wtorek, 30 sierpnia 2005

Dziś troszkę padnięta. Wczoraj był intensywny dzień, sale komputerowe do języka wyposażone rewelacyjnie! Zajęcia o też ok. Nieco gorzej dziś. Język zapowiada się ostro. Mamy codziennie testy ze słówek. Tylko, że z dnia na dzień słówek jest około dwóch stron a4!! A np. Dziś byłam cały dzień na kampusie i niedawno zaczęłam się uczyć. Generalnie metoda dziwna. Mamy się nauczyć w domu, co będzie na zajęciach, żeby tam mówić. Co więcej zrobić zadania domowe na zapas, zanim nauczycielka nam cokolwiek wytłumaczy. Rozumiem przeczytać, co będzie. Ale zadania? Hmmm. No i wychodzi sporo z dnia na dzień – testy i kucie słówek, czytanie gramatyki, zrozumienie tego i zadania domowe. Troszeczkę mnie wystraszył dzisiejszy kurs. Strasznie dużo czytania. No i też głównymi adresatami są amerykanie :/ Chyba jednak przeniosę się na filmy. Niby sporo pisania tam, ale przynajmniej spokój w trakcie zajęć. Idę jutro porozmawiać z profesorem.


A wczoraj byłam w pubie. Piwo 300jenów. Było świetnie. Poznałam Norweżkę, potomkinię Stanisława Wyspiańskiego ;) Jej rodzice są Polakami, którzy wyemigrowali na Północ. Ona już się tam urodziła, ale mówi po polsku. Ha! Niesamowite. Tego się nie spodziewałam. Grupa nasza – Moja roommate Mayumi, Norwegowie, Sunita, Brazylijczyk i ja została zaatakowana przez kompletnie pijanego sararimana, który koniecznie:

a) chciał z kimś pogadać po angielsku

b) nauczyć nas japońskiego

c)napić się z kimś

Podsumujmy – było zabawnie. Ja i Mayumi i jeden z Norwegów wróciliśmy wcześniej (koło 3 w nocy ;), reszta została niemal do rana. Ne wiem, kiedy się uda to powtórzyć, bo póki co muszę postudiować. Ale prawdopodobnie w niedzielę jedziemy do Kioto. Zobaczyć Gion oczywiście!! :)

Zaraz popracuję jeszcze nad zdjęciami i powinnam coś dorzucić. Ale najpierw powtórka słówek na jutro. ;)


Wydałam masę pieniędzy na absolutnie niezbędne książki. Ech. Ponad 5000jenów wyszło :( I niestety muszę je mieć. Wzdech. Co prawda dostałam zniżkę na książkę do japońskiego, ale zawsze. Dziś znów byliśmy na okonomiyaki. Mam zniżkę na kolejną wizytę :) Ale myślimy o sushi w końcu ;)

niedziela, 28 sierpnia 2005
Okonomiyaki
Dotarłam w końcu na jeen z japońskich wynalazków jedzeniowych, o których słyszałam już w Polsce. Okonomiyaki to takie jedzenie na wysprzątanie lodówki - jajko, nie wiem, czy mąka i wszystko co pod ręką - kapusta, cebulka, marchewka, inne warzywa, jakieś szynki, mięska, etc. W Japonii, to oczywiście uporządkowany przepis, bo i warzywa drogie. Ale co tam. Po pierwsze - wieeelkie. Naprawdę ogromny kawał placka. Po dugie, dotarłam z Marlyn (Hmmm...coś co zapisywałam jako Marla jednak tak się pisze ;) ) do takiego baru typowo japońskiego. Jedna starsza kobieta, żadnego menu, tzn tylko na ścianie, że okonomiyaki, ale żadnych obrazków żeby pokazać palcem co się chce zjeść. Było nieziemsko!
Najpierw dostałyśmy poczęstunek, małe ciasteczko z jakimś kremem słodkim, ale chyba też z fasoli był. Acha, wspomniałam już, że część stołu to była blacha? Nie, to wspominam. Pani najpierw podsmażyła placek z dwóch stron, a potem przyniosła i położyła na naszej blasze i się dopiekało i podgrzewało. Zjadało się to za pomocą pałeczek oczywiście, ale do pomocy była łopatka, można pdrobić nią placek i jeść. Oishikatta! Porcja od której o mało nie umarłam, nie umiem tak duzo na raz zjeść - kosztowała 500 jenów. I następnym razem zrobię zdjęcie, bo tym razem poszłam jeść tak głodna, że nawet nie wziełam aparatu.
Dziś otworzyli nam kuchnie, mamy stado mikrofalówek, piekarniczków, sprzętu kuchennego i ryżowarów. Tego ostatniego nie umem zupełnie obsłużyć. Z kuchenką już sobie radzę ;) Muszę popytać chińczyków, oni powinn wiedzieć, co z tym zrobić.

Zapomniałam wkleić:

mój futon


pokój - za ścianą dwa duże biurka i krzesła, nie spędzam całego dnia na podłodze. ;)


Słynna toaleta. Może zaraz porobię zbliżenia


Żółwikowe kawaii lusterko z przodu:


Żółw z tyłu:



Zapomniałm napisać - w Japnii jest znana wata cukrowa! Nazywa się to watagashi, lub wataame. No wata p prostu. Tylko, że pakują ja do worków foliowych. Hm.

Sobota.

Dzień ze speaking partnerkami. Każda szanująca się japońska dziewczyna uwielbia słodycze. Moje Japonki nie są wyjątkami. Spotkałyśmy się na na lunchu, do którego on wzięły po ciasteczku. Ja się powstrzymałam, bo miałyśmy iść później zakupić te japońskie.

I poszliśmy, oto one:

Jadłam tą niebieską galaretkę (na zdjęciu są dwie) pomiędzy czymś zielonym, a coś co wygląda jak wingrona. Miało kwaskowy smak, było galaretką z zatopionymi zielonymi ziarnami fasoli i różowym fasolowym dżemem i kosztowało prawie połowę lunchu ;)



Jedłam zielone u góry - jest to dango - pierożek o smaku mango z dżemm fasolowym. Dość syte.

Potem poszłyśmy do klubu koto na naszym uniwersytecie. Moja próba grania "Sakura, sakura"

A potem festiwal lata w Neyagawashi. Nie jest popularny i w związku z tym byliśmy jedynumi gaijinami z Erickiem i Jacobem (Jacob mniej gaijinowaty, bo przynajmniej ma azjatyckie pochodzenie. I rozumie, jak ja mówię po chińsku!! :) )
Festiwale składają się z jdzenia, jedzenia, jedzenia i sztucznych ognii.
Więc najpierw jedliśmy coś, czego nazwy nie pamiętam, a składa się z kuli kruszonego lodu, którą polewa się syropem i na to wrzuca mandarynki. I je, a resztę wypija.

A, w autobsie była reklama retauracji, która specjalizuje się w daniach z koników polnych. A Hiroshi wypominał Asi jedwabnika!
Koników nie jadłam, za to na obiad coś takiego:

Nazywa się to tamagosenbei, składa z ienkiego placka ryżowego posmarowanego sosem sojowym, posypanego chrupkami ryżowymi, na to idzie sadzone jejko i troszkę majonezu. Dobre.

Na koniec zjedliśmy jeszcze koliste słodycze - kasutera (chyba), robione z ciasta jakby naleśnikowego, ale pieczone w kuleczkowych formach - smakują pośrednio między naleśnikiem, gofrem, a pączkiem. Dobre. Oishi desu.
(przy okazji sprostowanie - makaroniarnia, to nie soba, ale makaron ramen - taki co się wrzuca do wrzątku).

Sztucznych ogni nie fotografowałam, było ciemno, odganiałam komary, no i na zjęciach nie ma efektu. Jedno jest pewne - wianki mogą się schować. Pokaz miał dobre pół godziny, było widać z każdej strony, bo wszystko było wysoko na niebie i można było się najeść pyszności ;)
Potem trochę zeszło z wracaniem, ale w końcu dotarłam do akademika i chyba już nawet zaczynam rozumeć działanie komunikacji miejskiej.

Pociąg - trzeba znaleźć stację gdzie się chce jechać, wrzucić do automatu napisaną obok kwotę pieniędzy, odebrać bilet, wejść z nim na dworzec, spróbować odnaleźć peron, potem w pociągu odnaleźć właściwą stację, wysiąść, znów znaleźć właściwe wejście, włozyć bilet, opuścić dworzec.

Autobus - odnaleźć itd., usiąść wygodnie, czekać na odpowiednią stację, wysiąść płacąc kwotę wyświetloną nad kierowcą. Aaa. W autobusach są automaty rozmieniające pieniądze! To mój ulubiony wynalazek!


Zeległości

Troszkę się tego porobiło. Zaległości z braku czasu na cokolwiek.
Spostrzeżenie numer 1 - najłatwiej zaprzyjaźnić się z Japonką będąc mężczyzną, najszybciej będąc wysokim mężczyzną. Hm, mam problem ;)

Spostrzeżenie numer 2 - jeśli nie wiesz jak coś powiedzieć po angielsku, bądź słodka (uwaga, dotyczy tylko Japonek) Jeśli jesteś nie nativem i mówisz po angielsku z nativami, trudno. Jakoś amsz sobie radzić... :)

Do Ani - funkcje toalety:

1. podgrzewanie klapy, jest cały czas włączone
2. dzwięk ogłuszania, znaczy zagłuszania, ale jest okropny
3. bidet
4. spryskiwacz
(nie bardzo łapie różnicę)
5. regulacja ciśnienia wody.
6. spłuczka
tyle, znam wszystkie ;)

Ale w domu towarowym byłam w toalecie kompletnie elektronicznej bez papieru. Nie wiem na co to działa, na kamerę, czy jak, ale automatycznie mi tylną część ciała spryskało, osuszyło, a jak wstałam woda się sama spuściła.

Piątek:

Uroczyste otwarcie z Konsulem Stanów Zjednoczonych i innymi szychami. Siedziałam z Meksykanami i Szwedami – byliśmy bliscy bojkotu przemówienia na temat budowania przyjaźni między “naszymi” (czyli ich) krajami i pokojem na Pacyfiku. Dupek nadęty! Ja rozumiem, studentów jest 425, z tego 242 ze Stanów, ale litości! Na szczęście nie mówił długo, a potem lunch osłodził nasze rozgoryczenie. Nie znam nazw większości rzeczy, które jadłam, nie wiem co to było, ale były to pyszności nieziemskie i w ilości nieziemskiej. Najadłam się po uszy. I jadłam coś, co mnie szczególnie zaintrygowało. Wyglądało jak kurczak z kaparami, ale mięso nie było kurczakiem, miało konsystencję ryby, niemal bez smaku, jeśli już jakiś -to świeże tofu. Jadłam więc rybo-kurczako-ser. Najadłam się też owoców, mięsiwa i innych takich. Na zapas niemal. I dobrze, bo później byliśmy w Kyoto. Podzieliliśmy się na grupy. Byłam z Rachel i z Caithlin, trzema Szwedkami i trzema Japonkami, który były naszymi przewodniczkami. Strasznie fajne. Poza jednym – ich hobby to zakupy, założyły, że naszym też, więc w Kyoto zwiedziłam kilka ulic handlowych i jedną świątynię będącą dokładnie w środku jednej z takich ulic. Rany, wygląda to niesamowicie. Pomodliłam się tam na japoński sposób – najpierw wrzuca się 5 jenów do skarbonki, dzwoni dzwonem, kłania przed ołtarzem, klaska w dłonie i znów kłania wypowiadając jednocześnie życzenie. Jeśli pieniądze, dzwon, klaskanie i ukłony nie zwrócą uwagi bóstwa, to nie wiem, co innego może to zrobić. A i przed modlitwą obowiązkowe oczyszczenie – umycie rąk i przepłukanie ust.

Uroczyste po-otwarcie ;)

Od lewej Caitlin, Marla, Rachel, z tyłu Suzi i Sunita, obok mnie Jude, nie znam wdóch osób za mną. Obok mnie moja współloktorka Mayumi, za nią Ayumi.


(czekamy na pociąg)

Na dole - Kathy i...zapomniałam (ze Szwecji), Ja i Rachel, U góry od lewej - Ayumi, KAyako, Yasuko, Ylwa, Caitlin.

(świątynia)







Deser - lody na płatkach kukurydzianych, na to bita śmietana, truskawki, puddin i rurka

Potem już tylko zakupy. Kupiłam lusterko – kagami w opakowaniu w kształcie żółwia - ka
Zdjęcia już wkrótce, jak tylko zrobię.
cdn.

czwartek, 25 sierpnia 2005
Trochę zdjęć
Zaprzyjaźnieni Szwedzi, złapani w japońskim ogrodku:




Moja karta studencka, otwiera bibliotekę. A jest ona trzypiętrowa i można wszędzie chodzić...






Widok sprzed akademika:



Jadłam to drugie z widoku, ale byłam głodna i zapomniałam o zdjęciu... Ryż, kimchi, wieprzowinka, jakieś inne cuda.
Nie zrobilam zdjecia porannej kanapki z wodorostów... :)
Dla Dziewczynki: kimchi to po japonsku kimuchi ;) Wywołałam uśmiech pana, bo moja reakcja na to danie była... dość spontaniczna.



Biblioteka,:) Mają tam nawet przewodniki do wyporzyczenia.



Ja na zdjeciu z Susie (amerykanka w środku) i Sumitra (hinduska ze Stanow). Czerwone w tle - bar, gdzie jadłyśmy.



Paluszki - sztuk nie wiem ile, kolo 20, oblane czyms melonowym, slodkie, dobre..



I do konca - kampus:







Durni!

Laptop nadal nie dizala, wiec dodalam polską klawiaturę. Mam nadzieję, ze nie będzie krzaków...

Dziś był kolejny ciężki dzień. Usiłowałam załatwić działanie laptopa, ale nie jest to łatwe. Obsługa niemal nie mówi po angielsku i jak się okazało zna na komputerach niewiele więcej niż ja... No więc nie wiem, jak będzie, Na razie mam kolejny formularzyk na sprawdzanie działania. Ech.

Mam plan zajęć, mam zgłoszone kursy...

Byłam w barze na obiedzie dziś - jadlam kimchi. Na sposób japoński. Był w miseczce ryż, na to warzywka, sojowy sosik, jakies cebulki, kimchi i wieprzowina...MNIAM! Bylo zabawinie, bo na miesie bylo jajko. A poza tym, jedna z amerykanek nalaa sos sojowy na popielniczke, myslala, ze to talerzyk. Ech. Acha i w barze, oczywicie woda jest za darmo. Placi sie tylko za jedzenie...

Na lunch jadlam kanapke sniadaniowa, nie wiem jak sie to nazywa - takie kanapki  zryzu zawinietego w nori, mialam w srodku kawalek tunczyka. Pycha. A ze bylo sniadanie w porze lunchu, wiec byla znizka na te kanapki. Kosztowały jakieś 60jenow. ;) Obiad 262. Nie jest źle. Staram sie nie wydawac za duzo. Ale nie da sie wytrzymac bez wody. Dzis tajfun nas ominal, ale zahaczyl. Rano bylo goraco do granic możliwosci, raziło jakby slońce przez chmury, padał desz i wiał dość silny wiatr. Dziwne. Potem wszystko wróciło do normy.

środa, 24 sierpnia 2005

W akademiku. Zapomnilam powiedziec, ze mamy miec jutro tajfun. Jak wracalam niesamowicie wialo. Rano byl upal, potem nie bardzo wiem, a teraz to. Oj. Pierwsze spotkanie z przyroda z Japonii...

Ide pogadac z room mate. Jest z Japonii ;)

Jestem, zyje. Nie mam jeszcze sieci w pokoju, wiec bedzie bez polskich znakow i w ogole krotko, bo spadam do akademika :P

Mialam dzis kompletnie wyczerpujacy dzien. Wstalam o 6 tego czasu, zjadlam cos i od tego momentu siedze na uczelni. Jest 18. Otwieranie konta, testy z japonskiego - mam nadzieje, ze was nie rozczaruje, ale poszlo mi kiepsko :( Wiekszosci kanji nie kojarze w ogole z niczym, kilka kojarzylam, malo umialam przeczytac. W 100% zrobilam katakane i hiragane :) Nie wiem, jak z gramatyka...

Zobaczymy. Wyniki kolo piatku.

Mieszkam w najnowszym akademiku i uwaga - mam ta koszmarna, elektroniczna toalete... Wzorem pani Bator najpierw sie w nia wgapialam, testujac poszczegolne guziczki. Dzwieki wody sa straszne! Na razie nie wolno nam uzywac kuchni, nie mamy talerzy, kubkow. Dobrze, ze wzielam z Polski. Bo mozna gotowac wode - jem wiec japonskie gorace kubki i pije herbate  zdomu. Na razie ok. Dzis bylam na makaronie gryczanym z sosem sojowym i chyba trzema plasterkami wolowiny :) Smaczne! I tanie, jak na rzecz obiadowa - 250 jenow.

Oki, na razie tyle. Pedze do akademika. Niestety mam daleko :( Ide jakies pol godziny. Musze kupic rower koniecznie. Mam nadzieje, ze juz bedzie siec w pokoju i zdolam zdjecia wkleic. Jak nie, pozniej...

Na razie nie mam prawie kontaktu z zadnymi studentami japonskimi - maja ferie jeszcze. Musze sie zapisac do jakiegos klubu, inaczej nie bede miala szansy nikogo spotkac, poza speaking partnerkami. A z nimi w sobote sie spotkam.

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie