czwartek, 20 lipca 2006
Zupełnie nie po japońsku
Był sobie weekend. Była sobie Sucha Beskidzka. Myślę, że ona nadal istnieje, choć tego nie sprawdzałam osobiście. Komix, którego działkę nawiedziliśmy w każdym razie chyba żyje ;) Fajnie wydostać się na trochę z miasta, posiedzieć przy grillu, pograć w planszówki.
Arkham Horror coraz bardziej mnie wciąga. Pamiętam, że ta gra początkowo wydawała mi się masakrycznie trudna, pełna szalonych zasad. A teraz już chyba powoli łapię o co tam chodzi. Chociaż oznaczenia na kartach potworów są nadal czarną magią zrozumiałą jedynie przez Wolviego.
Było bez japońskich duchów, choć temat jakoś kiedyś zszedł nam na Silent Hille ;) Pewnie to moja wina, ale generalnie była kupa dobrej zabawy i pysznego jedzenia. Chociaż nadal nie wiem, czy lubię kaszankę... :P
Dowody, wśród których kaszanki brak, poniżej:

Jestem paparazzi - zdjęcie robione z samochodu. Wystawiłam obiektyw i polowałam na chłopaków wracających ze sklepu. Ponieważ zakupy robili dość długo, kilka osób zdążyło chyba sie zbulwersować.


Chłopaki zawijają ziemniaki (w folię):


Ponury(?)kosiarz zza płotu:


Pciągi. Pociagi na prawdę nazywaja się ticket to ride, ale kto by się tym przejmował. Pociagi i tyle:


Pociągowe trasy i ręce Kasi. Wiem, powinnam przycinać zdjęcia, ale nigdy mi się nie chce.


Dla zainteresowanych - na działce powstał jeszcze amatrski horror pt "Pył z grilla i trzy straszne dmuchy". Film do obejrzenia pod tym linkiem.
wtorek, 18 lipca 2006
Jednak angielski
Podobno mam po polsku bardzo zły styl i lepiej piszę po angielsku. Doktorat jednak wraca do wersji angielskiej. Tyle ustaleń na dziś z promotorem. Teraz zabieram się za socjologię z okrzykiem: "Szacki:przybywam!" Ratunku! Niech ktoś to za mnie wykuje, proszę...
poniedziałek, 17 lipca 2006
Linki ostatnio znalezione
Uznałam, że skoro ja rzadko zaglądam na bloga, inni pewnie też tego nie robią. Poza tym, zakładki "Statystyka" użyłam raz, na początku jakoś i dzisiaj. I mi wstyd. Wstyd, że tak dużo osób tu zagląda, a ja się lenię i nie piszę. Przepraszam! I dziękuję wszystkim, którzy zaglądają, tym, którzy umieścili link do nikki na swoich stronach, blogach. Miło mi bardzo. :)
Tęsknię troszkę za Japonią, zwłaszcza, kiedy czytam coraz to nowe wiadomości polityczne z naszego kraju... Może trzeba było prosić o azyl polityczny? ;)
Z tęsknoty tej, włóczę się po internecie, podczytuję rózne blogi, oglądam stronki. Niektóre miejsca, które odwiedzam często, już pojawiły się w zakładkach. Części muszę się jeszcze poprzyglądać ;)
Zaintrygował mnie np. spos blogów o Azji. Właśnie czytam sobie poszczególne blogi, najpierw te związane z Japonią i Chinami, ale można tam też znaleźć blogi z Wietnamu, tajlandii, Malezji, czy nawet Brunei. Zobaczcie sami zresztą na Best Blogs in Asia

Zawascynowały mnie też zdjęcia na Bart Pogoda  -http://bartpogoda.com/
Zdjęcia z ogromnej ilości krajów, w tym oczywiście z Azji.

Powrót chińszczyzny
Naszło mnie znów na chiński. Jakoś mi głupio cały czas, że tak nie miałam i nie mam na niego czasu. A ja w sumie naprawdę strasznie lubię ten język. Moje tony, jak okazało się w Japonii, dla niektórych były zrozumiałe - co mnie podbudowało; ale dla innych mówiłam zupełnie nie po chińsku. Wzdech...
No i w ramach mojego "nadal kocham chiński i Chiny" wybraliśmy się z T. do kina na film Chena Kaige "Przysięgę" Zakochałam się w chińskim z tego filmu. Mandaryńskim chińskim. Obłędnie wyraźny. Bez problemów wyłapywałam znane mi słowa i skojarzyłam chyba wszystkie konstrukcje gramatyczne. No oczywiście nie znałam miliona słów, ale i tak byłam zachwycona. Ciekawe tylko, czemu tak wolno mówili. Niemal teatralnie. Czyżby dlatego, że obsada hongkonsko-koreańska? Czy po prostu własnie podkreślenie bajkowości?
Dla zainteresowanych linki do filmu:
strona polska
strona japońska
(tak japońska - w polskiej nie działa trailer ;) )
strona chińska
(rozumiem z niej mniej niż z samego filmu :( )

No i chiński w ogóle brzmi ładniej niż japoński! Niestety...

Na filmie jednym się nie skończyło, wróciłam z rozrzewnieniem do filmów z Tonym Leungiem i cudnego "Infernal Affairs"
http://www.infernalaffairs.com/

A przy okazji, odwiedziłam stopklatkę i dowiedziałam się, że:
"Firma Media Asia z Hongkongu planuje wyprodukować dwa nowe filmy Andrew Laua i Alana Maka, autorów "Infernal Affairs: Piekielnej gry". W sumie w planach twórcy ci mają realizację około 8-10 filmów dla Media Asia.

Pierwsza z tych produkcji zatytułowana jest "Behind The Sin" i kosztować ma 7,7 miliona dolarów. W roli głównej wystąpi Tony Leung Chiu-wai a początek zdjęć zaplanowano na maj tego roku. Będzie to historia dwóch przyjaciół - policjanta i prywatnego detektywa, którzy badają sprawę morderstwa teścia jednego z nich. Drugi film Laua i Maka to niezatytułowany epicki projekt rozgrywający się w Hongkongu w latach 40-tych. Zdjęcia do tego filmu zaplanowano na drugą połowę tego roku. Będzie to opowieść o chińskim kupcu, który wyrusza do Hongkongu i wchodzi w konflikt z lokalnymi gangsterami. W głównej roli wystąpi Jay Chou, gwiazda kina i estrady z Tajwanu."
http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=30470

Ciekawe, ile poczekamy na dostępność tych filmów w Polsce? DVD z "IA" można kupic w Media Marktach!
Przy okazji ruszyło się też coś w tematyce J-horrorów. Polska zaczyna nadrabiać resztę świata w tej dziedzinie. Mój temat doktoratu przestaje być spoza oficjalnej linii ;)
środa, 12 lipca 2006
Trochę tego i tamtego...

Utknęłam w tematyce popkultury... Bo w Japonii właściwie nie ma kultury poza popkulturą. Wszystko, co tradycyjne i tak bardzo kojarzone z Japonią - teatr, ceremonia herbaciana, to tak naprawdę zjawiska niszowe - domena przykładnych żon i emerytek. No i generalnie – kobiet. Mężczyźni nie mają czasu zajmować się sprawami ducha i tyle. Zresztą wiele kobiet już też nie. Coraz więcej Japonek ma nieco większe ambicje niż dostanie się do pracy w dobrej firmie tylko w celu znalezienia tam odpowiednio zamożnego męża. O zgrozo, niektóre z nich same chcą tam pracować!! Ale nie o tym być miało. Kultura. Piszę właśnie rozdział o popkulturze no i mam zgryza... Oczywiście kultura nie zanikła – przewija się w mangach chociażby i mamy hybrydyzację ;) No więc piszę o hybrydyzacji. No tylko, że nie bardzo wiem jak i co... znów sprowadzam wszystko do duchów i innych... Tak więc chwilowo nie piszę, bo dostałam od znajomego troszkę ducho-mang do obejrzenia; w tym 100 opowieści o duchach. Troszkę jakoś mi się kojarzy w “Miyu”, a troszkę z “Berserkiem”. Z pierwszym, bo mamy wyłapywanie zła ze świata ludzi, z drugim, bo jest taka tajemnicza trójca – mnich, krzywy duży pan i piękna kobieta... Trójca buddyjska? Co tu niebem, co człowiekiem, co piekłem? Nieważne. Ogląda sie bosko.

Namiętnie też fotografuję grę “Project Zero”. Finta w fincie? Dla niewtajemniczonych – gra polega na zwalczaniu duchów za pomocą aparatu fotograficznego i rozwiązaniu zagadki nagromadzenia duchów w owym miejscu. Moje robienie zdjęć grze już niemal zakrawa na perwersję. No ale chciałam dorzucić parę obrazków do doktoratu, coby Szanowna Komisja łatwiej sobie mogła wyobrazić poszczególne yurei, yokai, bakemono, etc.. A PZ jest do tego idealny! Kocham tę grę po prostu. I boję się jej jak diabli ;) Przy okazji gier fajnych, znalazłam cudną stronę o Silent Hill – chronologicznie pierwszej z ukochanych gier...no aktualnie spadła na miejsce drugie przez Projecty .
http://www.psxzone.opalnet.pl/Podstrony/Silent_Hill/
Strona, to kawał świetnej i porządnej roboty. Jest w dziale “references” w moim doktoracie.

W międzyczasie, od kiedy nie pisałam – Anka zdążyła pojechać do Chin i wrócić, nadal nie miałyśmy czasu na pogadanie; Dziewczynka żyje ;); Maciek i Ola zdążyli się obronić – gratulacje! I jeszcze Basia – też gratulacje :) ; Wojtek wraca na chwilę do Polski i wraca (na dobre) do Chin; Paweł wraca i znika na jakieś Mazury. A ja tęsknię za Japonią troszkę... Upały u nas porównywalne, a nie mamy klimatyzacji w komunikacji miejskiej! I lodów zielonoherbacianch!!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
(od biedy zielonoherbaciany sernik też mógłby być)

Znalazłam nawet przepis...Sierotka jestem i oczywićie proszku z herbaty nie przywiozłam...
Ale może się kupi w Naturalnym., lub gdzieś w sklepie internetowym...
Tak więc, żeby zrobić 抹茶アイスクリーム (Matcha aisu kurīmu) należy wziąć:

Ingredients: (4 servings)

  • 200ml milk
  • 2 egg yolks
  • 2 tbsp sugar
  • 200ml heavy cream
  • 2 tbsp maccha green tea powder
  • 100ml hot water

How to Cook:

  1. Lightly whisk egg yolks in a pan.
  2. Add milk and sugar in the pan and mix well.
  3. Put the pan on low heat and heat the mixture, stirring constantly.
  4. When the mixture is thicken, remove from the heat.
  5. Soak the bottom of the pan in ice water and cool the mixture.
  6. Mix hot water and green tea powder together.
  7. Add the green tea in the egg mixture and mix well, cooling in ice water.
  8. Add heavy cream in the mixture and mix well.
  9. Freeze the mixture in an ice cream maker, following instructions of the ice cream maker.
The easiest way to make green tea ice cream is to mix vanilla ice cream and maccha powder

(http://japanesefood.about.com/cs/dessertssnacks/a/greenteaice.htm - strona japanesefood po raz kolejny błogosławiona. Już robiłam kiedyś ramen; jest to co prawda danie chińskie, ale ciiii)

A tutaj restauracja z "wszystko z herbaty" -
http://www.rakuten.ne.jp/gold/itohkyuemon/ujicha_t/index.htm



Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie