środa, 28 marca 2007
Sakura, sakura

Słowo hanami 花見, czyli oglądanie kwitnących drzew, wcześniej odnoszono do kwitnących drzew śliwy – ume . Ume kwitną w lutym i nie jest to jeszcze czas piknikowy. Jest chłodno, wilgotno i generalnie pogoda nie sprzyja przeżywaniu uniesień duchowych. Tak więc ume została zastąpiona sakurą , a hanami stało się wielowątkowym wydarzeniem, łączącym oglądanie i fotografowanie kwiatów, z pogaduszkami z przyjaciółmi, piknikiem i popijaniem z butelek nie tylko zielonej herbaty.

Do tego doszły jeszcze aspekty artystyczne. Większości wydarzeń religijnych, festiwalom – nie tylko japońskim, towarzyszą dźwięki muzyki. Klasyczne piosenki japońskie dotyczyły najczęściej ume (jak Shin ume wa saitaka...) i przez swoją klasyczność nie bardzo wpasowywały się w luźny piknikowy klimat hanami.

Pojawiło się nowe zjawisko jakim są sakura-piosenki. Co roku wielu artystów tworzy specjalne sakurowe piosenki. Najlepsza zostaje hitem sezonu. Krótka to chwała. Ale chyba warto.

Ponieważ naszym wiśnią jeszcze troszkę brakuje do kwitnienia, piosenki może jeszcze się przydadzą :)

W tym roku hitem jest ta piosenka Funky Monkey Babys - Lovin' Life:

 



Piosenka Utady Hikaru „Sakura drops” była hitem 2002 roku:

 

 
Znalazłam jeszcze inną piosenkę, nazywa się po prostu "Sakura-piosenka"; Rythem - Sakura Uta:
O artystkach wcześniej nie słyszałam, ale maja swoją stronę - http://www.rythem.info. A tutaj informacje po angielsku.
wtorek, 27 marca 2007

Czas pędzi. Jeszcze nie tak dawno przygotowywałam się do konferencji, a tu już zdążyłam przypadkiem nawiedzić Poznań i„Pyrkon, prawie kończą się wykłady prof. Kawate i prawie są święta.

Co się działo.

Konferencja w Manggha była naprawdę super. Moje wystąpienie jakoś średnio mi się podobało. Wydaje mi się, że było chaotycznie, ale znajomi twierdzą, że OK. Dzięki :) Pewnie jak zwykle przesadzam.

Urzekło mnie wystąpienie Asi z Instytutu Konfucjusza. Opowiadała o kobietach maoizmu z taką pasją, że sala pękała ze śmiechu. Nie ma jak potraktować poważny temat z odpowiednią dozą humoru. Było kapitalnie!

No i w końcu spotkałam się z Karolinką, której wieki nie widziałam. Jej wykład o sportowych Szanghajkach z lat dwudziestych był również boski! Kapitalne plakaty pokazała na prezentacji.

Termin na spisanie naszych wystąpień mamy do 20 kwietnia. Potem będzie z tego publikacja, jeszcze nie do końca wiadomo w jakiej formie – czy zeszyt pokonferencyjny czy książka. Oczywiście wszyscy mamy nadzieję na to drugie :) Wtedy również wejdą do niej teksty, których na konferencji nie było. Będzie coś o Korei, pewnie Polek coś napisze też o buddyzmie. Będzie bardziej wszechstronnie i pewnie ciekawiej. No i nie będzie to tak sztywno naukowo. Może, może. :)

Przy wyjściu spotkałam Tsukimori-san z Manggha, usiłujemy się umówić na jakąś kawkę ;)

Po konferencji Tomek zaskoczył mnie wieścią, że Wolvie nadal chory i czy pojedziemy zamiast niego z Komixem na Pyrkon prezentować XBOXa . No to pojechaliśmy ;)

Generalnie o właściwie chłopaki cokolwiek prezentowały, a ja co jakiś czas robiłam niepotrzebny sztuczny tłum, bo zainteresowanie i tak było ogromne. Za to spędziłam sobie też fajny weekend z rodzicami.Co do gierek mam mieszane uczucia. Jako wielka fanka horrorów japońskich i z tego powodu PS2 jakoś do xboxa serca nie mam. Grafika faktycznie absolutnie miażdżąca, jak się ma odpowiedni telewizor. Podejrzewam, że w innym wypadku mamy efekty bardzo przeciętne. Większość gier śliczna, cudna, tylko jakaś taka bez rewelacji. Nie wciągają mnie strzelanki, więc z pewnością nie doceniam zalet Gears of war” . Ale to ona rządziła zdecydowanie, głownie też dlatego, że można pograć na dwie osoby.

Fotograficzną relację zamieścił Wolvie . Czasem jest mało cenzuralnie, wiec osoby poniżej 18 roku życia...wiadomo.

Nasza kolekcja gier wzbogaciła się o Atomuuuówki , w które zagramy przy najbliższym wolnym czasie. Ale grę tę, jeszcze w wersji angielskiej „Unexploded cow” przypadkiem promowałam na jakimś Dracoolu i była cuuuudna! Muuuu!


Było też filmowo. Przed konferencją – Cesarzowa, wczoraj 300.

Hmm... Na oba czekałam z wytęsknieniem i po obu mam mieszane uczucia.

Cesarzowa

Nowy Zhang Yimou jest koszmarny! Po tak obłędnych filmach, jakie robił na początku przeszedł do estetycznego chłamu. Czy Chińczycy pozazdrościli Zachodowi bitwy o Helmowy Jar z LOTRa?

Bo momentami takie miało się wrażenie.

I żeby nie było nieporozumień. Film jest absolutnie przepiękny, śliczny, uroczy, niesamowity wizualnie, obłędnie kolorystyczny! Jednocześnie jest kompletnie bez wyrazu w części fabuły. Miała być wala cesarza z cesarzową, zakazany romans, spisek. Było bezbarwne przechodzenie od sceny do sceny. Bez napięcia, bez odrobiny niepewności, tajemnicy. Szkoda. Bo to naprawdę piękny film i w sumie chętnie obejrzałabym go jeszcze raz dla doznań estetycznych. Podobał mi się ten pałacowy przepych, złoto, stroje – no może te kobiece mniej, bo były zdecydowanie za bardzo wydumane. A dziedziniec chryzantem po prostu piękny, to samo z haftowanymi chryzantemami. Widzę, że ZY zadowolił się robieniem filmów ugładzonych, niekontrowersyjnych, niepolitycznych. Dla pewności robi filmy nijakie. Tak, żeby na pewno nikt nie dopatrzył się tam żadnych odniesień do Chin współczesnych. Mamy wiec piękne, bogate obrazki „made in China” z obłędną Gong Li w roli głównej. Brawo za niewykorzystanie potencjału! Po prostu brawo. Tak zepsuć film to też swoista sztuka.


300

Rysunki Franka Millera mnie urzekają. Film ten też był w związku z tym na pewno doznaniem ciekawym. Dzięki rysunkom, można pokazać znacznie więcej brutalności, krwi. Można podkolorować momenty zwątpienia szarościami, dodać mgłę, deszcz. Film więc na pewno estetycznie na plus. Oczywiście dla osób, które rozumieją, że ogromne ilości krwi i celowej brzydoty są zabiegiem artystycznym i lubią taki rodzaj artyzmu. W przeciwnym razie film będzie odpychający, niesmaczny i zbyt krwawy. Ot kwestia gustu. Mnie się podobało. Ale mnie się też Sin City podobało, które dla niektórych było wyłącznie odpychajace.

Natomiast znów inną sprawą jest fabuła. Termopile, Leonidas – wojna, masakra. Tematyka znana doskonale wszystkim w tym kraju. Sama jakoś do komiksu nie dotarłam, ale słyszałam peany pochwalne na jego cześć. Że cudnie poprowadzona fabuła, że arcydzieło. Posypały się nagrody.

W filmie już różowo nie jest. Jakoś się wszystko rozpełza. Film jest po prostu nudny. Tym bardziej, że doskonale znamy zakończenie. Dodatkowo film tak wprowadza bohaterów, że właściwie od momentu wymarszu wojsk wiemy w jakiej kolejności Spartanie będą ginąć i kto zginie na końcu i czyja śmierć zajmie najwięcej minut filmu.

Wydaje mi się, że film też dodatkowo został przegadany. Nie wierzę, że w komiksie co drugim słowem był: honor, zamiennie z chwała i poświęcenie. A- zapomniałabym jeszcze o słówku wolność podkreślanym wielokrotnie z wszelkimi możliwymi intonacjami. I zupełnie nieważne, że Grecja miała jakby paru niewolników? No może jakby nam wielokrotnie nie powiedziano o co chodzi, to nie zrozumielibyśmy treści? No bo w sumie tak bez sensy tych 300 Spartan tam zostało.

Poza tym filmowe „słoniorożce” i „olifanty” są doprawdy mocno przesadzone. Również tutaj mamy moment LOTRowy – oddział perskich magów prowadzi se sobą skrępowanego olbrzyma. Tak, aż się chce krzyknąć - „mają jaskiniowego trolla!”. Tak, ja wiem, że to komiks, ale hm...w końcu nie ma obowiązku przeniesienia wszystkich kadrów na ekran! W efekcie nadmiar patosu i udziwnień wywołał nam zbiorową głupawkę w kinie.

Ok, nie oszukujmy się jednak. Na ten film chyba nikt nie idzie z powodów innych niż obrazy. A wizualnie film się sprawdza. Słoniorożce w sumie niezłe. Dodatkowo sytuację ratuje obłędna, choć czasem za patetyczna muzyka Tylera Batesa. Myślę że ideałem zamiast próby filmu byłyby luźne klatki puszczone na dużym ekranie bez żadnych dialogów, za to zobrazowane muzyką. Byłoby znacznie bardziej przejmująco.

A teraz

A teraz powoli się zabieram za przygotowania przedświąteczne. Za oknem wiosna. Uporządkowałam balkon, przesadziłam kwiatki.

Dostałam maila od Yuri z Japonii – właśnie przeprowadziła się z Osaki do Tokio, gdzie zaczyna pracę jako OL. Ciekawa jestem. Obiecała pisać. Czekam.

W piątek najbliższy ostatni wykład prof. Kawate. Jednek nie było aż tak ciekawie jak się zapowiadało. Nadal nie bardzo znam odpowiedź na postawione na pierwszym wykładzie pytania. Bardziej jednak jest o historii w ogóle niż o historii nacjonalizmu. I nie było słowa o shinsengumi !!

piątek, 16 marca 2007
Nacjonalizm japoński

Ciekawa informacja dla osób z Krakowa - zajęcia na temat japońskiego nacjonalizmu prowadzone przez Japończyka, który aktywnie walczy z "nacjonalistycznymi rewizjonistami".

Pierwsze zajęcia odbyły się dzisiaj, ale w poniedziałek wykład wprowadzający zostanie powtórzony.

Zajęcia są prowadzone po japońsku+tłumaczenie, więc można dodatkowo potrenować język.

Wielki minus dla wielu osób to miejsce - Kampus UJ

Wykład jest wykładem otwartym, więc nie trzeba być studentem UJ, ani Katedry BiDW żeby na niego uczęszczać.

Wklejam reklamę UJ;)

 

Katedra Bliskiego i Dalekiego Wschodu

zaprasza na wykłady profesorów wizytujących, jakie prowadzone będą w roku akademickim 2006/07 w salach Kampusu UJ przy ul. Gronostajowej 7:


  1. Profesor Keichii Kawate, profesor historii w Tokyo Gakugei University, będzie prowadził zajęcia na temat

Japanese nationalism”.

Wykłady będą tłumaczone na język polski.

Za ten kurs (20 godzinny) student może otrzymać 3 punkty ECTS. Zajęcia odbywać się będą od 16 marca do 3 kwietnia 2007 roku , w poniedziałki od 17:00 – 20:15 i w piątki od 8:00 – 11:15 w sali 3.06.

 

 

czwartek, 15 marca 2007
"Bo ja tak chciałabym mieć zachodniego chłopaka"

To prawdziwy tekst. Japończycy jako mężowie są uważani przez Japonki za coś strasznego. Chodzi taki do pracy i nic ponad to. A taki zachodni to nawet okna czasem umyje.  Z kolei Japończycy uważają, że Japonkom odbija i chcą mieć męża, żywiciela, gospodynię w jednym. I szukają kobiet, które nie są tak zmanierowane.

Jako ciekawostkę wklejam, jakie były najczęstsze mieszane małżeństwa: 

Za Ministerstwem Zdrowia z 2003:

Japanese men marry:
Chinese 10,242
Filipinos 7,794
Koreans 5,318
Americans 156
British 65

Japanese women marry:
Koreans 2,235
Americans 1,529
Chinese 890
British 334

Filipinos 117

wtorek, 13 marca 2007
Śpiewać każdy może

Nie nam oceniać lepiej czy gorzej, bo tak naprawdę liczy się wygląd . Zapraszam na Harajuku . Tym razem we władaniu płci brzydszej...

Prawie jak Seishun Amigo ;) 

 
Prawie jak kobieta:
poniedziałek, 12 marca 2007
23.III

A ja już się nie mogę doczekać!

Dziękuję wszystkim, którzy dotarli wczoraj na prelekcję i dziękuję Agnieszcze za zorganizowanie jej :)

A zanim prelekcja - był spacer po Ojcowie. Wiosna! I duuużo bobrów!

Zdjęcia u Wolviego 

piątek, 09 marca 2007
Fearless

Lubię filmy z Jetem Li . Lubię popatrzeć na dobre sceny walki. W zachodnich filmach zazwyczaj nie ma na nie co liczyć – ciasne kadry, nic nie widać. Ale też rzadko, który zachodni aktor ćwiczy sztuki walki od dziecka.

Fearless to ciekawy film, bo oparty na aktach. Opowiada o historii życia Huo Yuanjia (霍元甲)

O Huo Yuanjia mozna poczytać na stronie Polskiego Związku Wushu

http://www.wushu-chinwoo.pl/stara/aartyk.html

Huo Yuanjia urodził się w wiosce Xiaonanhe leżącej na zachód od Tianjin. Jego ojciec, Huo Endi, był znanym wojownikiem i pracował jako ochroniarz karawan zmierzających na północny wschód i z powrotem. Po przejściu na emeryturę powrócił do rodzinnej wsi i poświęcił się pracy na roli i przekazywaniu swoich umiejętności walki synom. Jako dziecko Yuanjia był słaby i niewielki i często padał ofiarą rówieśników. Niezadowolony ze słabości syna Huo Endi powiedział kiedyś do swej żony <Przysłowie mówi Jaki ojciec taki syn. Więc jak to się stało, że w naszej rodzinie przyszedł na świat taki słabeusz ?> Obawiając się, że w czasie zawodów bokserskich syn może okryć rodzinę niesławą, Huo Endi zakazał synowi nauki sztuk walki i nakazał mu skoncentrować się na rozwoju intelektu. Postanowienie ojca głęboko zraniło Yuanjia który postanowił udowodnić, że jest w stanie osiągnąć bardzo wiele w Wushu. Dlatego też, ilekroć jego ojciec i bracia ćwiczyli wushu Yuanjia pilnie ich obserwował i starał się zapamiętać wszystko co widzi. Potem zwykł zaszywać się w niewielki gaju poza granicami wioski i tam zapamiętale ćwiczył.”

Oczywiście okazało się, że silna wola jest już wystarczająca i Yuanjia nie tylko rozwinął styl walki Huo, ale stał się najsłynniejszym wojownikiem Chin. Faktycznie walczył z wieloma przeciwnikami z Zachodu i z Japonii. W filmie końcówka jest taka cudnie azjatycka – Japończycy i Chińczycy bratają się, bo jak wiadomo głównym złem są źli Biali. Piękny smaczek!

Huo Yuanji założył też naprawdę organizację Jingwu (lub z kantońska Chin Woo) - w 1909 roku. „Jej celem było szerzenie mądrości, życzliwości i odwagi a także polepszanie zdrowia całej ludzkości.”

Film polecam fanom sztuk walk, bo fabuła specjalnie odkrywcza nie jest.

Trailer:

 

Cudna rzecz wynaleziona na youtubie – Fearless jako teledysk Jay Chou :) 

O wyższości ryżu nad ryżem.

Jednym z przejawów nihonjinron , przekonania o wyższości Japończyków nad innymi narodami, czy też bardziej ogólnie – teorii o Japończykach, jest twierdzenie, że ryż jest najlepszy na świecie. Po powrocie z Japonii faktycznie dostępny u nas ryż smakował inaczej, ale nie rozważałam tego w kategorii smaczny-niesmaczny, bo uznałam, że jednak różne ryże mają różne smaki.

Po dniu wczorajszym jednak zmieniam pogląd i zgadzam się ze stwierdzeniem, że japoński ryż jest najlepszy na świecie. Niedawno robiliśmy z Tomkiem onigiri z ryżu drobnego. Były pyszne. Wczoraj jednak Kaori-san przyniosła nam zrobione przez siebie, ze składników przywiezionych z Japonii maki-sushi (w wersji z Kansai – takie długie i grube, do jedzenia rękoma). Po pierwszym kęsie zrozumiałam różnicę. Ryże w Polsce są nawet niezłe, sushi, onigiri wychodzą całkiem smaczne, ale z ryżem japońskim wychodzą po prostu absolutnie doskonałe. Będziemy teraz kombinować z doprawianiem dostępnego u nas ryżu – nasza zaprawa nie jest słodka. Wczorajsza chyba była. Może coś się uda podobnego osiągnąć.

Rany, jak ja uwielbiam sushi. Mniam! Chyba w końcu odwiedzimy to przesłynne Edo w Krakowie . Czy faktycznie sushi tam jest tak pyszne?

czwartek, 08 marca 2007
Ostrrrro!


 
Uwielbiam ostrą kuchnię, ne jestem pewna jednek, czy odważyłabym się spróbować sosu, przy którym znajduje się taki dopisek: " Sos jest wyjątkowo ostry. Począwszy od zakupu, całe ryzyko związane z jego używaniem i spożywaniem, przechodzą w całości na Nabywcę"


Tajne skale ostrości chili są TUTAJ 


A ogólnie stronę polecam! Za ciekawostki, przepisy, duuuzo informacji.
http://www.ostrakuchnia.pl/component/option,com_frontpage/Itemid,1/ 
 

środa, 07 marca 2007
Wiosenne haiku

 

Haiku
Od pewnego czasu jestem posiadaczką przepięknego zbioru Haiku w tłumaczeniu pani Żuławskiej Umedy. Wiem, że nie wszyscy są fanami jej tłumaczeń i jej samej, ale zawsze trudno jest wszystkich zadowolić. Mnie się jej tłumaczenia podobają. Mam do nich ogromny sentyment. A zbiorek, który posiadam to nowiutkie II wydanie z 2006 roku.

 

 

Podoba mi się podział tematyczny haiku. Taki klasyczny, na pory roku.


Fragment książki:


Każdy wiersz haiku jest obrazkiem - szkicem, który notuje aktualny stan jakiegoś wycinka świata w sposób najpełniejszy, ponieważ oddaje jego barwę, muzykę, nawet zapach i całą otaczającą go atmosferę, działającą
na uczucia poety i czytelnika. Podobnie jak w obrazach zen [tzw. zenga], gdzie poszczególne cząsteczki wszechświata: drzewo albo kwiat czy nawet tylko liść, istnieją samotnie w białej i pustej przestrzeni, opisując ten świat w sposób najkrótszy i najbardziej wyczerpujący.”


A na koniec:

Raz tam raz tu

z wschodnim falują wiatrem

wierzbowe włosy

(Bashō, Górskie źródło, sprzed 1667)


14:16, bayushi , Haiku
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2
Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie