czwartek, 31 maja 2007
Very hot pot

Nie jestem Chinką.

Dostałam od Doudou do wypróbowania sos do hot pota .

Hot pot, a właściwie 火鍋 (huǒguō) to rodzaj dania, w podobnej wersji jedzonego też w Japonii, jako 鍋物 nabemono .

Gotujący się wywar (woda z sosem) ustawia na specjalnym podgrzewaczu i podaje do tego różne smakołyki – mięsne, warzywne, owoce morza. Siada się następnie przy garnku z wywarem i gotuje chwilę to, na co ma się ochotę.

Kluczem do sukcesu są cieniutko pokrojone składniki. Niektórzy stosują jeszcze sosy do zanurzenia w nich ugotowanych dóbr.

Mniam:)

Ten sos, co dostałam, to taki prawdziwy, chiński, dla Chińczyków.

Nawet niezłe, ale ostre jak licho!

Bardzo, bardzo ostre.

Udało nam się jednak zjeść wszystko, a nawet więcej ;)

Przygotowałam do gotowania: mięso kurczaka, rybę, paluszki krabowe, kiełki, grzybki, paprykę słodką, kalarepkę i makaron.

Na przyszłość trzeba będzie jednak podać to tego dużo ryżu, żeby przegryzać ostrość ;)

Gotowanie makaronu w wywarze to nie jest najlepszy pomysł ;)

Acha, nie mam też garnka i podgrzewacza specjalneggo - mój hot pot był w grnku ustawionym na podgrzewaczu do kawy :P 

Moje poczucie ostrości, choć na pewno bardziej odporne niż większości osób, nie jest chińskim poczuciem ostrości.

Japońskie shabu shabu było łatwiejsze do zjedzenia.

Troszkę tu chyba też wina kolendry, za którą nie do końca przepadam.

A poza tym śmiać mi się chce, bo Doudou wczoraj na obiad zrobiła placki ziemniaczane ;) 

A dziś mam dzień spadku formy. Muszę się zebrać jakoś do jutra. Bo to już jutro - Niepołomice!

Nieustajaco zapraszam!! 

wtorek, 29 maja 2007
Piraci i nastroje

Piraci. Żałosne. Tak, wiedziałam, że nie mam się nastawiać na cuda. I że skoro już Dwójka była taka sobie, to Trójka niekoniecznie będzie lepsza. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak tragiczni. Film nie ma fabuły. To totalny, bezsensowny zlepek scen z dużą ilością efektów. Po kiego licha komu ta Kalipso? Po co Johnny w wersji zwielokrotnionej. Po kiego licha w końcu kapitan „Holendra” ma pływać po morzach 10 lat i jeden dzień być na lądzie? Po co w końcu narada piratów? Do czego? Po co komu było wprowadzać tam jeszcze jakiś Chińczyków, Japończyków?

I do licha najcięższego, gdzie się podziali choreografowie od pojedynków?

Pojedynki były najmocniejszą stroną tej trylogii (miejmy nadzieję, że nie będzie części IV – choć zakończenie III niestety pozostawia otwartą furtkę). Pojedynki z części pierwszej do dziś oglądam z zachwytem. W części II były tym, co ratowało film. Tutaj ich zabrakło. A co co było niestety niczego nie było w stanie uratować. Do tego wszystkiego film jest stanowczo za długi. Rzadko mi się zdarza nudzić w kinie, więc mogę twórcom pogratulować.

Przynajmniej nachos z sosem serowym dobre były.

No i puścili trailer najnowszego Harrego

Na tapecie nadal Tajowie – dziś zaniosłam zaproszenia do Rektorów.

Do tego KRS – znów tkwienie w papierkach. Jutro zanosimy.

Jutro też dostanę kolejny film od Magdy :)

Niech już będzie ta sobota, a potem leżę do góry brzuchem – czyli piszę doktorat, dogaduję się z Agą i Przemkiem o Dni Japońskie i pewnie jeszcze coś wymyślę.

Na pewno zaczynam regularniej się ruszać. Następny piątek po Tajach jedziemy z dziewczynami na aqua-aerobik. Ciekawa jestem strasznie co to. A dziś sauna i basen, w ramach odstresowania od zabiegania - stwierdzam, że sauna męczy bardziej niż basen. No i znów wrócić do zaniedbanego biegania!

piątek, 25 maja 2007
Lepiej
Już dziś - Piraci! :))) Do kina umawiamy się na poniedziałek:


 
Już dziś  - Tomek :))
 
Konferencja wczoraj była kameralna, ale bardzo miła.
I humor mi wrócił.

I jest cieplutko - cieplej u nas niż w Japonii
 

środa, 23 maja 2007
Zła

Wkurzona. Brakiem odpowiedzialności niektórych ludzi. Czepianiem się drobiazgów, kiedy traci się całość. I paroma innymi drobiazgami. I wkurzona KRS. I brakiem kasy za wykonaną pracę.

I jeszcze moi sąsiedzi robią imprezę. Mam ochotę zadzwonić na policję, jest 22:30.  

A wczoraj był taki cudny dzień...

O! Sąsiedzi skończyli, zanim wysłałam notkę. Czyżby z okna promieniowała moja wściekłość? ;)

Idę spać. Tylko jeszcze przeglądnę jutrzejsze wystąpienie. Nie jestem nim szczególnie zachwycona. Kurcze...

Chyba sobie kupię Murakamiego jakiegoś, a może tego nowego Bruczkowskiego - i napisze coś w końcu mądrego o Japonii.  Taa...akurat. Przed Tajami, KRS i licho wie, czym jeszcze.

A założę się, że po 2gim czerwca będę najszczęśliwszą osobą na świecie i będzie po rewelacyjnej imprezie. A szczegółowy plan tej cudnej imprezy wrzucę pewnie jakoś wieczorem jutro na stronę CTA ;) No i będzie wreszcie troszkę spokoju. Chyba.

 

Wczoraj był fajny dzień. Zaczął się spisywaniem ksiażek z Agnieszką, której bardzo dziękuję :-*

Poszło nam to całkiem szybciutko.

A  potem była wycieczka do czasów baaardzo dawnych, kiedy zaczęliśmy studia w Katedrze.

Wszystko z okazji wizyty Maćka.

Wspominaliśmy sobie czytanie "Cześć Michael" po chinsku/tajwansku, wszelakie zajęcia, dziwne pomysły. Miło było. 

Od Maćka mam przepiękny albumik pełen kotów:

 

 

I naprawde juz czekam, kiedy Wojtek i Dziewczynka wrócą na wakacje z Dalekiego Wschodu.  Wrócą za mniej więcej miesiąc. Do tego czasu sporo do zrobienia.

Jutro konferencja. Jak tu się zmieścić w 15 minutach mówiąc o dyskryminacji w Japonii.

Nie będe mówić nic o dyskryminacji kobiet. Będzie o Koreańczykach, Ainu, Burakumin. Troszkę o innych obcokrajowcach. I jakies wprowadzenie.

Miałam mieć chwytliwy tytuł referatu... miały być "Neokasty. Japonia". Ale komisja znajomych uznała, że jest zbyt szalony i niezrozumiały.  Zamiast niego są "Kasty po japońsku" ;) 

W międzyczasie Tajowie. Temat ostatniomnie drażni, bo wszelkie pomysły wychodza na ostatnią chwilę i ciężko to ogarnąć :( 

Zaraz chyba w ramach odreagowywania zaszyję się na kanapie z książką.

Póki co na jednej zakładce questii mam prawa człowieka -  "Japan's Minorities: The Illusion of Homogeneity". Michael Weiner,  London1997.

A na drugiej: "Diaries of Court Ladies of Old Japan. Contributors",tłumaczenie -  Kochi Doi , Amy Lowell,  Annie Shepley; Boston, 1920

Druga zakładka zdecydowanie bardziej poetycka ;)

For this night only
The autumn moon at Kurodo beach shall shine for me,
For this night only!--I cannot sleep.

sobota, 19 maja 2007

Zastanawaiałm się ostatnio nad zmianą wyglądu bloga. Ale szablon by Pineska jest chyba nadal moim ulubionym :)

Choć troszkę się łamię nad tym 

Poza tym - przygotowuję się do konferencji , już w czwartek. 

Za kaligrafowanie w Wiśle jeszcze z Doudou nie dostałyśmy pieniędzy, troszkę rozzłoszczone jesteśmy.

Ale takie coś poprawia humor! Smoothie zrobiłam bez blendera, pozwoliłam się owocom troszę rozmrozić i zmiksowałam końcówką rozdrabniającą z miksera. :)

A w piątek wraca Tomek. W końcu...jakoś czas mi się okropnie dłuży.

 

piątek, 18 maja 2007
Potrawka z cieciorki

Składniki:


  • piersi z kurczaka – zamarynować w odrobinie zielonej salsy na ok 30 min

  • salsa zielona – do kupienia w supermarketach

  • cieciorka (namoczyć dzień wcześniej)

  • cebula

  • papryka

  • koncentrat

  • można dodać kukurydzę z puszki

  • natka pietruszki

  • oliwa do smażenia

  • sól, pieprz


Wykonane:


Cieciorkę gotujemy.

Pierś kroimy w kawałki, marynujemy, smażymy na oliwie na dużej patelni, najlepiej na wok.

Dodajemy pokrojoną cebulę, paprykę, ugotowaną cieciorkę.

Dodajemy salsę.

Dodajemy koncentrat

Przyprawiamy według uznania

Przed podanie obficie posypujemy natką



Sposób podania:

Może to być samodzielne danie. Można podać też z makaronem (np. razowym) lub ryżem.

Północ-Południe, czyli łosoś i salsa

Przepis jest w 100% autorski ;)

 

Składniki:


  • filet z łososia (mogą być mrożone)

Marynata:

  • pół cytryny – sok+otarta skórka

  • pieprz sól, tymianek


Pozostałe składniki:

  • salsa

  • kapary

  • starty ser żółty

  • oliwa do smażenia

  • masło (niekoniecznie)


Wykonane:


Filety skrapiamy sokiem z cytryny, skórką, ziołami i odstawiamy na jakieś 15 minut.

Smażymy na oliwie, najsmaczniejsza jest zmieszana z masłem

Dodajemy salsę – może być ze słoiczka, lub własnoręcznie zrobiona

Na łososia wrzucamy kapary, ser

Smażymy „podlewając” sosem salsowym aż się rozpuści ser


Sposób podania:

Z pieczonymi ziemniaczkami i sałatką z sałaty z sosem vinegret.

środa, 16 maja 2007
Dzień Tajski, Dzień Matki, Dzień bez sieci

Zaległości mam sporo, więc nie gadam, tylko piszę.

 

Sobota 12 maja, godzina 4 rano – pobudka. Pobudka miała być ok 5, ale koty wiedziały lepiej, ile czasu mi trzeba na wyszykowanie się.

Potem czekanie na Kasię i Adama, którzy dostarczyli mnie i Doudou do Wisły, gdzie zajęłyśmy się kaligrafią. Zatrudnione przez firmę Defacto kaligrafowałyśmy ludziom imiona. Przy czym ja bardziej je po prostu pisałam ładnie niż kaligrafowałam. Zgrałyśmy się naprawdę super. Tak, że mimo zmęczenia, dzień był naprawdę udany.

Kaligrafie zostały dodatkowo opieczętowane naszymi inicjałami – dorobiłam się znaku „ba”, pierwsza sylaba nazwiska. To „ba”, które występuje w słowie „balet” i „banan” ;)


W niedzielę próbowałam odespać,ale nie wyszło.

Potem pogadałam z Doudou i odkryłam bardzo ciekawą rzecz. Czy wiecie, że Dzień Matki nie wszędzie jest obchodzony 26 maja? Że np. w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie obchodzi się go w drugą niedzielę maja. I ze do Chin dzień matki stamtąd przywędrował, więc też obchody przypadły w tym roku na 13 maja? Zresztą w mojej kochanej Japonii też tak świętują. Korea jest inna – 8 maja, a matki w Tajlandii na swoje święto czekają do 12 sierpnia. Wiadomości zaczerpnęłam z WIKI , ale widzę, że Doudou też w swoim blogu sprawę opisała :)


W poniedziałek przyszła do mnie umowa z pewnego wydawnictwa. Zaczynam rozumieć, dlaczego wielu pisarzy zakłada swoje wydawnictwa. Właśnie zrzekłam się wszelkich praw do swojego artykułu. Na czas nieokreślony. Jakoś mi z tym dziwnie.


W poniedziałek też nawiedziliśmy z Pawłem Niepołomice. Dzień Tajski coraz bliżej i chyba już ostatnie sprawy. Plakat jest fajowy bardzo. Dzięki Medard!!

Czeka nas jeszcze parę spraw do obgadania i potem już rozdzielenie zadań na samą godzinę ZERO. Tudzież dzień zero.


W poniedziałek też odłączyli nam prąd w bloku. Zdarza się. Tylko, że odłączenie to bardzo negatywnie wpłynęło mi na sieć w domu. Tak negatywnie,że aż znikła. Wczoraj Wolvie właśnie przywracał mnie do świata. Ja już nie potrafię żyć bez internetu. Sieć jest. Ja jestem. Uf, uf!

Dzięki! :)


Wczoraj też byłam na Kampusie. Ponoć nie jest tak źle. Zobaczymy. Naukowo – 24 maja mam wystąpienie na konferencji o prawach człowieka. Będzie z tego też jakaś mała publikacja. Potem konferencyjna i artykułowa przerwa i biorę się porządnie za dokończenie doktoratu. Chyba trzeba już w końcu jakoś zamknąć ten okres życia. A przynajmniej spróbować.


Zalatana jestem, jak zwykle. Właśnie muszę w końcu zrezygnować z kursu, na który mnie przyjęto, a na którym pojawiłam się raz. Bo potem nagle okazało się, że trzeba zrobić mnóstwo rzeczy, głównie około-tajskich.

Aktualnie też pisze notkę o tajskiej kuchni i myślę, jakie tajskie przepisy mogę tam wkomponować.

Ulotki z nimi będą dostępne w Niepołomicach, 2 czerwca. Przybywajcie.

I odkryłam świezutki blog. O Singapurze.  Do Singapuru mam sentyment ogromny od czasów książki Bruczkowskiego "Singapur, czwarta rano". Będe pewnie więc podczytywać.

http://nlt.blox.pl/html 


I jeszcze jedna, bardzo bardzo ważna rzecz. Tomek ma dziś urodziny. Bardzo takie ważne urodziny. I jest we Włoszech. Możecie mu napisać jakieś życzenia ;)


niedziela, 13 maja 2007
Boćki

Kocie forum to kopalnia wiedzy. Dziś zagnało mnie na stronkę, gdzie, dzięki kamerce internetowej, można obserwować bocianie gniazdo! Po prostu rewelacja!

http://www.bociany.ec.pl/

 

 
1 , 2
Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie