsknię:

  • za uprzejmymi sprzedawcami w sklepach

  • kasjerami pakującymi zakupy

  • brakiem pytań o to, czy mam drobne wydziwianiem, że nie mam

  • za możliwością kupienia sushi niemal w każdym sklepie

  • za inari sushi (tym w skórce z tofu, które zresztą gotowaliśmy)

  • za bento – lunchem w pudełkach również dostępnym w każdym sklepie

  • za tanimi koreańskim barami z kimchi

  • za porządkiem na ulicach

  • za pociągami, generalnie-za środkami transportu przyjeżdżającymi na czas, etc

  • brakiem zimy

zdecydowanie nie tęsknię:

  • za niedogrzanymi pomieszczeniami

  • zimną łazienką

  • ogromną ilością nauki


I chyba po prostu tęsknię za Kioto, za japońskim. Choć właściwie Kraków też jest całkiem przyjemny.

W kategorii "Japonia" jest to już zdecydowanie ostatni wpis. Dalsze notki pojawią się w "Za pędzlem" i pewnie będą już tak o wszystkim i niczym ;)

Na pożegnane zdjęcie z festiwalu w Kioto, z procesji ludzi w strojach z różnych epok w historii japoni. Taka parada historyczna. Na zdjęciu Murasaki Shikibu (od Księcia Genji) i Sei Shounagon (od Zapisków spod poduszki).

Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie