poniedziałek, 30 lipca 2007
Jak w zegarku

Cudny pomysł - budzisz się i od razu wiesz, o której odjeżdża pociąg. A że japońskie pociągi są cudnie punktualne - wszystko jak w zegarku :)

http://www.engadget.com/2007/07/28/yumekobos-yamanote-alarm-clock-shows-train-schedules/

piątek, 27 lipca 2007
Death Proof

Obejrzałam. Chcę jeeeeszcze! Kiedy projekt Tarantino&Rodriguez będzie u nas na DVD??

Tak, jestem absolutnie bezkrytyczna jeśli chodzi o Tarantino. Podejrzewam, że nawet gdyby zrobił kiepski film, ja i tak znalazłabym w nim coś rewelacyjnego. Po prostu są tacy reżyserzy.

Jest ich w moim życiu dwóch – Kitamura i Tarantino.


Death Proof jest jednak filmem dziwnym – nie będę powtarzać historyjek odnośnie dwóch filmów klasy B na jednym seansie, czyli Grindhouse, bo to w dowolnej recenzji się przeczyta.

Film jest dziwny, bo jest mało filmem a raczej koncentratem akcji, tekstów, scenek i cytatów (zwłaszcza cytatów). W końcu po co w filmie fabuła, prawda? Fabuły mamy na co dzień, więc olać fabułę i po prostu się bawmy.

A bawić się można nieźle mając tyle odwołań filmowych, że głowa pęka! Ukłonem dla fanów są wstawki z wcześniejszych filmów Tarantino, a wśród nich Kill Bill rządzi – pamiętacie Texas rangera z synem? Albo gwizdanie Elli? Albo Vipers? I w ogóle – czemu tak żółto?

Jak nie pamiętacie, to pewnie nie będziecie się może aż tak dobrze bawić, ale zabawa i tak będzie ostra.


Scenki dla których warto pójść do kina jeszcze kilka razy? ;)

1. Nie jestem facetem, ale... lap dance Butterfly (Vanessa Ferlito). Wielkie mrrrau! I ta szafa grająca – marzenie po prostu.

2. Stuntman Mike, Stuntman Mike, Stuntman Mike i jeszcze Stuntman Mike - w pierwszej części filmu. Potem zamienia się w mięczaka i zdecydowanie traci na uroku :p

Ale za to w drugiej części:

3. Zoë Bell – mam nową idolkę! Rosario Dawson – w roli Gail (Sin City) i nawet Becky (Clerks II) była wyraźniejsza. Tutaj, mimo super fancy spódniczki – niestety nie.

4. Scena z „orłem” na masce rozpędzonego Dodga Challengera rocznik 1970 jest sceną, która dech w piersiach zapiera. Acha – nie próbujcie tego robić w domu. Do tego trzeba być kaskaderem, a Zoe Bell jest :P

5. Do tego dochodzą soczyste (dosłownie) sceny przemocy – czyli kwintesencja filmów Tarantino. Krew się leje, kończyny fruwają w powietrzu, a na koniec Mike traci pewnie wszystkie zęby. Jest ostro. Tak ostro, że ciężko potraktować taką przemoc poważnie.

6. Zapomnieć jeszcze nie można o samym mistrzu w roli barmana Warrena. Barmana rodem z podrzędnych teksańskich pubów. Charakteryzacja boska! Przez moment poczułam się jakbym oglądała „Od zmierzchu do świtu”

 

Technicznie – film też nie rozczarowuje - super prowadzenie kamery, cięcia ale nisko budżetowe filmidła, moment przerzucenia się na kolor czarno biały – po powrocie żółty jest bardziej żółty, a róż bardziej różowy.

I do tego muzyka! Chcę soundtrack!

Nie załapałam sceny z dr Block. Doczytałam, że pojawia się w Planet Terror. Może mnie oświeci


I PS - czy Tarantino włączył się w akcję „chude jest brzydkie”? :P Miła odmiana po szkieletowej Umie Turman.

I jeszcze garść tekstów, które po prostu warto wykuć na pamięć ;) (Za IMDB):

Stuntman Mike: Do I frighten you?
[Arlene nods]
Stuntman Mike: Is it my scar?
Arlene: It's your car.
Stuntman Mike: Yeah, I know. I'm sorry. It's my mom's car.

 

***

 

Pam- segment 'Death Proof': So what's your name icy?
Stuntman Mike: Stuntman Mike.
Pam- segment 'Death Proof': Stuntman Mike's your name.
Stuntman Mike: You ask anybody.
Pam- segment 'Death Proof': Hey Warren, Who is this guy?
Warren: Stuntman Mike.
Pam- segment 'Death Proof': And who the hell is Stuntman Mike?
Warren: He's a Stuntman.

 

***

 

Jungle Julia: [to Arlene] I think you got Mike laid tonight.
[the two of them laugh]
Jungle Julia: [to Stuntman Mike] Looking good, Cannonball Run!
Pam: He's just giving me a ride.
Jungle Julia: Oh, no doubt.
Arlene: [waves to them] Have a nice ride.
[they go back to laughing]
Pam: Look, double-fucks...
[she approaches them]
Pam: ...I am not gonna fuck him!
Stuntman Mike: [as he lights a cigarette] I can hear you!
[Jungle Julia and Arlene laugh and Pam approaches even closer]
Pam: He's old enough to be my da...
Stuntman Mike: I can still hear you!
[the girls go back to laughing]
Pam: Bye!

***

Arlene: Who do you want to hear?
Jungle Julia: Dave Dee, Dozy, Beaky, Mick and Tich.
Arlene: Who?
Jungle Julia: Dave, Dee, Dozy, Beaky, Mitch and Tich.
Arlene: Who the fuck are they?
Jungle Julia: For your information, Pete Townsend, at one point, almost quit The Who. And if he had, he would have ended up in this group, thus making it Dave Dee, Dozy, Beaky, Mick, Tich and Pete. And if you ask me, he should have.
[flips on the radio to hear "Hold Tight" by Dave, Dee, Dozy, Beaky, Mitch & Tich]

 

***

 

Pam: Is that cowboy wisdom?
Stuntman Mike: I'm not a cowboy, Pam... I'm a stuntman.

 

***

 

Lee: You carry a gun?
Kim: Uh-Huh.
Lee: Do you have a license to carry it?
Kim: Yeah, when I became a secret service agent, they gave me a license.
Lee: Oh, I didn't know you were... Ok. I didn't say it. Stop looking at me. I didn't say it. God! Did you know Kim carried a gun?
Abernathy: Yes. Yeah, do I approve, no. Do I know, yes.
Kim: I don't know what futuristic utopia you live in, but in the world I live in, a bitch need a gun.
Abernathy: You can't get around the fact that people who carry guns, tend to get shot more than people who don't.
Kim: And you can't get around the fact that if I go down to the laundry room in my building at midnight enough times, I might get my ass raped!
Lee: Don't do your laundry at midnight.
Kim: Fuck that! I wanna do my laundry whenever the fuck I want to do my laundry.
Abernathy: There are other things you can carry other then a gun. Pepper spray.
Kim: Uh, muthafucka tryin to rape me, I don't want to give him a skin rash. I wanna shot that nigga down!
Abernathy: How about a knife at least.
Kim: Yeah, you know what happens to muthafuckas who carry knives. They get shot! Look, if I ever become a famous actress, I won't carry a gun. I'll hire me a dude dirt nigga and he'll carry the gun, and when shit goes down, I'll sit back and laugh, but until that day, it's wild west muthafucka!

 

***
(i jeszcze raz;)) 

 

Abernathy: Why not just carry a knife instead of a gun?
Kim: You know what happens to mutha fuckers who carry knives? They get shot!

 

***

 

[speeding by a bunch of cows]
Kim: Moo, muthafucker, moo!

 

***

 

Abernathy: [during a high-speed car chase] Did you just hit a boat?


I mój ulubiony:

Zoë: I'm ok!


(Nie mogłam się zdecydować, co wybrać ;) )


Acha i jeszcze jedno – do licha, czy naprawdę tak trudno znaleźć kogoś, kto obejrzał film?

A nie rzucać na kina.krakow.pl tekstów typu:

„W ślad za dziewczynami potajemnie udaje się Stuntman Mike (Kurt Russell), facet, który lubi seks, alkohol i ostrą jazdę” - zgadza się ostra jazda. Połowicznie. Lubi zabijać samochodem. Z premedytacją. Poza tym – nie pije, nie pali, nie uprawia sexu. Tzn może uprawia po godzinach.

Identyczny tekst znalazłam na jeszcze jakimś portalu, ale mi uciekł, a może zmienili. Drażni mnie to. Po prostu.

 

A do kin jakoś dużo filmów do obejrzenia wchodzi - oczywiście Harry, potem Czarna Dalia, Motel i Zew Krwi (podejrzewam zabawę w stanie czystym). Do tego oczywiście Planet Terror. Coś pominęłam?

środa, 25 lipca 2007
Blog maiko po angielsku

Pamiętacie maiko piszącą bloga o życiu codziennym mieszkanki okiya? Wspominałam o nim tutaj .

Teraz blog jest dostępny po angielsku - TUTAJ

Od miso do artykułu

Jak byłam w Japonii codziennie jadłam miso . Zapas miso przywiozłam ze sobą do Polski. Wtedy nie dało się go u nas kupić. Potem pojawiło się w sklepach – najpierw w wersji instant, a potem też różne rodzaje w pudełkach i woreczkach. A niedawno kupiłam dokładnie to, które jadłam w Japonii. Pyszne.

 

I tylko jedna rzecz zastanawia - marża. Widziałam w sklepie sos do okonomiyaki - identyczny jak ten, który kupowałam w sklepie typu hyaku en (¥100, jakieś 4 zł). W Krk kosztuje - uwaga 38 zł. Hmmmm

 



Wczoraj na obiad była więc zupa miso – w wersji z wakame, zielonym ogórkiem i grzybkami shitake. Do tego zaru soba - przepis jest już u Momiji

Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze natto – można je kupić, ale w dość dużych opakowaniach. Aż takim fanem natto to nie jestem. Ale i tak lepiej ze mną niż z Bruczkowskim , który chyba w „Zagubionych w Tokio” napisał coś w stylu:

„Natto? Lubię, ale nie aż tak, żeby to jeść” ;)


Naukowo – skończyłam artykuł o prawach człowieka w Japonii :) Udało mi się dotrzeć do ogromnej ilości fajnych źródeł. Nieskromnie powiem, że nawet zadowolona jestem z niego. Udało mi się dotrzeć do ogromnej ilości fajnych źródeł. Nawet całkiem całkiem zadowolona. Na tyle, żeby jeszcze zrobić wersję rozbudowana i spróbować publikacji w „Azji i Pacyfiku”. Cóż szkodzi spróbować.

Teraz przystępuję do doktoratu w wersji kolejnej.


Ostatnio też się mocno wyżywam artystycznie. Tylko coś zdjęć nie robię – zdekupażowałam Małdze słoiczek i ramkę na zdjęcia. Ostatnio ciągnie mnie też do scrapbookingu . Tzn ciągnie już od dawna i się w to bawię, ale nie wiedziałam, że się to tak nazywa. W ramach tego projektu Ania i Maciej dostali ślubną kartkę.

Ale jest też jeszcze jedne rzecz do której mnie ciągnie od pewnego czasu – szycie...

Powstrzymuje mnie brak maszyny – chętnie przygarnę, jak ktoś ma w piwnicy :P W zamian obiecuję uszyć coś ładnego (jak już się nauczę robić coś ładnego)

A jutro idziemy na Death Proof :) W końcu!  

 

poniedziałek, 23 lipca 2007
Gry online

Dziś, w ramach przerwy w pisaniu zajrzałam...przerwa jest dłuuuuga.

Nie mogę się oderwać. Zwłaszcza od tej:

Ale ta i ta też są fajne ;)

I jeszcze ta. 

środa, 18 lipca 2007
Włoskiego się uczę

Dawno się nic nie uczyłam. No to zaczęłam – języka włoskiego. W sumie jest jakaś motywacja – wakacje :)

Oczywiście uczę się podcastowo na iPodku ;)

I dzięki temu odkryłam dwie kapitalne strony do nauki języków, które bardzo polecam!

Pierwsza to My Daily Phrase – oprócz włoskiego, jest tam jeszcze hiszpański, niemiecki i język miłości – czyli czułe słówka w różnych językach ;)

Druga to Survival Phrases , gdzie można się uczyć japońskiego, chińskiego mandaryńskiego, koreańskiego i wietnamskiego.


Wszystkie podcasty łączy wspólna cecha – są króciutkie (około 5 minut) i skupiają się na najbardziej przydatnych wyrażeniach. Można jednego dnia posłuchać podcastu kilka razy, utrwalić sobie wszystkie słówka, zwroty. W jednym odcinku nie ma ich też za wiele.

Ciekawe tylko, kiedy znów zacznę myśleć o koreańskim – na razie słucham włoskiego, powtarzam niemiecki i z ciekawości zerknęłam (słuchnęłam?) też na japoński i chiński - fajne.

sobota, 14 lipca 2007
Żyję i filmy oglądam

Żyję, żyję...tylko coś mi pisanie nie wychodzi. :(

Poprawię się, nadrobię zaległości - a jest ich troszkę. Muszę w końcu opisać pewną cuuudną herbaciarnię w Warszawie. Na razie można sobie popatrzeć na jej stronkę .

Po drodze był wieczór poezji chińskiej, gdzie śpiewała Baixiaotai - zdjęcia na jej blogu już dawno były ;)

I jeszcze jedno - jedziemy na wakacje :) Dopiero od 1 września, ale już się cieszę :) A jedziemy nie do Azji, a do Toskanii :) Dokładnie tutaj, a nawet tutaj :)

Ale o zaległościach będzie później, a zacznę od wczoraj ;) 

Wczoraj miałam dzień filmowy pod hasłem spotkania z językami sąsiadów - najpierw z Małgą poszłyśmy na czeski "Obsługiwałem angielskiego króla".

Nie polecam oglądania bez znajomości książki Hrabala, bo to naprawdę wyjątkowo wierna ekranizacja. Film momentami przezabawny, momentami czarny humor jest wyjątkowo przygniatający. I nie można iść na niego będąc głodnym - film o życiu kelnera musi obfitować w ogromną ilość scen z jedzeniem - od połowy filmu burczało mi w brzuchu, a przy napisach końcowych spojrzałyśmy na siebie z Małgą porozumiewawczo i poleciałyśmy na obwarzanki.

 

Wieczorem natomiast miałam spotkanie bliskiego stopnia z bukwami i językiem rosyjskim w cudnym fantasy "Volkodav. Ostatni z rodu Szarych Psów". Zastanawia mnie tylko absolutny brak reklamy tego filmu - w efekcie 6 osób w ogromnej sali kina Kijów. A szkoda. Dzieło, choć ponoć najdroższe w dodychczasowej filmografii rosyjskiej, nie jest na pewno wybitne, ale na pewno ma w sobie coś. Może nie jestem obiektywna, bo po prostu kocham rosyjskie (a wcześniej radzieckie) fantasy, ale co tam. Polecam i tak.

Film jest przecudnie schematyczny. Mógłby być, jak stwierdził Tomek, genialnym scenariuszem RPG. Mamy kilka fajnych miejsc, zaczynamy od skompletowania drużyny (wojownik, mag-uzdrowiciel, uczony i do kompletu kobieta, żeby zbyt szowinistycznie nie było), potem drużyna się rozdziela, aby znów zejść, a po drodze mamy księżniczkę do uratowania, głównego złego, pomocników złego, kilku fajnych bohaterów tła, boską interwencję, pomoc przodków i happy end.

Film określono gdzieś, jako lepszy „od Wiedźmina, gorszy od Władcy Pierścieni” - o lepszy film niż WP ciężko, wiec odniosę się do pierwszej części.

"Volkodav" zdecydowanie lepszy niż rodzime próby filmowania fantastyki. Naprawdę fajna gra aktorska – nie ma Żebrowskiego grającego wieszak na ubrania (czy może miecze?), są naprawdę przekonujące postacie – przekonujące w dialogach i w grze mimiką, do tego dzieciak grający głównego bohatera też umie grać – chyba beznadziejnie grające dzieci są tylko naszą specjalnością. Zaskakują naprawdę fajne efekty specjalne. Dla sceny przebudzonej kamiennej sowy rozbijającej ścianę poszłabym jeszcze raz do kina. Dopracowane też są szczegóły – ubrania, wnętrza, miasto. I przesłodki nietoperzyk – towarzysz głównego bohatera. Nietoperzyk robi miny jak nasza MaKota – zwłaszcza w momencie, jak ma naprawiane skrzydełko widać minkę: „nie chcę, nie chcę, zostaw mnie draniu w spokoju”. Słodziutkie. Skąd skojarzenie „wiedźmakowe” - ano jak wiadomo – miecz się na plecach nosi. Może i to niepraktyczne, gorzej się o ten miecz sięga, ale wygląda ładnie na filmach – wiadomo, że od razu bohater idzie. Bohaterom się nie ma nić przy boku kołysać i tyle.

A na zachętę znalazłam trailer i teledysk z mroczną piosenką - ale że ja już z rocznika, który miał niemiecki, nie rosyjski w szkole, to nie bardzo wiem o czym owa piosenka, a że mroczna zgaduję po wyglądzie zespołu :P


Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie