środa, 30 listopada 2005


Zachowuję się dziś niestandardowo i wklejam nieco większe zdjęcie. A to dlatego, że dziś mieliśmy ostatnie zajęcia z japońskiego.  Ojej, ale będzie mi brakować naszego nauczyciela. Fajny. I praktykantki też. Wesoło było. Chociaż nauki sporo.
kto jest na zdjęciu:
Na wózku Rebecca (USA) - spadła ze schodów, po przeprowadzce do naszego akademika, dwa tygodnie temu. Uznaliśmy oficjalnie akademik za przeklęty!
Maruta sensei - praktykantka, Ylwa (Szwecja) - spotkałysmy się już w samolocie, Keito (USA) nasza maskotka klasowa...zawsze czegoś nie wie i jest przesłodka, ja ;), Aerin (USA) - siedzimy koło siebie i zawsze razem robmy ćwiczenia, strasznie sympatyczna, róneiż razem robiłyśmy prezentację, z Giovannim (Włochy) - stoi za Aerin, Edi - Szwajcar z którym czasem rozmawiam po niemiecku, poddałam się jak usiłował mnie nauczyć szwajcarskiego slangu!
Koło Giovanniego Savina (Szwecja), obok niej Juli (Kenia), najdziwniejsza osba pod słońcem chyba. Jednego dnia jest przyjacielem wszystkich, drugiego do nikogo się nie odzywa. Hm.... Dalej już sami Szwedzi - Leo, Gustav i Mark. I oczywiście najważniejsza osoba - nasz sensei - Komura sensei. Zabrakło Jose z Meksyku, nie wiem, czemu nie dotarł.

Plan działania. W piątek mam dwa egzaminy. Jeden to czytanie na czas, tym razem sporo kanji w tekście. Nie umiem się pozbyć czasem odruchu czytania po chińsku. Zwłaszcza cyfr. Troszkę mnie to zwalnia, a tu tylko jedna minuta ;)
Drugi egzamin to rozmowa z naszą praktykantką, którą nauczyciel będzie oceniał. Mamy zestaw pytań plus będzie trzeba przeprowadzić naturalną konwersację w kilku zadanych sytuacjach. Powinno być spokojnie. Reszta japońszczyzny w poniedziałek i wtorek. Oba egzaminy pisemne zaplanowane na półtorej godzin. Mam nadzieję, że nie przesadzą z ilością wypracowań, bo ostatnio ledwo się w czasie zmieściłam.

Reszta rzeczy już prawie zaliczona. Jedna praca oddana, dziś miałam prezentację. Była troszkę “mama”, ewentualnie “mamahuhu”. Troszkę stresujące jest nawijać przez 15 minut do Amerykanów głównie. Parę osób powiedziało mi, że było bardzo ciekawie i że się im podobało. Ale ja się w sumie nie czuję jakoś szczególnie zadowolona. Praca na ten temat zdecydowanie jest mniej chaotyczna ;). Właśnie ją Małga przegląda pod kątem gramatyki i stylu.

Ja urządzam sobie dziś dzień odpoczynku przed egzaminami. No, może tylko teksty poczytam...

Jutro ostatnie zajęcia z filmu. Ponieważ nie mam już japońskiego idę na 16 na uczelnię, ale śmiesznie.

We wtorek oglądaliśmy ostatni film. Niesamowity! Nigdy o nim nie słyszałam. Tytuł “Casshern”, oparty na mandze. Postaram się go zdobyć! 


piątek, 25 listopada 2005
Nadal jeszcze chora, przezuciłam się na leki japońskie ;)
Ale w niedzielę ide na Harrego!!!! O! Nieważne, że mam jakieś testy. Idę. Dodam dla uspokojenia - wersja oryginalna z napisami. Obejrzałam w telewizji pierwszego Harrego po jaońsku. RANY! Ale Snape ma całkeim ciekawy głos!! Przynajmniej jego nie zepsuli ;)
środa, 23 listopada 2005
I nie pojechałam... Jestem chora. W sumie w Kioto będę wkrótce mieszkać, więc nie ma czego żałować. A o imprezie podziwiania liści Wojtek dość dobitnie się wypowiedział ;) Tylko jakoś tak bez sensu chorować. Mam strasznie dużo pracy, a nauka idzie mi teraz dość opornie. Jeśli do tego dorzucimy chorowanie w akademiku, to w ogóle jakoś bez sensu. Z przerażeniem sobie uświadomiłam, że ostatni tydzień zajęć. Przyszły czwartek i piątek już pierwsze egzaminy z japońskiego. Usiłuję się właśnie skupić na pisaniu pracy o uniformach. Hmmm...Chyba nie będzie to praca mojego życia. Ale chciałabym chociaż jej większą część napiasać a potem zabrać się za prezentację na japoński. Brrr. Co za szaleństwo. Ilość pracy na jednym kursie w ciągu najbliższeg tygodnia, to całkiem solidny półroczny kurs w Polsce. Z dwomam popołudniowymi zajęciami i masą języka nie mam na nic czasu. Ciekawe...
A z dobrych wiadomości. 15 przyjeżdża Tomek! :D Czyli już bardzo niedługo!
czwartek, 17 listopada 2005
Autor, autor.

 

 

MOJE CV

 

O mnie i o blogu 

Blog powstał, kiedy dowiedziałam się, że przyznano mi stypendium do Japonii. Ponieważ było to moje pierwsze doświadczenie z tego typu pamiętnikiem, kroniką, dziennikiem; postanowiłam wcześniej potrenować.

 

I jakoś tak poszło. Blog się rozrasta, sama się dziwię, jak to się dzieje. Zagląda tutaj rodzina, przyjaciele, znajomi i osoby, których zupełnie nie znam. Dziękuję wszystkim!

 

Kim jestem?

 

Imię: Dorota

Nazwisko: Barańska

Urodziny: 31. październik 1979

Pochodzenie: Polska Zachodnia, aktualnie obywatelka miasta Kraków

Kontakt: e-mail - d.baranska(na)gmail.com

 

Uczelnia: Od trzech lat jestem doktorantką w Katedrze Studiów Blisko i Dalekowschodnich UJ. O kierunku można poczytać tutaj. Aktualnie, jak ławo się domyślić przebywam na stypendium naukowym, w kraju moich zainteresowań. Rok temu, będąc jeszcze w Krakowie, zdarzyło mi się poprowadzić kilka zajęć w Katedrze, więc zostałam “współpracownikiem”.

Przygotowuję (bardzo dzielnie) pracę doktorską na temat “Zło w popkulturze japońskiej” Temat zmieniał się kilka razy. Z jednego musiałam zrezygnować z braku materiałów, inny uznałam za obszerny. Ten temat raczej już powinien być tematem ostatecznym, choć na razie w Japonii zajmuje się głównie tematyką antropologiczną - “Uniformami w Japonii. Ich rolą w obrazowaniu ról społecznych”.

 

Poza uczelnią: Zaangażowałam się w NGO. Wraz z grupą znajomych zafascynowanych Azją założyłam Stowarzyszenie CTA - Closer To Asia. Jestem jego prezesem.

 

Zainteresowania: Szerokie, czasem mam wrażenie, że aż za szerokie.

Naukowo – oczywiście Daleki Wschód, bo nie tylko Japonia, ale też Chiny, Korea – tematyka związana przede wszystkim z kulturą, gender, ale też problematyka społeczno-gospodarcza.

Do tego interesują mnie języki. Usiłuję, z różnym skutkiem, uczyć się japońskiego i chińskiego (mandaryńskiego). Do tego ostatnio poznaje trochę słów koreańskich – przez znajomości tutaj w Japonii, a zaprzyjaźnieni Chińczycy z Hong Kongu usiłują mnie przekonać, że kantoński jest prostszy ;)

Naukowo i nie – czytanie książek. Zarówno tych związanych z nauką, jak i zupełnie odległych. Czytam nałogowo, bez książki nie potrafię żyć.

Prywatnie – fantastyka i wszystko, co z tym związane – konwenty, gry RPG, książki, filmy, gry.

Zainteresowania techniczne? Internet. Właściwie poznany dość późno. Czasem, gdy sobie przeglądam blogi zatrważa mnie, że średnia wieku to okolice lat 14-16. Ja wtedy nie miałam sieci w domu! A wszelkie pace w liceum pisałam ręcznie. Świat pędzi naprzód. A ja nadrabiam zaległości. Zwłaszcza, że jak się już nauczy szukać informacji, to można ich znaleźć całkiem dużo i całkiem wartościowych. Uczę się więc cały czas.

Poza tym turystyka. Niespełnionym marzeniem jest posiadanie ogromnej sumy pieniędzy i proporcjonalnej ilości wolnego czasu, żeby zwiedzić świat. Z realniejszych zamiłowań – góry, które staram się odwiedzać dość często. Zauważyłam, że częściej się wybierałam mieszkając od nich daleko – Kościan (okolice Poznania), niż mieszkając w Krakowie. Ironia czasu i przestrzeni.


 

Poważnie zaniepokojona
Zobaczyłam plan sesji. Chyba ten tydzień, jest ostatnim tygodniem, w którym śpię... Nastepny sen będzie po 7 grudnia - ostatni egzamin.
Po kolei, jak to wygląda:
jutro - test poważny
poniedziałek (21.12) - test słówka
wtorek - test słówka
(do tego skończyć prezentację po japońsku i przygotować się do nej)
24 czwartek - prezentacja japońska
gdzieś między 24-30 kolejny duzy test
30 - prezentacja na zajęcia z "Kultury" (częściowo zrobiona)
1 grudnia -  Deadline oddania pracy z "Kina japońskiego"
1-2 pierwsza część końcowych egzaminów z japońskeigo - pewnie znów czytanie na czas i rozmowy
5-6 - druga część egzaminów z japońskiego - słuchanie, czytanie, pisanie, tłumaczenie, etc.
7- deadline pracy z "Kultury"

Po drodze dwa piątki popołudniami zajęte, bo mamy lekcje dialektu z Osaki i slangu japońskiego
23 -sroda wolna, ale jadę do Kyoto na impreze podziwiania jesiennych liści. Znikam na cały dzień. A po drodze nawiedzam muzeum "Genji monogatari"!! Ha! :)
Tak...i to chyba byłoby na tyle. Wracam do nauki.
sobota, 12 listopada 2005
Dzień rozrywki

Prawdę Dziewczynka mówiła o koszmarze karaoke.

Poszłam, zobaczyłam, zaśpiewałam. I właściwie nadal pojąć nie mogę czemu to tak popularne. Generalnie – podoba mi się rozwiązanie baru gdzie byliśmy – mieliśmy wynajęty pokój, miła kanapa, wielki wybór piosenek, najwięcej chyba koreańskich. ;) Jedzenie i picie we własnym zakresie, więc nie trzeba wydawać nie wiadomo jakich pieniędzy na picie pubowe. Ale mimo wszystko nadal nie rozumiem, czemu to ma być takie fajne. Jako wyjście ze znajomymi ok. Ale równie dobrze, można udać się do pubu ;) No może po to, że po każdej zaśpiewanej piosence pokazuje się licznik spalonych kalorii?

Albo na kręgle! Na które zresztą udaliśmy się przed zabawą z karaoke. Było bardziej zabawnie. Stolik i krzesła przy orze, również można własne napoje, przekąski. I więcej ruchu i śmiechu...

Po karaoke natomiast bawiliśmy się w bębniarzy taiko na automatach. Wykańczające. Trzeba mieć masę siły, o refleksie nie wspominam, żeby w wyznaczonym czasie bić w bęben. Jakoś było. Zmęczeni doświadczeniem wybraliśmy się do pubu, gdzie część osób próbowała swych sił w rzucaniu lotkami do tarczy. Ja ograniczyłam się do próbowania sake ;) Oczywiście picie sake, to zbyt prosta rzecz, wiec piłam jakieś oryginalne (nie wiem, czym objawiała się oryginalność _ japońskie koktajle na bazie sake. Tak więc spróbowałam sake z syropem brzoskwiniowym i brzoskwinią oraz sake o smaku kwitnącej wiśni!! Z wiśnia to nie miało nic wspólnego.

Generalnie wieczór imprezy, pierwszej na taka skalę (ależ się uwsteczniam..), zaliczam do jak najbardziej udanych. Zwłaszcza, że wracając miałam okazję zobaczyć gazeciarza, co uświadomiło mi i Linie (Litwa), że chyba jest już bardziej rano niż noc (fakt – była to 4 rano)


Dziś spędziłam dzień w Osace z Japonkami, brałam lekcje slangu młodzieżowego i dialektu z Kansai. I robiłyśmy sobie zdjęcia w maszynie naklejkowej. Puriku (po japońsku), a właściwie purintu kurabu – nagroda dla tego, kto zgadnie, co to znaczy. Japonistów wyłączam z zabawy. Przepraszam ;)

środa, 09 listopada 2005
Zdjecia na oficjalnej stronie uczelni

Zainteresowanych informuje, ze na oficjalnej stroinie Kansai mozna obejrzec zdjecia z Festiwalu, ktory mnie tak zachwycil. Nieskromnie sie pochwale, ze zdjecia mojej, wlasciwie calkiem skromnej osoby rowniez sie tam znalazly:

http://www.kansaigaidai.ac.jp/asp/00_sub_contents/current_students/

wtorek, 08 listopada 2005
Rower odnaleziony

(do poprzedniego wpisu dorzuciłam zdjęcia w kimono)


Jednak jestem przestępcą łamiącym japońskie prawo. Mimo, że przed salonem pachinko stoi z milion rowerów nie jest to miejsce wyznaczone do parkowania. Ciekawe tylko, czemu nie informuje o tym żaden znak :(

W każdym razie- rower mój został odholowany przez policję i dziś już go mam z powrotem. Po zapłaceniu kary – 1500 jenów (ok 15$), wartość roweru 5000 jenów.

W każdym razie było zabawnie. Gratis dostałam dopompowanie opon przy rowerze ;) I musiałam tłumaczyć, że wcale nie gram w salonie pachinko, tylko tam rower zostawiłam. Było to jednak niezrozumiałe, więc dałam spokój. Niech będzie, że jestem nałogowym graczem. W każdym razie rower odzyskany, pojechałam nawet jakieś jedzenie zakupić, więc moja lodówka już nie świeci pustkami.

Kitty-chan nadal przy rowerze. Szczerze mówiąc najbardziej się o nią martwiłam.


Festiwal już tylko wspomnieniem, ale na szczęście mamy piątek wolny, z okazji ufundowania naszego uniwersytetu. Bardzo planujemy jakąś balangę we czwartek, ale zastanawiamy się, czy nie lepiej zaoszczędzić pieniądze na kino – Harry Potter zbliża się wielkimi krokami, a ja już nie mogę się doczekać! :) W sobotę jadę do Osaki z Mai i Sari. Zakupy - czyli to, co Japończycy lubią najbardziej. Ja powoli rozglądam się za prezentami. Tu coś kupię, tam coś kupię. W planach też zajadanie japońskich słodyczy ;)

Ostatnio znów jakoś nie mam czasu się wyspać – był festiwal i jakoś sporo nauki. Do tego wskoczyliśmy ostatnio na japońskim w dość skomplikowaną gramatykę i jakoś zmęczyłam się próbując zrozumieć;) No i powoli pracuję nad prezentacją. Powoli też zbieram się do oglądania filmów na pracę końcową z “Kina Japońskiego”. Powoli. Nie chce mi się uwierzyć, ale za miesiąc i jeden dzień koniec semestru.

W sprawie zakwaterowania na zimę, milczenie... Nie wiem, co ze mną będzie

niedziela, 06 listopada 2005
Różności

Nie wiem od czego zacząć. Nazbierało się sporo wydarzeń.

Może tak. Naukowo nadal w formie – trzy quizy zaliczone na 100% ;) Dwa testy na 48pkt./50 Tle chwalenia się. Pewnie pozawalam wszystko w tym tygodniu, bo nie miałam czasu na sen ani na naukę. Ale co tam.


Himeji zamek.


Byłam w zamku w Osace, podobał mi się. Ale to, co zobaczyłam w Himeji przerosło moje wszelkie oczekiwania. Zamek przeogromny. Dojście do niego zajmuje z godzinę – przedzierając się przez kolejne fortyfikacje. Pytanie militarne – czy ktoś się orientuje ilu potrzeba ludzi do obsadzenia wszystkich stanowisk – łuczników, lejących ołów, czy olej, strzelających z karabinów i do ego jeszcze na koniec walczących w bezpośrednim starciu? Tak mi się to nasunęło. Wycieczkę zorganizowałam ja. Wyszukałam połączenia pociągowe, zebrałam grupkę ludzi. Zwiedzaliśmy z przewodnikiem. Przewodnik, mówiący po angielsku jest gratis. :) Podobno zwiedzanie zamku miało zająć półtorej godziny, nam zeszło ponad trzy. Przewodnik ucieszył się, że ja coś wiem o historii Japonii, że Rachel jest Chinką i mógł nawiązywać do tego, co Japończycy wzięli z Chin, a Cathlin jako native studiujący jeszcze do tego angielski została poproszona o poprawianie wymowy.

Z ciekawostek:

  1. Zamek ten gra we wszystkich filmach japońskich, gdzie pojawia się zamek. Jest największy i najwspanialszy. “Grał” też w “Ostatnim samuraju” i którymś “Jamesie Bondzie”

  2. Na tym zamku straszy jeden z bardziej znanych duchów – służąca, która została skatowana na śmierć za stłuczenie talerza. Jej ciało wrzucono do studni. Co noc wychodzi ze studni i liczy talerze – do 9. Ponoć wielu ludzi ją widziało i uciekało, gdy w liczeniu doszła do 7. Panuje przekonanie, że kto usłyszy 9 – umrze. Studnia, nawiasem mówiąc, jak z 'Ringu”, bo oczywiście nie mogłam się powstrzymać i do środka zajrzałam.

  3. Kącik harakiri wygląda jak kącik harakiri z filmów samurajskich. Aż mnie ciarki przeszły. Brrr. Nie wiedziałam jednak, że samobójstwo było obserwowane nie tylko przez sędziów, ale też “zainteresowanych”. Nie uczestniczyli oni jednak w tym akcie – więc oglądali wszystko ze specjalnie zbudowanego balkonu, z zamku. O tym filmy milczą.

  4. Ogród przy zamku jest piękny. Nie sposób opisać po prostu.

Wycieczka miała miejsce wczoraj – wyruszyliśmy przed 9 rano, wróciliśmy po 9 wieczorem. Ze złych wiadomości, skradziono mi rower :( Zostawiłam zamknięty na stacji. Inna możliwość – odholowała go policja, bo zginął mój rower i Erika. Jeśli tak, mamy szansę je odzyskać, ale będziemy pewnie na japońskiej czarnej liście za złe parkowanie...


Festiwal

We czwartek obchodziliśmy dzień kultury – czwartek był tez początkiem Festiwalu Kultury na uczelni. Po raz kolejny boleśnie sobie uświadomiłam, że różnica w uczelni polskiej i japońskiej jest porównywalna z odległością dzielącą te kraje. Festiwal był ogromny, zaskoczyło to nie tylko mnie, ale resztę Europejczyków, a nawet Amerykanów. Każdy klub coś przygotował. Były więc pokazy kuchni meksykańskiej, hiszpańskiej,pokazy salsy, flamenco i masa innych. Do tego każdy klub miał własne stoisko z jakimś jedzeniem. Ceny dość wygórowane, ale właśnie tak kluby i koła na siebie zarabiają. No ale trzeba jednak wykazać minimalne zainteresowanie i chęć pomocy!! Tego niestety gdzieniegdzie brakuje. W czym wzięłam udział? W ceremonii herbaty rzecz jasna. Prowadzonej przez Mai – moją speeking partnerkę. Potem poszłam posłuchać gry na koto. Mnie się podobało, Rachel uznała, że Chinczycy są w tym lepsi ;) Widziałam też pokaz daiko. Rany, ja się chcę nauczyć grać a tych bębnach. REWELACJA!

Generalnie w festiwal spędziłam w chińskim towarzystwie, więc po atrakcjach festiwalowych zaszyliśmy się w kąciku na dyskusjach o Chinach. Co z tego wynikło w dalszej części.

Moim wkładem w festiwal było kolejne tańczenie – dwa razy. Tym razem nosiłam profesjonalne kimono do tego tańca. Taniec, Dziewczynko uwaga, jest oryginalnie tańczony przez maiko-san. Kimono moje było więc dostosowane tym razem do sytuacji. I miałam szeroki pas obi. I tym razem z całą japońska bielizną pod spodem. Pod obi była wrzucona poduszka taiko, żeby lepiej węzeł wyglądał. Makijażu też było więcej – łącznie z podkreśleniem oczu czerwonymi kropkami. Pełen profesjonalizm. Powiem tylko, że spędzenie pół dnia w tym było męczące! Jest to ciężkie, niewygodne. Ale wygląda się prześlicznie. Poza tym, że kilku moich znajomych miało problem z rozpoznaniem mnie. Tak, nie słuchałam Wojtka, który prosił, żebym więcej się tak nie przebierała. Ech. Ciekawie. Zabawna sytuacja – mnóstwo Japończyków, odwiedzających festiwal koniecznie chciało mieć ze mną zdjęcie. W związku z tym będę pewnie na kilku rodzinnych albumach. Co naprawdę niesamowite, starsi ludzie rozpoznawali strój i wiedzieli, co za taniec tańczę!! Zostałam ochrzczona mianem maiko-san, bez dodawania gaijin (obcy). Ha!





Nō i Kyogen

Kansai Gaidai University w ramach festiwalu zorganizował też przedstawienie teatralne. Mają wielką aulę na Kampusie, więc mogą sobie na to pozwolić. Dla lokalnej społeczności wejście było płatne, dla studentów za darmo. Miałam więc okazję obejrzeć najbardziej tradycyjny z japońskich teatrów. Hmm... co czuję? Nie wiem, wyglądało o niesamowicie. Zwłaszcza, że się o tym teatrze uczyłam, ale szczerze mówiąc – nudno! Początek przynajmniej, kolejne części bardziej dynamiczne. Ale generalnie ciężko mi się ustosunkować. Przede mną kabuki i może takarazuka - pierwszy teatr mieszczański, drugi nowoczesny pomysł na japoński teatr – występują w nim tylko kobiety. Zobaczymy, jak będzie z finansami, bo już raczej za darmo się nie uda. Ale myślę, że warto. Taka okazja może się nie powtórzyć.


Chiny i Tajwan, Chiny i Japonia, Chiny i Chiny

Jak wygląda sprawa Tajwanu z punktu widzenia studentów jednego i drugiego kraju. Rzacz skomplikowana strasznie. Po pierwsze Chinczycy Tajwanu za osobne państwo nie uznają. Jednak mają na tyle wspólnej historii i kultury, że ciężko uznać Tajwan za odrębne państwo. Jednak nie są zwolennikami trzymania Tajwanu w Chinach za wszelką cenę. Doskonale rozumieją, że przyczyną oderwania od Chin, jest lęk przed rządem. I chęć oderwania się od nowożytnej historii. Co ciekawe, Tajwańczycy powiedzieli mi, że choć określają swoja narodowość zazwyczaj jako tajwańsą, czuja się związani z Chinami emocjonalnie i wielu z nich chciałoby móc bez przeszkód odwiedzać Chiny. Tak więc wynika z tego, że może jednak problem nie dotyczy tyle ludzi, co rządów? Jednocześnie jednak jest wielu Tajwańczyków nastawionych negatywnie do Chińczyków z kontynentu. Każdy z Chińczyków znajomych się z tym zetknął. Niektórzy Tawanczycy reagują na Chińczyka z kontynentu nastawieniem typu “to Twoja wina, jesteś komunistą”. To niestety nie pomaga w konflikcie.

Japonia. Nie będę się rozpisywać o co chodziło z Nankinem, zainteresowani wiedzą, reszta może doszukać w wikipedii na przykład. Otóż japońska mentalność. Japończycy nigdy nie przeprosili Chińczyków. Niemcy przepraszali za obozy koncentracyjne. Amerykanie przepraszali za Wietnam. Japończycy nie. Do tego, japońska młodzież nie ma pojęcia, że w ogóle była jakaś wojna chińsko-japońska. W ich podręcznikach nie ma śladu o tych wydarzeniach. Niektórzy wiedzą o tym od rodzin, ale nie ze szkoły. A wydawałoby się, że zmienianie książek do historii do domena innego typu rządów? Problem ten poruszaliśmy też na jednych zajęciach, przy okazji mniejszości w Japonii – Japończycy nie mają pojęcia o istnieniu ogromnej mniejszości Koreańskiej w Japonii, niektórzy nie wiedzą nawet o Ainu (z Hokkaido).Bo nie ma w książkach. Szokujące. Zresztą o tym, ze okupowali Koreę też nie wiedzą. I nie rozumieją, czemu Koreańczycy ich tak nie lubią.

Chiny-Chiny. Rząd, rząd i jeszcze raz rząd. I obawa przed tak szybkim rozwojem, obawa przed pogłębieniem się rozłamu między biednymi i bogatymi. Obawa przed zatraceniem kultury. Nie wiem, jak w Szanghaju u chłopaków, ale “moi” Chinczycy tutaj bardzo dużo wiedzą o Chinach, o tradycyjnej muzyce, strojach, mniejszościach. I boją się nowych Chin.


Uff, ale się rozpisałam. Koniec na dziś. Idę się uczyć

wtorek, 01 listopada 2005
Dziekujemy za wspolprace...

Wczoraj poszlam przedluzyc pobyt na drugi semestr. Czy go dostane zalezy miedzy innymi od moich ocen, nie wiem, czy czegos jeszcze. Fakt wyslania mnie na rok nie ma zadnego znaczenia. Na szczescie moje oceny sa jak najbardziej pozytywne. Nie wiem, czy odmowienie udzialu w festiwalu na uczelni ma znaczenie, ale wole pozwiedzac ;)

 Nie rozumiem, dlaczego w takiej sytuacji JASSO nie jest przyznawane na pol roku? Poza tym wczoraj dowiedzialam sie, ze w tym roku stypendium nie pokrywa pobytu w akademiku w czasie przerwy zimowej. Zla jestem. Czasem czuje sie tu jak w Polsce - brak organizacji, komunikacji, etc. Ale tu przynajmniej mam boska biblioteke i pracownie komputerowa i wysokie stypendium. Co nie zmienia faktu, ze stypendium chcialam przeznaczyc na zwiedzanie, nie mieszkanie! Moze jednak sie wybiore do Chin; Aga, chlopaki - bojcie sie, byc moze czeka was nalot z Japonii ;)

Jutro mam kolejny test, wieczorem trenuje tance ;) Bede tanczyc na uczelni w niedziele. A w czwartek do Himeji! Hurra! Ale sie ciesze.

A wczoraj mialam urodziny i bylo strasznie strasznie fajnie. Marlyn z Byrgiette wpadly do pokoju o 7 rano z ciastem spiewajac sto lat. Powiem tylko - spalam ;) Nigdy nie bylam tak nieprzytomna podczas skladania zyczen. Ale bylo to kochane. Druga niespodzianke przezylam wieczorem, moja roommate upiekla dla mnie tort urodzinowy - biszkopt z kremem i owocami. I nawet swieczki byly :) Super! I dostalam ksiazke ze zdjeciami kotow i kalendarz ze zdjeciami z Japonii. Oba przesliczne. O rany. Nie spodziewalam sie tego wszystkiego!

A w ramach odreagowywania egzaminow i wiesci o wykopywaniu mnie z akademika wypozyczylam sobie "Lord of the Ring" Ksiazka przeczytana juz milion razy, ale pierwszy raz po angielsku. O rany, skad Tolkien bral slowa? Niektorych zaden z dostepnych mi slownikow nie zna. Ale juz sie rozkrecam w czytaniu. I poezje hobbickie i elfickie brzmia czesto przyjemniej niz po polsku. Ide zaraz sie zaszyc gdzies z ksiazka. Czekam do 12 na Kokoro, zeby zjesc lunch razem.

Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie