poniedziałek, 30 października 2006
Testy, testy

Ponieważ ostatnio nie chce mi się myśleć o uczelni, zajmuję się wymyślaniem różnych ścieżek rozwoju – tego, co mogłabym zrobić. Odkryłam, chyba po raz pierwszy, że niekoniecznie muszę zostawać na uczelni, że mogę zrobić coś innego. Pewnie będę musiała, jeśli ostatecznie okaże się, że za prowadzone zajęcia mi nie zapłacą, a ja je z hukiem rzucę...

Zajmuję się więc po trochu

  • Ratowaniem zęba – odłamał mi się - będę mieć koronkę. Czuję się dość staro ;) Jutro będę mieć robiony odlew szczęki

  • Filozofią – muszę zrobić referat i napisać pracę, żeby zaliczyć seminarium, które nawet nie wiem, czy mnie obejmuje, czy nie będę zaliczać fil. w Wawie. Ponieważ nikt nic nie wie...

  • Zakuwaniem socjologii i poprawianiem pracy– choć okropnie mi się nie chce

  • Próbuję powtarzać japoński, choć nie starcza czasu :(

  • Odwiedzaniem księgarni – zakupiłam drugi tom wydawanego po polsku cyklu „Samotny wilk i szczenię” - w wersji z „Usagi Jojimbo” – samotny cap i koźlę ;) Kreska całkiem ok, treść boska. Do tego zakupiłam „Uśmiech Buddy” - Henri Brunel. Pewnie jakieś fragmenty się tu pojawią

  • Piciem kawy w kawiarni i zjadam ciacho czekając na jednego prof. Który potem się nie zjawia – szlag

  • Robieniem listy rzeczy, które mogę robić w życiu :)

  • Gotowaniem ramenu – w sobotę odwiedzili nas Anka z Pawłem i zrobiłam ramen – chyba był ok :) I do tego kimchi z daikonu. Wyszło pyszne!! Chyba jeszcze fajniejsze niż ogórkowe

Poza tym uświadamiam sobie, że mam jutro urodziny i kończę dużo lat. Choć zupełnie się nie czuję na kończenie ich.

Do tego zainspirowana przez Polka rozwiązuję quizy z http://quizfarm.com , z których dowiaduję się, że

  • jestem lesbijką (na szczęście Tomek też, więc mój związek nie jest zagrożony)

  • jestem syreną

  • należę do Gryfindoru (tak to z Pottera, którego jestem fanką)

  • jestem stuknięta

  • jeśli żyłabym w świecie Final Fantasy byłabym Lulu – z czym się zgadzam

  • jeśli żyłabym w serialu Serenity byłabym Inarą, co mnie tak zdziwiło, że rozwiązałam 3 quizy tego dotyczące, w tym jedne na 180pytań i we wszystkich trzech jestem Inarą

Podsumowując:

Jestem lesbijską kurtyzaną znająca się na magii, która była w poprzednim wcieleniu syreną i należy do najbardziej dumnego domu w całym Hogwarcie. W związku z powyższym trudno oczekiwać, że będzie to osoba w pełni normalna.

You scored as Inara Serra. The Courtesan. You have a job that brings comfort to people and eases their burdens. It took years of training and dedication to perfect. So why do people keep calling you a whore? You tried to get away from those people, but something keeps bringing you back.

Inara Serra

81%

The Operative

63%

Zoe Alleyne Washburne

56%

Jayne Cobb

50%

River Tam

50%

Simon Tam

50%

Capt. Mal Reynolds

50%

Kaylee (Kaywinnet Lee) Frye

44%

Shepherd Derrial Book

44%

Hoban 'Wash' Washburne

31%

Which Serenity character are you?
created with QuizFarm.com

 

You scored as Lulu. You are Lulu, the black mage of the group. Lulu always stays calm in tense situations. she uses her powerful black magic to cause great elemental damage to enemies and she is like a big sister to Yuna, the summoner she is guarding

Lulu

75%

Wakka

65%

Yuna

60%

Auron

55%

Tidus

50%

Khimari

50%

Rikku

45%

Which Final Fantasy X character are you?
created with QuizFarm.com

Niestety nie ma testów typu – jaką Japonką jesteś ;) czy powinnaś mieszkać w Tokio, czy w Osace...pozostaje samemu napisać. Testów typu – jaką erotyczną zabawką jesteś nie odważyłam się rozwiązać. Nie ma też testu typu – jaką postacią grać w Diablo, za którym już ostatnio bardzo tęsknię. Podejrzewam więc, że obraz mnie jest niepełny.

piątek, 27 października 2006
Przeraża mnie ten kraj. http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/u-nas-kobieta-nie-bedzie-mogla-uniknac-rodzenia,809990,2943
I ostatnio jest mi przykro. Z powodów kilku. Jestem idealistką niestety. I chyba się to nie sprawdza. Albo wyczarpała mi się jakaś pula przykrości, które mogłam znieść; dobrnełam do granicy tego, co byłam gotowa poświęcić, wierząc, że coś się wkrótce zmieni. Okazało się, że ludzie, którzy wydawali się w porządku, wcale w porządku nie są, a Ci co podkładali świnie - podkładają je stadami. Miałam ostrą formę załamki, ale chyba już powoli się zbieram do kupy i kombinuję co dalej.

Za to chyba środowe wykłady w Klubie Rotarian i Żon nt. Japonii okazał się sukcesem. Przekonałam się, że tym, co robię mogę zainteresować nie tylko studentów, ale ludzi w wieku moich rodziców, z ogromnym bagażem doświadczeń. Cieszę się bardzo. Rzuca to inne światło na pomysł, który ostatnio krąży mi po głowie, ale o którym na razie pisać nie będę. Może jak już będzie w fazie realizacji...

Podbudowuje mnie też pogoda - dzień dzisiejszy nawet był "krótkorękawkowy" - nieźle jak na koniec października :)
Ma nadzieję, że jutro też tak będzie pieknie, bo planuję nieco drzewa obfotografować.

Podbudował mnie też link z innego bloga - filmik.
http://www.aantin.com/films/lepapillon.php?lang=en
I jeszcze to, że można odzyskać swoja rzecz - zostawiłam komórkę na stoliku w restauracyjce. Zorientowałam sie już oczywiście po jej opuszczeniu i w ogóle po dłuższej chwili. Wyzywajac się od ostatnich idiotek i z wizją blokowania numeru i utraty większości kontaktów, cofnęłam do restauracyjki - komórka czekała już w biurze menadżera. Ech. Oberwało mi się od Tomka za to wyzywanie od kretynek. Podziwiam jego opanowanie. Jejku, jak ja bym tak chciała umieć wszystko wziąć na chłodno...
Za to teraz mogę powiedzieć, że nie tylko w Japonii można odzyskać zapomnianą rzecz ;)

I wielkie uff, że tak się skończyło
poniedziałek, 23 października 2006
Życie codziennne

Od kultury wysokiej do życia codziennego?

To zależy - jeśli taki Duchamp mógł postawić sedes na piedestale i nazwać go dziełem sztuki o tytule "Fontanna", to cóż można powiedzieć o toaletach i łazienkach japońskich?

Nikt ich co prawda na niczym nie stawia i nie udaje, że toaleta ma inne zastosowania niż "toaletowe". Jednakże bogactwo wzorów i pomysłów na usprawnienie owego urządzenia, sprawiają, że czasem człowiek zastanawia się nad zwiazkiem życia codziennego ze sztuką.

Najpopularniejszą firmą, odpowiedzialną za toalety w domach japońskich jest firma TOTO

Nie wiem, czy istnieje możliwość sprowadzaia ich do naszego kraju, ale zawsze można obejrzeć reklamę ;)

 

niedziela, 22 października 2006
Tańce japońskie

Są piekne:

http://video.google.com/videoplay?docid=-6486602530062836835&q=japanese+OR+japan+dance

http://video.google.com/videoplay?docid=1073865921718741887&q=japanese+OR+japan+dance

http://video.google.com/videoplay?docid=-7013765852278444281&q=japanese+OR+japan+dance

http://video.google.com/videoplay?docid=-1115152957301594780&q=maiko+dance

http://video.google.com/videoplay?docid=-3024301049136463182&q=japanese+OR+japan+dance

http://video.google.com/videoplay?docid=-4811886755478650651&q=japanese+OR+japan+dance

http://video.google.com/videoplay?docid=112291165863204179&q=japanese+OR+japan+dance

http://video.google.com/videoplay?docid=8498709774343973300&q=japanese+OR+japan+dance

http://video.google.com/videoplay?docid=7605086521134514151&q=japanese+OR+japan+dance

http://video.google.com/videoplay?docid=-4012915925287442554&q=japanese+OR+japan+dance 

Chciałabym móc kontyuować gdzieś naukę tańców japońskich.

Chyba niestety najbliższe temu jest u nas tai chi z wachlarzem. Szkoda...

 

A na koniec teatr o potworze:

" This is one of the most ancient Japanese folklore, a story about the eight-headed protectorate god, Yamata No Orochi who was slayed in ancient times by the hero Susanoo (http://en.wikipedia.org/wiki/Orochi). This musical drama has been performed at Karupoto, Kochi city"

http://video.google.com/videoplay?docid=4999893245788502153&q=japanese+OR+japan+dance

 

piątek, 20 października 2006
Wyznania Gejszy

Dojrzałam w końcu, żeby obejrzeć „Wyznania Gejszy” . Wysłuchałam wielu opinii ludzi znających i nieznających się na temacie, przejrzałam mnóstwo zdjęć z planu, przeczytałam jeszcze raz obie książki, tę Goldena i późniejsze sprostowanie Iwasaki . Po raz kolejny stwierdziłam, że książka Goldena jest kiepską pogonią za sensacją, która tylko jako tako trzyma się kupy. O ile lepsza jest tu „Gejsza” Lisy Dalby . No, ale Dalby miała okazję być w świecie Hanamachi znaczeni dłużej i bardziej intensywnie zapewne.


Wiedząc to wszystko, znając opinie znajomych, Japończyków (akurat ten film wchodził do kin, gdy byłam w Japonii) naprawdę, ale to naprawdę nie spodziewałam się filmu, który dobrze będzie oddawał tematykę gejsz. Czytałam, że aktorki są lekko sztywne, że mówienie po angielsku nie brzmi jeszcze naturalnie i że właściwie tylko rola Gong Li jest najbardziej przekonująca.


Nie spodziewałam się wiele, ale nie spodziewałam się, że jest aż tak tragicznie! W ogóle pomijając kwestie japońskie – film jest po prostu nudny, może jest tam troszkę barw, troszkę muzyki, fabuła książki niby oddana, ale wszystko kompletnie bez wyrazu.


Domieszki japońskiego pojawiające się w filmie są żałosne. Wydaje mi się, że bez nich film zyskałby na wartości. Były niepotrzebne. Albo kręci się film po japońsku, albo po prostu po angielsku. Wrzucanie słówek typu: „konnichiwa”, „arigatou” było po prostu komiczne. Kojarzyło mi się z turystą, który właśnie przejrzał słowniczek w przewodniku i stara się mówić językiem kraju do którego pojechał. W filmie było to kompletnie niepotrzebne.


Stroje. Małe dziewczynki uczące się tańczyć – biegają w czymś raczej yukato-podobnym niż w kimonku. Widać im białe skarpetuszki i wszystkie ubrane są identycznie - wypisz wymaluj współczesne szkoły z mundurkami. Skąd pomysł, że wszystkie maiko ubiera się do szkoły tak samo?

Chiyo/Sayuri ubierana jako maiko była ubrana jak w sumie diabli wiedzą co. Niby miała długi pas obi, niby podkreślono, że chodzi na wysokich wysokich butach, pokazano kreski pudru a szyi, ale takie kilka elementów rzuconych raz kiedyś to za mało. Lepiej można się będąc turystą w Kioto za maiko przebrać (kosztuje to 1 mana (10tyś)jenów za parę godzin). Myślę, że film miał lepszy budżet? Jakieś furisode (długi, powiewające rękawy), czy pokazanie warstwy spodniej (halki) byłoby wskazane.

Poza tym Sayuri jako geiko znów się pojawia w maikowym obi. Ech i wzdech.

Część strojów w ogóle to swobodna wariacja na temat kimona, no, ale już może nie będę się czepiać.

Wkleję zdjęcie z http://photoguide.jp/pix/displayimage.php?album=318&pos=5 

 


Fryzury – zupełnie, ale to zupełnie nie wiem, co przedstawiały .Jeśli kojarzyły się z czymkolwiek, to z chińskimi obrazkami ze sklepów indyjskich!Można ostatnio zakupić takie „chińskie” obrazki.

Maiko i geiko miały ściśle określone uczesania, maiko nosiły znacznie więcej ozdób, a geiko nie nosiły ich wcale, chyba, że do tańca!

Zaś latanie po ulicy w rozpuszczonych włosach? Jaaaaasne... Może w okresie Heian, ale to nie było latanie z rozwianym na wietrze włosem. Geiko to, czy latawica?

Tutaj link do fryzur - http://www.immortalgeisha.com/hairstyles_maiko_pics.php
Pewnie jeden z wielu, jakei można guguru (japońskie googlać ;) ) 


Tańce. Przez cały film przewijał się właściwie jeden taniec. Nawet nie próbowano czegoś zmontować, czy nauczyć aktorek kilku innych tańców. Pomijam fakt, że jakby jednak zdecydowano się na japońskie aktorki to pewnie znałyby więcej tańców. Z rozmów z Japonkami wiem, że każda z nich miała przygodę z Bon-odori i umie coś więcej niż jeden taniec z wachlarzem.

Debiutancki taniec Sayuri. Tak, ładny – jak na tajwański teatr współczesny wzorowany trochę na tańcu japońskim buto – w tamtych czasach nieznanym. Poza tym – przypomnę – Sayuri jest maiko! Nosi, a właściwie powinna nosić strój maiko – ciężkie jak jasna cholera kimono (koło 20kg), długie i bardzo szerokie obi,którym jest wielokrotnie obwiązana. Pewnie pod węzłem ma jakąś poduchę, czy nawet kij, żeby się to ładnie trzymało. Tańczy więc klasycznie, dostojnie, powoli. Taniec koncentruje się na drobnych krokach, ukłonach, gestach dłonią. W filmie mamy miotająca się z rozwianym włosem i rzucającą po ziemi duszycę (no panią duch, niech będzie) rodem z japońskich horrorów! Jako taniec współczesny, nawet bardzo współczesny OK – jako klasyka – żenada.

Tańce w linku poniżej: 

http://www.phototravels.net/kyoto/geisha-n/geisha-kyoto-n-051.html

 


Gejsze nazywa się „żywym skarbem narodowym”. Dziś właściwie tylko gejsze wiedzą, jak się na codzień nosi kimono, jakie do jakiej okazji. Jako jedyne to kimono codziennie noszą. Kształcą się w sztukach, które popularnie aż tak nie są – w grze na instrumentach, tradycyjnych tańcach. Dla młodych dziewcząt jest to mało pociągające, więc gejsz jest właściwe coraz mniej. Przykre, że film ten tak zupełnie spłycił kulturę świata kwiatów. Jeśli byłaby nagroda za absolutne skopanie wszystkiego – ten film by wygrał. Nie myślałam, że można popsuć niemal wszystko. Wydawało mi się, że Japonia faktycznie staje się coraz bardziej popularna, a co za tym idzie coraz bliższa poznaniu. Wystarczy wejść do księgarni i jest tam mnóstwo książek o gejszach – o różnicy geiko, maiko, geisha. O rodzajach kimona tez już dużo napisano.

Polecam łopatologiczny obrazek na http://www.katetwilliamson.com/maiko.geiko.htm
 

Przykre, że powstał film, który mógł pokazać ten świat bardziej prawdziwie. Podejrzewam, że jego „artystyczność” niewiele by na tym ucierpiała.

Co do gry aktorskiej:
Michelle Yeoh jest znacznie bardziej autentyczna, gdy biega z mieczem - w "Przyczajonym tygrysie, ukrytym smoku" była po prostu cudna.  To samo właściwie dotyczy Ziyi Zhang
Gong Li – jest gwiazdą, jako Hatsumomo była świetna.




czwartek, 19 października 2006

Czerwona jesień japońska:

http://babu.com/~toshi/koyo321.jpg

http://babu.com/~toshi/koyo50.jpg

Tęsknie za tymi klonami o malutkich listkach. Niedługo zaczną się festiwale jesienne, a może już zaczęły - drzewa przy świątyniach będą po zmroku podświetlane. Ojej, ojej, ojej. Odkryłam, że japońską jesień lubiłam. Chyba jednak tu chodzi o zimno. Jesień polska działa tak źle na mnie, bo wiem, że już wkrótce będzie bardzo zimno, a nie dlatego, że jest brzydka.

Momiji umieściła na swoim blogu link do twórczości Toshi - mnóstwo przepięknych zdjęć, podzielonych na kategorie. Można się wielokrotnie zachwycać

 

W kwestiach codziennych - spotkałam się z promotorem - świetnie się zgadzamy co do tego, co nam się nie podoba w mojej pracy. Tylko, że ja już nie mam pomysłu jak to poprawić. Nie leżą mi teorie socjologiczne. Nie leży mi ten cały teoretyczny rozdział numer 2. I nieważne, że napisałam już dużo rozdziału 3 i kawałek 4. Ma być po kolei, więc dziabię. Bleeeeee.

Do tego przygotowuję odczyty/wykłady na przyszłą środę w bardzo poważnym klubie. Opowiem, jak będzie po, bo na razie muszę panikować, czy dobrze wszystko wyjdzie...

I troszkę gram w RPG. Ale nie będę dublowac wpisów. Relacja u Wolviego.

poniedziałek, 16 października 2006

W jesiennym nastroju – jesienne wiersze – haiku i tłumaczenia, wyszukane i nie. Różne. Nastrojowe. Do czekolady na gorąco, do pachnącej herbaty, do poduszki

 

Mgła o poranku

Nawet uczucia chłodne

Nadchodzi jesień


**


Skulony kocur

Otwiera jedno oko

Jemu też zimno


**


Czekając na dzień

Spadające liście snu

Gwiazdy za chmurą


**


Jesienny księżyc

Przypływ pieni się

U samej bramy


**


Odchodzą

Głęboko we mgle

Chryzantemy


**



Liście

Padają na kamień

Koło wody


**


Górska mgła

Pochodnie odrzucone

Kiedy chmury czerwienieją


**


Ludzie są pełni nadziei

I lęku

Że nadzieja to za mało


**


Mruczący kot

Ugniata moje nogi

Układa się do snu

Na moich kolanach

Dziś już nigdzie nie pójdę

23:00, bayushi , Haiku
Link Komentarze (6) »
Nie-kuchenny blog znów o kuchni

Blog zmienia mi się w książkę kucharską. Ludzie miewają rożne etapy w życiu, ja mam widać etap kuchenny. Gotowanie mnie relaksuje. Gotowanie oznacza przerwę na zrobienie czegoś. Czegoś, co nie będzie oceniane, czegoś, co nie jest związane z nauką, czegoś dla siebie, a jednocześnie czegoś kreatywnego. Brakuje mi troszkę tworzenia – na mam czasu na malowanie, nie mam też pomysłów za bardzo. Niedawno udało mi się pobawić w końcu troszkę decoupagem, ale nadal nie zaczęłam jeszcze nic ze szydełkiem. Aniołki robione na szydełku odkładam na następną gwiazdkę. W tym co najwyżej łańcuszek zrobię.

I będę się wyżywać artystycznie poprzez gotowanie :)

W końcu powinnam podać przepis na coś kotletowego – obiecałam go na samym początku i pamiętam o nim, tylko jakoś tak się nie złożyło. Chyba dlatego, że bardzo rzadko robię takie rzeczy.

Acha, pochwalę się też – zakupem wielkiego daikonu – będę robić kimchi rzepkowe Oby wyszło.


Tonkatsu

Japońska panierka jest nieco grubsza od naszej tartej bułki. Kiedyś wyczytałam, że podobny efekt uzyskuje się panierując mięso w mące z dodatkiem pokruszonych płatków kukurydzianych. Sama jeszcze nie próbowałam, ale chyba tak się da.


Składniki:

Na kotlet

  • polędwica wieprzowa – ilość plasterków zależy od ilości osób

  • mąka

  • żółtka

  • tarta bułka (ja mieszam ją z otrębami)

Na „pikle”

  • cebula dymka

  • marynowany imbir

  • daikon (biała rzepka)

Poza tym

  • płatek nori pocięty na cienkie paseczki

  • sos tonkatsu – jest to słodkawy sos typu barbecue. Można go zastąpić pomieszanym sosem worcestershire, z odrobiną koncentratu, sosu sojowego i cukru trzcinowego – składniki się podgrzewa, aż do rozpuszczenia cukru, potem studzi.

Przygotowanie:

  • Mięso lekko rozbija się w rękach, obtacza w mące, potem w jajku, potem w bułce i odstawia do lodówki, tak na dwie godziny (mąka w połączeniu z jajkiem marynuje mięso, dzięki czemu będzie kruche). Ja przed panierowaniem maczam mięso w sosie sojowym dla smaku

  • W tym czasie kroi się cebulę w pół plasterki cienkie i wrzuca do zimnej wody. Kroi się też imbir i ściera daikon na tarce.

  • Mięso smaży się na patelni na odrobinie oliwy

  • Po usmażeniu kroi, ale nie do końca, w paski – danie to je się pałeczkami, stąd nakrawanie

  • Miesza się cebulę z daikonem i imbirem

  • Na talerzu układa się mięso, złożone w kształt kotleta, posypuje nori, obok kładzie warzywa

  • Podaje się do tego sos tonkatsu, lub lekko się nim polewa mięso.

  • Widziałam też wersję, że mięso było zamarynowane już w sosie tonkatsu, albo grubo nim polane

  • Do dania w osobnej miseczce podaje się ryż


Kotleciki z kurczaka z wodorostami


Składniki:

  • pierś z kurczaka

  • marynata – mirin lub sherry, świeży imbir, sos sojowy

  • mąka kukurydziana, pokruszone nori

  • olej do smażenia

Przygotowanie

  • Kurczaka kroi się na kawałki do złapania w pałeczki

  • Miesza się składniki sosu w misce i wkłada w to kawałki kurczaka

  • Marynuje minimum 15 minut, lepiej tak do godziny

  • Na talerzu miesza się mąkę kukurydzianą z nori i w tym panieruje kurczaka

  • Smaży się partiami w średnio głębokim tłuszczu na złocisto

  • Odsącza

  • Podaje z ryżem, pokrojonym w plasterki zielonym ogórkiem

  • Można podawać z różnymi dipami, czy słodkim sosem chili.



A wczoraj na obiad jedliśmy gęstą zupę chińską

Składniki

  • 1 litr wywaru – był z kostki

  • pierś z kurczaka

  • cebula

  • czosnek, kilka ząbków

  • imbir – kilku centymetrowy kawałek

  • grzyby mun i shitake

  • papryka – zielona, baiała, lub czerwona, lub pomieszane

  • ostre marynowane papryczki chili ze słoiczka, sztuk trzy (chyba jest to firma tao-tao)

  • sos sojowy

  • ocet ryżowy

  • makaron chiński

  • pędy bambusa

  • łyżka koncentratu pomidorowego

  • troszkę pieprzu,

  • mąka ziemniaczana

  • oliwa


Przygotowanie:

  • Makaron przygotować według przepisu

  • Grzybki zalać wrzątkiem odstawić

  • Wszystkie składniki pokroić na kęs do pałeczek

  • W garnku przygotować wywar

  • Na patelni rozgrzać oliwę

  • Przesmażyć wszystkie składniki – najpierw mięso, potem cebulę, paprykę, dodać zmiażdżony czosnek, utarty imbir, pędy bambusa, posiekane grzyby i chili

  • Dodać do wywaru

  • Chwilę gotować

  • Dodać makaron

  • Przyprawić sosem sojowym, koncentratem, octem ryżowym

  • Ewentualnie „doostrzyć” pieprzem, chili w proszku i dosolić

  • Zagęścić mąką ziemniaczaną rozpuszczoną w zimnej wodzie do pożądanej konsystencji – można to zrobić przed dodaniem makaronu, bo łatwiej wymieszać

  • Podawać w dużych miseczkach i jeść pałeczkami gęste, a wywar wypijać.

Wyszło diabelnie ostre, a były tylko trzy papryczki.

Zupka cudnie rozgrzewa i jest syta. Taka jesienno-zimowa zupka


A teraz grzecznie wracam do czytania o socjologii ;)


niedziela, 15 października 2006
Buddyzm, RPG, kino i zimno

Spędziliśmy bardzo miłą sobotę u Polka i Karolinki rozmawiając o życiu, studiach, buddyzmie i całej reszcie. Polek jest buddystą. I co zawsze wprawia mnie w zachwyt – jest to dla niego stan tak naturalny, jak dla innych oddychanie. Zastanawiałam się jak to się zaczęło i wymyśliłam, że było to spotkanie mniej więcej o takim scenariuszu:

Idzie Polek ulicą i spotyka buddyzm zen.

P: Cześć jestem Polek

BZ: Cześć, jestem Zen, miło Cię poznać.

P: Gdzie idziesz?

BZ: Tam...

P: O, ja też. To chodźmy razem. Będzie raźniej

BZ: Ok. Ale wiesz, niektórzy ludzie dziwnie na mnie reagują

P: Dlaczego?

BZ: Właściwie nie wiem. Jednym się wydaje, że jetem jakimś kretyńskim pomysłem, wybrykiem natury. Inni przeciwnie, wywyższają się i uważają, że poprzez znajomość ze mną są lepszymi od całej reszty.

P: Ale głupie. Wiesz Zen, mogę Cię tak nazywać? ...

Z: Spoko

P: ... Co ja chciałem? Acha. Chciałem powiedzieć, że w sumie jest mi to obojętne. Skoro Ty i ja idziemy Tam, czyli dokładnie nie wiem dokąd, to fajniej będzie iść razem, niż samemu. Pogadamy sobie, pośpiewamy. Co Ty na to?

Z: Ok, fajnie. Znasz piosenkę o biedronce?

P: Biedronce? Chyba nie...

Z: Nauczę Cię, fajna jest

I poszli. Śpiewając piosenki o biedronce, słoneczniku, zimie i innych fajnych rzeczach.


Po prostu. Polek opowiada świetnie o buddyzmie. Nie jest to wydumany buddyzm filozoficzny. Opowiada kapitalnie o medytacji – nie jako o czymś dziwnym, czy niezwykłym, ale jako o części życia. Nie opowiada o buddyzmie, jako religii, jedynej słusznej i lepszej niż wszystko inne, ale po prostu opowiada o czymś, co go interesuje. Polek jest wegetarianinem, ale nie opowiada o tym, tylko nim jest. Po prostu. Właściwie Polek nie opowiada o buddyzmie, tylko po prostu opowiada. I brzmi to fajnie, naturalnie. Chyba dobrze im razem - Buddyzmowi z Polkiem, Polkowi z Buddyzmem.

Acha – ale dopadła nas głupawka po rozmowach o buddyzmie. Byliśmy bliscy zrobienia planu reklamy zachęcającej naturalne nawozy, potem Polek rzucił pomysłem na zrobienie strony o pozytywnym wizerunku seryjnych morderców (ponoć jest strona o pozytywnym wizerunku pedofilów), a wychodziliśmy rozmawiając o dalszych głupawkach na temat stron o nekrofilach. Czy jakoś tak.


Sennie i zimno

Poza tym wyjątkowo senny ten weekend. Nawet niedzielny badminton szedł nam żałośnie dość. Tak, co tydzień grywamy w badmintona. (Ojtku - rolki leżą w szafie :( )

Ulice stają się coraz bardziej chłodne. A ja usiłuję się bardzo zmobilizować do robienia czegoś – tkwię na przemian w socjologii, doktoracie, przygotowywaniu zajęć i powinnam jeszcze w japońskim, ale czasem też trzeba przerwy. I wypadają mi one ostatnio przy japońskim :(
Taki kot to ma dobrze :)

 

Kino

Udało nam się, w ramach odpoczynku, pójść do kina na „Zabójczy numer” . Jejku – dawno nie widziałam tak fajnej gry aktorskiej i tak dobrego filmu rozrywkowego(?) Hm, właściwie mam troszkę problem z klasyfikacją, bo film zabawny, ale jednak opowiada o rzeczach poważnych i punktem wyjścia wcale nie jest radosna i przyjemna sytuacja. Film tym niemniej genialny, cudowna jest rola Lucy Liu – zakręconej fanki Bonda, pracującej jako koroner i hobbystycznie rozwiązującej zagadki kryminalne. A poszliśmy tak po prostu na „jakiś film z Brucem Willisem”. Film okazał się strzałem w dziesiątkę na jesienne depresje :)


RPG

Próbujemy też grać dalej w nieszczęsnego Cthulha, zaczętego jakoś latem. Chyba zdecydowanie coś nam nie wychodzi. Wolvie twierdzi, że mamy głupawki. Owszem, mamy – ale często mieliśmy głupawki w klimacie, w zeszły piątek faktycznie – graliśmy w przerwach od gadania, śmiania... Zastanawiałam się czemu – i chyba stawiam na problem scenariusza. Już od pewnego czasu byłam negatywnie nastawiona do gotowych przygód i chyba coraz bardziej rozwija mi się ta niechęć. Gotowy scenariusz musi być na tyle uniwersalny, żeby można go poprowadzić komukolwiek – i tu tkwi błąd.

Albo do gotowych scenariuszy trafiają też gotowe postaci, które jakoś z nim już są powiązane, a gracz a tylko wybrać postać, która najlepiej mu spasuje, albo – chrzanić gotowe scenariusze!

Po raz pierwszy stwierdziłam, że jest mi wszystko jedno, czy postaci zginą, czy nie, czy rozwiążą zagadkę, czy ktoś ich ubije. Po raz pierwszy lepiej się bawię postacią, robiąc rzeczy, które nijak się do scenariusza mają...

Wiem, że zawsze miałam lekki odchył na punkcie postaci - lubiłam dopracować sobie story behind, nawet jeśli nijak nie wypływała w graniu. Miałam po prostu logicznie wszystko poukładane – dlaczego postać się zachowuje tak i tak i jakoś to działało. Tutaj nie działa. Próbuję ułożyć sobie jakiś background – wychodzi mi z niego, że nie mam co robić. Albo przyjdzie mi zrobić nową postać, albo przestać grać w "Ktula".

Po rozmowie z Tomkiem doszliśmy też do wniosku że jednak strasznie się odzwyczailiśmy od gier „starego typu” (heh, ale to brzmi ;) ) - odzwyczailiśmy się od stylu grania, gdzie MG jest niejako przeciwnikiem, gdzie trzeba wyciągać jakieś ślady, dane. No i jeszcze ponieważ w ogóle to mój pierwszy raz z ZC stwierdzam, że koszmarnie nie podoba mi się rozwój postaci, a właściwie jego brak. Znów na początku nie rozdzieliłam punktów jak trzeba, a na jakieś podniesienie marne szanse – trzeba chyba grać z jakieś 15 lat minimum raz w tygodniu... Nie bawi mnie ta wizja. Genialni są „łowcy duchów” , gdzie postać się nie rozwija, ale można kombinować z tzw. „firmą”. Podoba mi się klimat Cthulhu, podoba mi się sytuacja w jakiej postaci się znalazły – przynajmniej strasznie, strasznie podobała mi się ostatnia sesja jeszcze z lata i jednocześnie trafia coś mnie przy rzutach, topieniu i miliardzie dziwnych umiejętności, których się nie posiada, a które okazują się być kluczowe. Ech...Wypisałam co mi na wątrobie leży. Pytanie, co dalej...


czwartek, 12 października 2006
Rozpieszczam się :)

Najcudowniejsza czekolada na gorąco:

http://kuchnia.o2.pl/przepisy/obiekt_int.php?id_p=6670 

Dodałam tam cynamon i kardamon, cukier był trzcinowy i było troszeczkę za dużo. Nie trzeba już rozrzedzać dodatkowym mlekiem.

I jest mocna. Bardzo mocna! Mniam. Nie zastosowałam się do rady i zrobiłam z tego porcję dwuosobową  - po kubku wyszło. Zemdliło nas! A ja na czekoladę jestem odporna właściwie. MNIAM :]

 

I jeszcze jeden intrygujący przepis:

http://poprostugotuj.onet.pl/kuchnia/ksiazka/itemid48/ 

 

 
1 , 2
Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie