czwartek, 30 sierpnia 2007
Jedziemy...

Torby spakowane, wpakowane do auta. Zostały do dorzucenia kosmetyki, jedzenie. Jutro ok 7 rano chcemy wyruszyć. Wstajemy o 5.

Na wakacje. Do Toskani. Na dwa tygodnie. Nocleg gdzieś w drodze. Zobaczymy czy to będzie Austria, czy już Włochy... 

Winietek nie mamy - obraziliśmy się na marżę. Kupimy na granicach.  

Będę robić zdjęcia, będę notować. Po 16 września wracam. Będą wpisy na blogu. Będą zdjęcia.

Do zobaczenia!

Arrivederci!

środa, 29 sierpnia 2007
Cytat:

"Zastanawiam się nieraz, dlaczego różnym gwiazdom filmowym – większym, a tym bardziej mniejszym – tak ogromnie zależy, aby zawsze i bez przerwy być rozpoznawalnym. Wprawdzie nieraz mówią co innego, ale ja wiem, że zależy im na tym śmiertelnie. Ja mam łatwiej – nie jestem gwiazdę, tylko pisze książki. Może więc istotniejsze jest, co mam w głowie, a nie na twarzy."

 

Roma Ligocka, "Znajoma z Lustra", Wydawnictwo Literackie, str. 104 
 

Już za chwileczkę, już za momencik

Pranie, prasowanie, wymyślanie co zabrać, co zostawić, srowadzanie góry ubrań do małej górki ubrań. Jak ja nie potrafię się pakować! Najchętniej zabrałabym większość ubrań, bo nie wiem, jaki będę miała nastrój, co będę chciała założyć. Pogoda - zapowiada się ok - na najbliższy tydzień w naszej mieścinie zapowiadają 28 stopni. Ale i tak kombinuję, co zabrać z dłuższym rękawem.

Pewnie skończy się na tym, że połowy ubrań nie założę.

I jakie wziać buty?? Aaaa...ja nie mam butów. Tzn mam, ale jakieś nie takie. Aaaaa!

Aż sama mam ochotę wrzasnąć: "BABY!"

Bo w sumie to najmniej ważne sprawy już są.

Te ważne już załatwione - auto przeglądnięte i naprawione, ubezpieczenie auta jest też - cenowo to prawie równowartość wakacji :/

Zaplacona zaliczka.

Mamy aktualny atlas - jedziemy przez Słowację i omijamy Wiedeń.

Wiemy dokładnie, ile kosztuja autostrady we Włoszech, którymi pojedziemy. Nie mamy winietek, ale jutro zakupimy.

 

A tak przed wyjazdem weszłam sobie na kocie forum i mi się strasznie smutno zrobiło - "ludzie" wyjeżdżają do Irlandii i postanowili uśpić kota, bo przecież to kłopot zabrać kota ze sobą. A że nie można uśpić zdrowego kota, kot jest w azylu. Przerażony, nieszczęśliwy. Smutno okropnie. Bo kot jest taki Fierkowy...bury, śliczny  TUTAJ jej wątek. Może ktoś chce kota? ;) 

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Fajny weekend i okolice.

Zaczęło się w piątek, od wizyty Baixiaotai. Jejku! :) Po prostu tajfun. I tyle. Pozytywny bardzo tajfun. Dostałam pycha oliwki. Mniam, mniam, mniam. I miałam okazję się znów kulinarnie pobawić. Ja właściwie bardzo lubię gości.  Zdjęcia u BXT


Sobota zeszła na zakupach przedwakacyjnych, a potem na graniu w Koty . Hm, to chyba gra idealna dla nas. Byliśmy wyjątkowo poważni, choć nie wiem, czemu Mazar stwierdził: „strasznie się wam prowadzi” ;) Werk. (zagadka, skąd pochodzi „werk”?)


Niedziela. Spędzona na absolutnym lenistwie, czytaniu książek, włóczeniu się troszkę i lepieniu onigirków na obiad. I potem znów czytaniu.


Mogę powiedzieć z cała stanowczością, że uwielbiam Romę Ligocką. Wczoraj doczytałam „Tylko ja sama” - jedyną książkę, która jakoś mi do tej pory umykała. Namiętnie czytuję za to felietony w „Pani” i co miesiąc utwierdzam się w swoim zachwycie.

Zachwycie, który ciężko uzasadnić, wyartykułować. Bo co mnie tak zachwyca – historie wojenne, pewna schizofreniczność bohaterki, luksus, kawiarenki, wakacje? Co ja, osoba niczym niedoświadczona, może odnaleźć w tych historiach? Znajduję odwagę, spokój, recepty na wyciszenie i jednocześnie wolę walki o to, na czym zależy. Chciałabym mieć w sobie tyle siły. Chciałabym też umieć napisać pozornie banalny felieton o czymś ważnym. Felietony RL są właśnie takie - czasem lekkie, czasem cięższe, czasem radosne, czasem skrajnie depresyjne. Ale nie są o niczym, jak ostatnio większość felietonów AP z innego magazynu. Naprawdę, jak się nie ma nic do powiedzenie lepiej milczeć.


Przed chwilą przeczytałam pewien wywiad. Z Marcinem Bruczkowskim – tak tym co napisał „Bezsenność w Tokio”, „Singapur...”, „Zagubieni...”

Wywiad, który pokazuje, że jednak są głupie pytania! A sztuką jest odpowiedzieć na nie inteligentnie i dowcipnie.

Po raz kolejny też zastanawiam się, dlaczego niektórzy zajmują się czymś na czym się absolutnie nie znają i robią to publicznie? Dziennikarz chyba powinien się przygotować do wywiadu? Troszkę chociaż? Przeczytać coś więcej poza wiadomościami plotkarskimi?

I w sumie, skąd pomysł pytania faceta o podejście do mody kobiet? Japonek? MB jest według mnie przewspaniałym obserwatorem i wiele sformułowań z jego książek aż poraża trafnością. Mimo wszystko jednak nie sądzę, żeby biegał z Japonkami po domach handlowych i dyskutował o modzie...

Wywiad – TUTAJ


Do wakacji coraz bliżej. Chyba już wszystko załatwione. Ubezpieczenie auta, przegląd, EKUZ, zostały winietki (ale te można na granicy), mamy nowy atlas Europy. Przewodniki przeczytane, kilka rzeczy do oglądania pozaznaczanych. Zakupione kosmetyki, jakieś płyny do zmywanie, etc. Teraz jeszcze jakieś pranie i już szykowanie...

Przy okazji przetestowałam dziś lek z apteczki - solpadeine - polecony mi jako super rzecz na migrenowy i migreno-podobny ból głowy. Do tej pory najlepiej działała na mnie pyralgina lub coś „paracetamolowatego” w połączeniu z colą, pepsi, etc... W S. jest właśnie i paracetamol i kofeina i kodeina. Działa! A że jest rozpuszczalne, działa szybko. Uf. :)


(Właśnie odkryłam, że brakuje mi na bloxie możliwości oznaczenia wpisu, jako pasującego do kilku kategorii, jak np. można z wordpressem. )


czwartek, 23 sierpnia 2007
Kotleciki z cukinii

Trufla zainspirowała mnie do zrobienia kotlecików z cukinii. Pierwszy raz tak przyrządzałam cukinię

Przepis  mocno zmodyfikowałam, więc się podzielę ;)

Przyprawy:

plastry cukinii posoliłam bardzo mało, za to obficie posypałam ziołami z serii Fit-up Kamisu - do duszonych warzyw i dorzuciłam tymianku, który hoduję w doniczce na parapecie. Całość odstawiłam na jakieś pół godzinki

Panierka:

zmieszałam mąkę kukurydzianą z otrębami pszennymi. Otręby niestety łatwo się przypalają, trzeba uważać, ale smak - lekko orzechowy- wynagradza tę niedogodność. Resztę standardowo – jajko i potem mieszanka.

Sosik:

Kamis – sos do mizerii, który po prostu uwielbiam. Z jogurtem, bo kalorie ;)

Całość podałam:

z sałatką z sałaty i papryki doprawionej...tak Kamisem...sos zmysłowy z lawendą + oliwka i ocet winny.

(Czy jestem uzależniona od Kamisu? I czy powinnam dostawać wynagrodzenie z racji reklamy?)

Efekt – rewelacyjny:

Transformers – film lepszy niż wam się wydaje.

Wakacyjnie. Jeszcze przed wyjazdem, więc można sobie pooglądać filmy różne. Te bardziej wymagające i czasem też te na które idzie się tylko w dobrym towarzystwie dla podładowania akumulatorów śmiechem i głupawkę totalną.

Filmem tej drugiej kategorii jest Transformers – radosna historyjka o maszyno-robotach z kosmosu, które sobie przyleciały na ziemię w poszukiwaniu tajemniczej kostki, dzięki której mogą odbudować swoją planetę. Tak, zostawmy fabułę. Nie ma sensu jej omawiać.

Jaka może być fabuła filmu, którego bohaterowie w prostej linii pochodzą od japońskich zabaweczek ? I ktoś kiedyś postanowił sobie napisać o nich komiks . A komiks ewoluował w serial telewizyjny , żeby w końcu doczekać się ekranizacji i dystrybucji w kinach. Cały czas ewoluowały też zabawki, które doczekały się też całkiem niezłej ilości serii, podróbek nie licząc.

Co więc tak zachwyciło? Po pierwsze to, że film nie próbuje udawać, że jest czymś wyjątkowym, że mamy straszne zagrożenie, że trzeba się jednoczyć, walczyć o rodzinę i kraj. Pamiętacie Van Helsinga? Niby troszkę na poważnie, ale z dużą dozą żartu, nabijania się z konwencji gatunku? Tu jest podobnie.

Przed pójściem do kina nawet żartowaliśmy, że trzeba zabrać pudełeczka na gromadzenie patosu i flagi do powiewania w podniosłych momentach.

Patos był, a jakże...ale taki podany z humorem. Strawnie. W wielu wypadkach chyba nabijający się sam z siebie.

I tu jest sedno tego filmu. Humor. I to urocze przekroczenie gatunku które sprawia że film może stać się ikoną. Bo Transformers to kwintesencja filmu popkultury. To film, w którym dialogi rzucają na kolana, są przewrotne, dowcipne, a często – są przeróbkami dialogów z innych filmów!!

To samo sceny – znalazłam skojarzeniową scenę z Kill Bill I – pamiętacie muzykę towarzyszącą Umie Turman w Tokio, gdy pędzi w tym żółtym wdzianku, na żółtym motocyklu do O-ren? A teraz wyobraźcie sobie tą samą muzykę i pędzący żółty samochodzik ;) Takich scen jest więcej.

Do tego sceny naśmiewające się z nadmiaru politycznej poprawności, sceny totalnie absurdalne - Autoboty ukrywające się przed rodzicami głównego bohatera i wpełzające pod werandę. No po prostu prawie z krzesła spadłam. Do niektórych dialogów – aż chciało się dodać drugi ekran i pacynki, które klepią utarte formułki: „za kraj”, „przyjaźń”, etc. Byłoby jeszcze zabawniej. Z braku pacynek – „pacynkowaliśmy” dłońmi i powiewaliśmy wirtualnymi flagami.

I jest jeszcze jedna zaleta – aktorzy. Zagrali tak, że aż się chciało ich słuchać, oglądać- pasowali do filmu cudnie. Świetna, absolutnie świetna jest scena żołnierska w samolocie, scena z rodzicami w pokoju, tajny agent i wiele wiele innych.

Co jednak w tym cudzie zgrzyta? Brak fabuły, połączony ze skrajnie absurdalną niekonsekwencją. Po kiego diabła przewozić kostkę kilka kilometrów dalej, zamiast zniszczyć od razu? Skoro kostka niszczy Transformersa, czemu jej od razu nie wpakować w Megatrona? I do licha – jakim cudem fabuła przenosi się nagle z tajnej bazy na odludziu w centrum miasta? (Tak, to wiem – estetyka...lepiej wyglądają walące się budynki i biegający w panice ludzie niż stado przerażonych skorpionów i piasek pustyni – który był na początku filmu, więc nie wypada też się powtarzać)

I dlaczego, dostanie się na dach budynku, wymaga przebiegnięcia całej ulicy pełnej...innych budynków??

 

Oglądając ten film, zdecydowanie nie należy sobie stawiać pytań o sensowność. Ale za to, to rodzi pytanie, które postawił WO w artykule w GW - Po co komu fabuła w XXI wieku? Polecam przeczytać.

No właśnie, po co? Film jest naprawdę świetny. Tylko, że jest świetny w pewnej konwencji – filmu akcji o katastrofie nabijającego się z filmów akcji o katastrofie... Tu, jak wspomniałam, jest według mnie ikoną, wyznacznikiem jakiegoś nowego trendu. Nie wiem jednak, czy chciałabym oglądać kolejne takie filmy.


I cały czas zastanawia mnie jedno... nasza grupa była chyba jedynymi, którzy wybuchali śmiechem w momentach absurdalnego humory, ciętych dowcipów i nawiązań do innych filmów. Część nawiązań tworzyliśmy sami – Ewa na scenę pościgu samochodu za chłopakiem na rowerze: „To jak Death Proof”, co wywołało serię o śmiercio-odporności autobotów.

No właśnie, byliśmy jedynymi. Czy pozostali potraktowali ten film na 100% poważnie?


PS – ktoś wie, jak się dostać do armii amerykańskiej, żeby się pobawić tym ich sprzętem??


I jakby ktoś nie wiedział, o jakim filmie mówię (ale to chyba niemożliwe?):

Cytaty: (http://www.imdb.com/title/tt0418279/quotes)

Ironhide: Why are we fighting to save the humans? They're a primitive, violent race.
Optimus Prime: Were we so different? They're a young species. They have much to learn. But I've seen goodness in them. Freedom is the right of all sentient beings. You all know there's only one way to end this war. We must destroy the cube. If all else fails, I will unite it with the spark in my chest.
Ratchett: That's suicide. The cube is raw power. It could destroy you both.
Optimus Prime: A necessary sacrifice to bring peace to this planet. We cannot let the humans pay for our mistakes. It's been an honor serving with you all. Autobots, ROLL OUT!
Jazz: WE ROLLIN'!
---
[Mikaela is sitting in the middle front seat of the Camero with Sam in the passenger seat]
Sam 'Spike' Witwicky: Why don't you go sit sit in that seat there?
[nodding towards the driver's seat]
Mikaela: I'm not going to sit in the seat he's driving.
Sam 'Spike' Witwicky: Yah... You're right. Well maybe you should sit in my lap.
Mikaela: Why?
[rolls eyes]
Sam 'Spike' Witwicky: I have the only seat-belt here... Safety first.
---
[Epps and Glen stare at the gashes in the Allspark chamber]
USAF Tech Sergeant Epps: Whoa... Freddy Krueger was here!
Glen Whitmann: Naw, man! Freddy's got four claws, that's only three of 'em! That's WOLVERINE, man! Wolverine's my dog!
---
Sam 'Spike' Witwicky: It's a robot. You know, like a super advanced robot. It's probably Japanese.
----
Agent Simmons: I'm gonna count to five...
Captain Lennox: I'm gonna count to three.
----
Barricade: Are you username: LadiesMan217?
Sam 'Spike' Witwicky: I don't know what you're talking about!
Barricade: ARE YOU USERNAME: LADIESMAN217?
Sam 'Spike' Witwicky: Yeah...
Barricade: Where is the eBay item 21153? WHERE ARE THE GLASSES?
---
[Captain Lennox is trying to call the Pentagon while his men fight Scorponok]
Captain Lennox: I need a credit card! Epps, where's your wallet?
USAF Tech Sergeant Epps: Pocket!
Captain Lennox: Which pocket?
USAF Tech Sergeant Epps: MY BACK POCKET!
Captain Lennox: You got like ten back pockets!
USAF Tech Sergeant Epps: LEFT CHEEK! LEFT CHEEK! LEFT CHEEK!

środa, 22 sierpnia 2007
Koreańskiej filmografii ciąg dalszy

Dziwny film ostatnio widziałam.

Film nosi tytuł Gwoemul/ The Host/ Potwór i jest filmem koreańskim. Tyle jestem w stanie stwierdzić z całą pewnością. Reszta. A reszta jest zagadką.

To znaczy jestem jeszcze w stanie opowiedzieć treść.

Mamy do czynienia ze zmutowanym potworem, który wyłania się rzeki Han i zaczyna atakować i radośnie pożerać ludzi. Część zjada na miejscu, resztę zanosi do spiżarni. Powstał, bo pewien niefrasobliwy naukowiec wylał do zlewu, a właściwie kazał wylać swojemu pomocnikowi – formalinę.


Głównym bohaterem tej historii jest przedziwna rodzinka – senior rodu ojciec/dziadek, trójka dzieci rodzeństwo – świr, medalistka w strzelaniu z łuku i bezrobotny absolwent uniwersytetu. Świr dodatkowo jest ojcem mało sympatycznej z początku dziewczynki. Prawdziwa tradycyjna rodzina.

Potwór porywa córkę/wnuczkę, a cała rodzina rusza na poszukiwania walcząc po drodze z bezduszną biurokracją, namiastką stanu wojennego i własnymi ograniczeniami.

Niby zwykła, nawet banalna historyjka, ale jednak nie.


I nie wiem, czy zaliczyć to na plus, czy minus. Banalne historyjki są przynajmniej przewidywalne.

Ta nie była.

Po pierwsze mamy takie kompletne przemieszanie gatunków, że wszelcy „twórcy niezależni, łączący wiele gatunków” odpadają w przedbiegach. Film jest i komedią i czarnym humorem i czasem horrorem, filmem psychologicznym, filmem akcji, trillerem, opowieścią o bohaterach, filmem z serii Godzilla i jeszcze pewnie czymś tam jeszcze. Taka żonglerka, choć brzmi ciekawie, w nadmiarze jest męcząca, a na koniec miałam niemal kaca z przesytu i żal do reżysera, że się nie zdecydował na coś konkretnego.

Drugie – efekty. Naprawdę świetne. Animacja potwora, jego ruchy, przemieszczanie się na moście, jego zakazana gęba, szczęki, szczękoczułki, kły, macki, jęzor – no po prostu rewelacja. Tego się nie robi w produkcjach klasy B, a taka momentami była fabuła.

Trzecie – zakończenie. Element, który wbił mnie w kanapę. Nie dlatego, że zakończenie było super, hiper, rewelacja. Zakończenie było zupełnie inne niż cała reszta filmu. Dramatyczne. Takie niepasujące. Nie mam zastrzeżeń, że uśmiercono akurat tę postać. Tylko, że było to takie jakoś nie na miejscu w świetle całego film. W innym filmie byłoby pewnie wzruszające, tu było rozczarowujące.

Czwarte – igły. Ja się paranoicznie boję igieł i pobierania krwi na filmach – ćwiartowanie i krojenie zwłok tudzież jeszcze-nie-zwłok ujdzie1. Tutaj stanowczo za dużo igieł było.

Piąte – film został obsypany wręcz nagrodami wszelkimi. To za najlepszy film, za muzykę, aktora, aktorkę, horror – cały przegląd. Tutaj ich pełna lista.

Tylko, że sama nie wiem, czy słusznie mu się te wszystkie nagrody należą....

Jak podsumować całość. Nie wiem. Po raz pierwszy zupełnie nie wiem.

Może ktoś widział ten film? Bo naprawdę chciałabym posłuchać jakiś opinii o nim...

Dla poszukujących troszkę danych:

Tytuł oryginału: Gwoemul

Ang: The Host

Pol: Potwór

Reżyser: Joon-ho Bong

Kraj produkcji: Korea

Rok produkcji: 2006

 

1Tak, nigdy nie widziałam sceny z Pulp Fiction, kiedy Travolta daje sobie w żyłę, zawsze zamykam oczy.

wtorek, 21 sierpnia 2007
Jakim Klanem jesteś

Jakbym nie wiedziała ;)

 

What Clan are you?
http://www.l5r.com/quiz 

Kitsune udon
Kitsune udon według przepisu Momiji jest pyszne! Polecam!
 
Obrazek "http://ytoshi.cool.ne.jp/best_friends32/study/cl/food/udon/udon1_l.jpg" nie może zostać wyświetlony, ponieważ zawiera błędy.
za: http://ytoshi.cool.ne.jp/best_friends32/study/cl/food/udon/udon1_l.jpg 
poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Mamy EKUZ. Co ciekawe rankami w NFZ są dzikie tłumy. Popłudniu - spokój, cisza, pustki. Dłużej zajęło nam skserowanie książeczki zdrowia niż dostanie karty. Miło :)
 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie