niedziela, 31 lipca 2005
Jutro W-wa

Jutro jadę do Warszawy. Ponieważ wnioski o wizę rozpatrywane są od godziny 9-12, muszę jechać rano i niestety IC. Zbiła mnie z nóg cena pociągu – 93zł. Dokładnie tyle kosztuje przelot z Krakowa do Rzymu samolotem. Może powinnam polecieć do Warszawy? Szkoda, że nie ma tu konsulatu. Ale dzięki temu zobaczę się z Tatianą. No i mam szansę odwiedzić restaurację koreańską, gdzie podobno jest pyszna zupa z kimchi i tofu. Wieki już kimchi nie jadłam. Odkąd jest lato, boję sie trochę kisić cokolwiek na nasłonecznionym balkonie. Choć niewątpliwie proces kiszenie przebiegałby szybciej. Choć mógłby, ewentualnie, zbiec się w czasie z procesem psucia...
Nie narzekam, mam nadzieję, że z wizą problemów nie będzie – mam potwierdzenia z uczelni, wydrukowałam maile, mam zdjęcia, napisane CV, na wszelki wypadek też dorzuciłam plan badań; nie byłam karana, mam uregulowany stosunek do służby wojskowej, etc.


piątek, 29 lipca 2005
Oficjalnie ogłaszam powrót do domu! W czasie, gdy się tu nie pojawiałam byliśmy jeszcze w Danii, udało nam się zwieźć Małgę w jednym kawałku, potem odpoczywaliśmy nieco u moich rodziców, a dziś, w ponoć rekordowej temperaturze, dotarliśmy do Krakowa. Koty padnięte, ale nie wyglądają na załamane końcem wakacji. Fierko nawet już wyszedł na balkon.

Teraz już czas na sprawy japońskie. Zaczęły się od rana - od zrobienia zdjęcia do wizy.
Z Kansai dostałam wiadomość, że mieszkam w akademiku nr 4, którego nie ma na stronie. Ech... Może zaktualizują. :)

środa, 20 lipca 2005

Dzis ja padłam na całej linii. Kupiliśmy Kartę Göteborską i zwiedzaliśmy niemal od samego rana. Rano jeszcze tomek pomógł sąsiadom ciotki Gośki rezerwować miejsce w Sopocie. chcą tam pojechać na wakacje, bo ponoć fajnie. A poza tym ich syn jest fanem piłki nożnej i chce spędzić wakacje w Polsce, bo Dudek jest Polakiem. :)

A potem zwiedzanie. Zaczęsliśmy od Universeum. Było to najfajniejsze muzeum w jakim byłam. Zrobione pod dzieciaki, niemal wszystko można dotknąć, pobawić się, sprawdzić. Muzeum poświęcone morzom, oceanom, wodzie i żyjącym tam stworzeniom, ale też działanie ciała człowieka, kosmos, etc. Świetne!

Potem popłynąliśmy na Elfsborg - twierdza nieco mnie rozczarowała, mała jest! I niewiele jest tam miejsc do zwiedzania. Za to wyprawa na nią bardzo ciekawa - statek płynie tam jakieś pół godziny i zwiedza się z rzeki Göteborg. Zrezygnowalismy więc już dziś z Paddanu, statku, który ma tą samą funkcję, bo czego nie zobaczyliśmy dziś z rejsu na Elfsborg, widzieliśmy jadąc rowerami.

Na koniec muzeum statków. Przy brzegu połączone statki pasażerskie i wojskowe. Wojskowy był ogromny i właściwie się na nim zgubiliśmy. Całość świetna - zaaranżowane kajuty, figury woskowe. Był nawet U-boot, ale nie weszłam zwiedzić, bo jak zajrzałam w klape wejściową złapała mnie autentyczna klaustrofobia. Nie wiedzialam nawet, że aż tak mam. wiedziałam, ze boję się windy, zwłaszcza takich starych wind, ale myślałam, że bardziej chodzi o lek przed spadnięciem. Jednak nie. Pozostałe statki zwiedziliśmy już więc w pędzie. a i tak zesżło nam tam z półtorej godziny. A mysleliśmy, ż eto muzeum jest tak na pół godzinki :)

Do domu dotarliśmy koło 19, ale od śniadania nic nie jedliśmy, bo jakoś nie było czasu i byłam niemal słaba z głodu. Ale zupka cebulowa Knorra jest pyszniutka. Zaszalelimy i kupilismy nawet ciasto na deser - takie zwiniete bułki z nadzieniem orzechowo-cynamonowym. Bardzo słodkie, ale smaczne! Jutro musimy się przed 11 zebrać do Lisebergu - parku rozrywki, jeszcze do 11:20 mamy darmowe przejazdy i wstęp tam. I zobaczymy, jak będziemy na siłach po szalonych przejażdżkach.

wtorek, 19 lipca 2005
Zdjęcia, część II
Fiord z mostem przez który jechaliśmy samochodem


Ford - widok z mostu


Gullholmen ze wzgórza


Drugie śniadanie z wiokiem w tle


Znudzony kociak


Kościół z modelami statków


Marstrand - nad nim twierdza


W twierdzy


Wypoczynek na skałkach


Na górze samotna ławka - tamtędy biegnie dróżka dookoła wyspy


Jakiś ptak, udało mi się go sfotografować.


Marstrand główna ulica



Może zacznę od dnia dzisiejszego... Mieliśmy pójść do Universeum, ponoć cudne muzeum, przepłynąc się statkiem i pojechać do twierdzy Elfsborg. Wybraliśmy się po Kartę Miejską, która pozwala zwiedzić te atrakcje za darmo. Właściwie to dobrze, że nie zerwaliśmy się świtem, a przed kartą wybierałam jeszcze pocztówki... Ledwo doszliśmy do punktu, gdzie się Karty kupuje zerwała się burza, ulewa. Pada nadal. Więc zamiast zwiedzać cokolwiek zrobiliśmy w tył zwrot, poszliśmy zakupić ryby w Kościele Rybnym (jest to hala, w której są stoiska z rybami i potworami okołorybnymi - wielkie krewety, kawior, małże, homary etc. Nazwa Kościół dlatego, że jest to dawny kościół i z zewnątrz nadal tak wygląda). Ponieważ Kościół Rybny jest wielką atrakcją tuyrystyczną, ceny dość wysokie, zapłaciliśmy 100 koron za kawałek tuńczyka, i dwie jakieś inne ryby - jedna to sola cytrynowa, trzecia - nie mam pojęcia :) Dziś będziemy jeść sushi. Rybki już w lodówce w cytrynie. MNIAM!! To był świetny pomysł zabrać wszystkie składniki na sushi. To na tyle chyba z dnia dzisiaj. Dodam jeszcze zdjęcia, jak tylko je pozminiejszam...

Wczoraj. Dzień, który miał być dniem odpoczynku był dniem strasznie aktywnym. I dobrze! Pojechaliśmy na wyspy -Tjörn i Orust. Na pierwszej sie nie zatrzymaliśmy za długo - na wyspę prowadzi wielki most, z którego widać fiord. Myślałam, że fiordy są tylko w Norwegii. Hmm... Wymyślona na poczekaniu definicja fiordu - coś z wodą i skalistymi brzegami, zblizone bardziej do rzeki niż jeziora. A serio - widok śliczny!

Potem Orust, a właściwie dojechanie do rybackiej wysepki Gullholmen. Malutka i śliczna. dostawaliśmy się na nią promem, potem zeszliśmy ja całą - wąziutkie uliczki i domeczki letniskowe. I skały. Bardzo urokliwe miejsce.

I wracająć pojechaliśmy na Marstrand - nazwa pochodzi ponoć od Marii, której statek rozbił sie u brzegu wyspy - Brzeg Marii. Jest tam jej poświęcony kościół - wnętrze puste, ale wiszą u sufitu modele statków. Ciekawie. Twierdzy nie zwiedzaliśmy, obeszliśmy ją tylko z zewnątrz i poszlismy na spacer na skały. Zeszło nam tam ze trzy godziny. Cu-dow-nie! Prze-pięk-nie!! Po prostu! Nie wiem nawet jak to opisać - idzie się dróżką dookoła wyspy - większa część po skałach, potem laski jakieś, na końcu miasteczko. Na skałach wszędzie można sie rozłożyć i opalać, co kawałek miejsca kąpielowe z drabinkami.  Po drodze hodowla małży, co chwilę jakieś stoliczki, a w lesie stawy z liliami. Po prostu niesamowite! Jak tylko będzie jeszcze pogoda, to tam jedziemy! śliczne miejsce. Wczoraj pogoda dopisała aż za bardzo, było bardzo słonecznie, a ponieważ szlismy cały czas brzegiem morza, nie poczułam, że się spaliłam na ramionach i karku. Jestem bardziej niż rak czerwona i boli mnie noszona koszulka. ale co tam, zejdzie. Warto było się spalić dla takich widoków! I widzieliśmy kota - biały z kilkoma ciapkami rudymi i czarnymi! Ale najważniejsze był wielki!! Większy nawet niż Fierko, przypuszczam :) A na Gullholmen zrobiłam zdjecie małego kociaka, był rozkosznie zaspany. Takie wyspy to chyab koci raj. Na obu zakaz wjazdu samochodem. Mnóstwo skałek, krzaków do schowania się. I święty spokój.

Wróciliśmy padnięci, obiad jedliśmy koło 21 i planowaliśmy dalsze zwiedzanie. Nie wyszło niestety. Przełożone na jutro. Ponoć ma mniej padać. Niestety, jesli pogoda z Onetu nadal tak się będzie dobrze sprawdzać, to czeka nas już tylko zimno i przelotne deszcze. Niedobrze.

niedziela, 17 lipca 2005
Żeby nie zaniedbywać obowiązków kronikarza, kilka słów o dniu dzisiejszym. Już w końcu powstał plan zwiedzania - wynika z niego, że nie ma czasu na odpoczywanie - zwiedzać trzeba i koniec. Chyba nawet do parku rozrywki się nam nie uda. Szkoda. Dziś pojechaliśmy na rowerowe zwiedzanie. Jestem prawdopodobnie jedyną osobą, która porusza się na rowerze bez przerzutek, ale nabrałam już w tym wprawy niejakiej. A piszczenie ma zalety, bo ludzie schodzą z drogi. Zaczęliśmy od pobliskiego Ogrodu Botanicznego. Zostawiliśmy rowery i zeszliśmy go. Nawet nie cały, ale więcej bym nie zapamiętała. Był nawer ogródek tam zrobiony z zieleninami, ziołami, owocami - kapusty, czosnki, jabłka, porzeczki, ziemniaki, buraki. O rany, coś dla 100% mieszczuchów, co warzywa jedynie w supermarkecie widują. Ale oprócz takich oczywistości był bambusowy zagajnik, dolinka japońska, masa skalniaków, fontanny i wodne roślinki i budynek z tropikami. Nie poszlismy do części naturalnej - lasu po prostu. Może przy jakimś czasie jeszcze...
Potem pomknelismy na słynne lody, które nawet wróble kradną, bo takie pyszne. To już spora wyprawa była z górkami, podjazdami etc. Lekko nie było, ale warto. Lodziarnia mieści się na tyłach zajezdni tramwajowej, nie ma tam domów, nic, pustka. Tylko tlum ludzi na rowerach, w samochodach, przyjeżdżający na lody. Przepyszne lody. I ogromne. Fakt, wzięlismy największa porcję - cztery kulki. Tylko, że to były kule - całość wazyla chyba z kilogram. I wlaściwie był to nasz obiad ;) Zresztą należalo nam sie po takim wysiłku. A to nie koniec - potem pojechaliśmy wzdłuż rzeki do portów. Było w miarę płasko, ale tylko w miarę. Najpierw port rybny - tiry i smród, potem porty do Danii, potem jachty (śliczne), potem jakieś nowoczesne, potem łodzie restauracje, muzea i hotele i na koniec port staroci już prawie za miastem. Potem wracanie. Zeszlo nam z pięć godzin, poza zjadaniem lodów cały czas w ruchu.
Po powrocie kąpiel, przepierka i na obiado-kolację barszcz z uszkami. A teraz odpoczywanie.
Na spacer wzięliśmy książki, mieliśmy w parku poczytać, nie było kiedy Zapomnieliśmy jogurt zabrać na przekąske. Ale nic to. Jutro weźmiemy. Jutro więcej samochodowo i na nogach zwiedzania. Mam nadzieję, że będziemy się w stanie poruszyć ;) Ale mimo wszytsko chciałabym takie zwiedzanie powtórzyc. Fajna sprawa. No i wszędzie niemal są sciezki rowerowe! i mnóstwo ludzi w przeróżnym wieku na rowerach jeździ.

Zdęcia, zdjęcia...
Najpierw zaległe zdjęcie z podróży - w tle widać Szwecję, port w Ystad


Spacer po Slottsskogen - mały, uroczy domeczek


Pani łosiowa - łoś to wsymbol Szwecji, podobizny są wszędzie - na kubkach, breloczkach, przyborach kuchennych, plecakach. Są łosiowe maskotki, figurki i same łosie :)


Jelonki, bez komentarza. Jednego biła mewa. Nie wiem czemu


Ulica handlowa - sobota. Ogromna ilość sklepów tutaj, to sklepy z wyposarzeniem domu. I to takim, że aż się chce zostać architektem wnętrz i urządzać, urządzać, urządzać...


Dzisiaj - ogród botaniczny, śliczny. Sadzaweczki z liliami, rybkami, masa rododendronów. Coś przepięknego po prostu.


Tomek pod Palmiarnią, tam poszliśmy na koniec zwiedzania


Ciekawa fontanna. Polubiłam Göteborg za ogromną ilość fontan. Tego brakuje w Krakowie niestety


Rzeczka, po tutejszemu struga. Chyba z jakimś umlautem gdzieś, ale ktoby
szwedzki pojąć zdołał
 

Japońska dolinka z japońską latarenkę. Musiałam zrobić zdjęcie. W tym celu wpakowałam się na środek bajorka po kamieniach, mających być zapewne pokręconą drogą wiodącą do prawdy (lub zdęcia)


Dzikie fragmenty ogrodu - skały


Widok na Göteborg, ale nie wiem dokładnie na którą część


Tropiki, 38 stponi i wilgotność jakieś 50%. Warto było, prześliczne kaktusy i kaktusowate


Niespodzianka podczas zwiedzania portu - łódź, czy też inna jednostka pływająca w kształcie chińskiego pałacu. W środku restauracja - zamknięta niestety







sobota, 16 lipca 2005

Rowery dzialaja, przejechalismy przed Slottsskogen. Padlam. Jezdzenie bez przerzuek to straszna sprawa, jak sie ma troche gorek do pokonania. Rozpedzalam sie jak tylko moglam i podjezdzalam tak daleko, jak mi sie udawalo, potem juz wprowadzalam rower. Wrocilismy padnieci, niemal spadlam z roweru. Zero kondycji chyba tez ma na to jakis wplyw, ale osobiscie wole sie trzymac wersji z przerzutka... I kierownica, ktora jest dziwnie skrecona; i na pewno ma w tym swoj udzial hamulec umieszczony w pedalach, od czego tez sie zdazylam odzwyczaic, w zwiazku z czym moje pierwsze hamowanie bylo szuraniem nogami po betonie. Rower to slynna "Rdzawa strzala", ktorym jezdzila Malga, jak byla tu na stypendium. Rany, jak ona to robila? No, ale narzekac nie ma co, rower jezdzi i jest fajnie. a ludzie z drogi mi schodza, bo podczas pedalowania rower wydaje serie zgrzytow, piskow, skrzypniec, etc.

A w parku jezdza ludzie na rolkach, fajnie! tez sie pewnie wybierzemy w koncu. Tylko jak te gorki bedziemy pokonywac?

Swoja droga, Szwedzi maja swira na punkcie ruchu. Dzis rano obserwowalam tlumy ludzi w dresach wracajace z porannego biegania, teraz oprocz rolkarzy, znow byli jacys biegacze, jakies mecze, tenisisci i sama nie wiem co jeszcze. Ale oprocz tego byla tez w parku jakas imprezka, chyba urodzinowa, ktos szedl z grillem, gdzies bylo slychac muzyke. Slowem - co komu pasuje..

Dobrze, ze pojechalismy, bo w tej chwili znow padac zaczelo. Niestety. Oby jutro znow byla pogoda. Jeszcze dokladnie nie wiemy, co bedziemy robic. na pewno planujemy wstac wczesniej niz dzis i albo zwiedzanie miasta, albo wyspy.

(I sie moze jeszcze wytlumacze - nie mam polskich liter na tej szwedzkiej klawiaturze, niby jest polski zainstalowany, ale nie przeklada sie to na wyswietlanie liter - polskich nie ma nadal, a niektore litery dodatkowo sa pomieszane, wole wiec nie pisac z polskimi literkami, choc zlosci mnie to troszke.)

Spacer

Spacer byl dokladnie przez calutki Göteborg, da sie zejsc wlasciwie w jeden dzien. Nie dotarlismy do portu chyba tylko i parku rozrywki, ale to na inna wycieczke plan. Nadal wyjsc z podziwu nie mozemy, ze tu absolutnie wszyscy mowia po angielsku - czy jest to osiedlowy sklepik, ksiegarnia, przechodzien. Wszyscy.

Dzien sie zaczal pozno, bo odsypialismy chyba statek i podroz i wczorajszy dzien deszczowy. Okazuje sie, ze warto pospac, bo trafia sie na nowa porcje goracego pieczywa w sklepie. Pysznego zreszta. Chleb szwedzki jest lekko slodkawy, maslo slone. Ciekawa kompozycja.

Dotarlismy do informacji turystycznej, dowiedzielismy jak uzywa sie tramwajow i jak dojezdza sie na okoliczne wysepki, ponoc sliczne. Wahamy sie nad zakupieniem tzw. Karty Göteborskiej - bezplatne przejazdy, zwiedzanie, czasem tez wolny wstep do muzeow,albo znizka. Tylko, ze karta dosc droga i wykupienie jej oznacza zobaczenie wszystkiego w jeden dzien. Ewentualnie w dwa, a chyba to troszke bez sensu.

Mniej wiecej sie nam plan podrozy wykrystalizowal:

- jeden dzien - wysepki i chyba ogrod botaniczny i palmiarnia

- drugi - wyspy duze, ktorych nazw nie sposob zapamietac ;) i Marstrand

- trzeci - park rozrywki i moze jakies zwiedzanie statkiem Göteborga.

- czwarty, to czego nie zrealizujemy w tych trzech dniach, albo jeszcze jakies wyspy z twierdzami i innymi ciekawostkami :P

Kolo 21-22 do Malmö, do Goshi, potem powrot do Göteborga i promem do Danii. Tam, niewiadomo co... Malga nam powie chyba. Fiord tam jest ponoc. I chyba tyle. zobaczymy.

Zaraz zabieramy sie za rowery, oby dzialaly. Bo faktycznie tutaj tylko rowerem sie przemieszczac. jest troche gorzyscie, ale centrum plaskie. No i wszedzie sciezki rowerowe. Miasto absolutnie nieprzyjazne dla samochodow, wszedzie drogi jednokierunkowe, platanina uliczek straszna. Tramwaje z kolei drogie, a miasto faktycznie niezbyt duze. No i bez rowerow trudno bedzie caly park Slottsskogen zwiedzic. A chyba warto, oprocz widzianego wczoraj losia, jeleni, pingwinow i jakies pelikanow, jest tam calkiem duze zoo jeszcze, no i niewiadomo, co dalej w parku jest, bo calego nie zeszlismy. wedlug mapy sa jakies bajorka, jeziorka, kawiarenki itp.

A na razie poobiedna sjesta. Obiad dosc wczesny, ale od sniadania nic nie zjedlismy, tylko chodzilismy.

piątek, 15 lipca 2005

Zamiast spania spacer do parku, bo przestalo padac w koncu... Ciekawe jest to, ze jest pozno, a nadal widno. Park niesamowity - jest jednoczesnie ogrodem botanicznym pelnym azalii i ciekawych drzew, ZOO i jeszcze parkiem zabaw. I jest wielki. Kawalek go tylko odwiedzilismy.

Zwierzeta obfotografowane. :)

Jutro moze jakies centrum, czy cos. Zobaczymy jaka pogoda bedzie.

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie