środa, 31 października 2007
Starsza

Dziś się urodziłam. Noc czarownic, magii, etc. Nic dziwnego, że jestem lekko stuknięta. ;)

Obiecałam sobie wypić herbatkę, ale zamiast tego było wino, bo wsiąkłam na zebraniu zarządu CTA i niedawno dotarłam do domu. Herbatka odłożona na jutro.

A wcześniej wsiąkłam na kawie i czekoladzie z Dziewczynką.

Kochani, dziękuję za życzenia!  

 

A na całym świecie Halloween. W Japonii też. Japonia zresztą była znacznie bardziej halloweenowa niż Polska. Choć u nas też coraz więcej wyciętych dyń...

http://www.boingboing.net/2007/10/30/tokyo-disneylands-ha.html 

 

 

wtorek, 30 października 2007
Khem, khem...

Będzie w punktach dzisiaj.

 

1. Jak długo można nie być tak do końca zdrowym? Zaczęło się od bólu gardła 21 października (tak pamiętna data), potem przeszłam przez wszelkie wariacje na temat przeziębienia.

A teraz radośnie sobie kaszlę. Nie za dużo, żeby nie można było powiedzieć, że jestem chora.

Zdecydowanie pogarsza mi się jednak po wyjściu z domu. Przeziębienie? Alergia? Jak długo tak można?

Wrrr!

W produkcji jest właśnie witamina C w formie kimchi.


2. Szkolenie w Stowarzyszeniu „U Siemachy” było świetne. Solidnie przygotowane, na bardzo wysokim poziomie merytorycznym i po prostu ciekawe. Wciągające. Dzień cały minął niezwykle szybko.

Czuję się „doPRowana” i wyklarowały mi się pomysły na zbieranie funduszy.

A jednak trzeba być troszkę bezczelnym. Czeka mnie popracowanie nad własną osobowością chyba. ;)

 

3. Pochłaniam na nowo Pottera. Mam luki w pamięci jeśli chodzi o tom 6. Nadrabiam.

Deathly Hallows” - nadal mam pretensje do pani Rowling za pogrom wśród bohaterów, ale już podchodzą do całości na chłodno. Książka jest zbyt dobra po prostu – i klimatycznie i językowo. Czysta przyjemność czytania.

 

4. O Japonii dziś nic nie będzie. Może co najwyżej być o moich wyrzutach sumienia, że okropnie się z językiem zaniedbałam - żadnego trenowania kanji, żadnego kaligrafowania. No cóż - trzeba będzie wrócić do regularnej nauki. Baka ze mnie.

poniedziałek, 29 października 2007
Gadżet

Azjatyckie skórki do iPoda:

TUTAJ

Mnie na razie wystarczy moja różowa z różową smyczką w różowe kwiatuszki. Tak - wszystko kupione jeszcze w Japonii ;)

A jak już jest słodziutko, to się jeszcze pochwalę. 

(Do S. - mówiłam, że zrobię zdjęcia na pamiątkę ;) Herbatki bardzo zielonej jeszcze nie próbowałam, czeka na specjalną okazję - moje urodziny np.) 

niedziela, 28 października 2007
Ryba w sosie hoisin

Składniki:

  • ryba (u mnie była to panga)

  • papryka czerwona pokrojona w paseczki

  • cebula – w pół krążki

  • kiełki fasoli

Na marynatę:

  • sos hoisin (2 łyżki do marynaty

  • imbir

  • czosnek

  • ocet ryżowy (łyżka)

  • słodka wiśniówka (2 łyżki)

  • łyżeczka cukru

  • łyżka sosu sojowego

  • łyżka oliwy

  • mąka kukurydziana

Na sos:

łyżka sosu hoisin (można też dodać resztę marynaty)

pół szklanki rosołu dashi (lub innego rosołu z kostki)

 

Przygotowanie:

  • Rybę kroimy w paseczki.

  • Składniki marynaty siekamy, wlewamy, mieszamy...

  • Wrzucamy do marynaty rybę.

  • Odstawiamy na pół godziny.


  • Rozgrzewamy olej na woku (lub patelni.

  • Obsmażamy partiami rybę.

  • Wrzucamy na sitko lub papierowy ręcznik, żeby się z nadmiaru tłuszczu odsączyła.

  • Na oleju podsmażamy dokładając po kolei: cebulę, paprykę, kiełki.

  • Zalewamy przygotowanym sosem.

  • Doprowadzamy do wrzenia.

  • Wrzucamy rybę.


Podajemy:

  • z ryżem

  • i można z surówką z białej kapusty (bardzo dobrze się komponuje)


Miały być zdjęcia, ale wyładowały się baterie w aparacie :/

Następnym razem, bo danie pewnie będzie powtarzane.

Smacznego! :)

Już?

Jak to już? Już prawie koniec weekendu? Mimo, że trwał o godzinę dłużej? Nie lubię tej zmiany czasu. Za wcześnie się robi ciemno.

Było aktywnie. Między innymi - dom lśni, wymyśliłam nowy przepis na rybą w hoisinie, zaraz go dodam do "kuchni" i przysiadłam w końcu nad treścią strony CTA Mam nadzieję, że jest przejrzysta.

Poza tym nadlam khemkam i kicham. Kurcze, to już tydzień :( Nie lubię takiego stanu między chorowaniem, a nie chorowaniem. Ani się położyć, ani aktywnie działać.

A jutro idę na szkolenie do stowarzyszenia "U Siemachy", nie tylko ja zresztą. Przeszkolimy się i będziemy jeszcze lepsi.

I żeby nie było tak jesiennie i ciemno - słodziutka reklama, Hello Kitty:

 
piątek, 26 października 2007
Gwiezdny Pył (Stardust)

W końcu udało nam się wspólnie wykroić jakiś wolny wieczór wczoraj, więc wybraliśmy się do kina. Na film, na który jednocześnie się bardzo wybieraliśmy i którego ekranizacji ja troszkę bałam – wyzwaniem jest dla mnie zawsze pójście na film, gdy znam i lubię książkę.

Akurat w przypadku „Gwiezdnego Pyłu” głównym problemem był Gaiman, którego bardzo bardzo cenię i który jest dla mnie absolutnym mistrzem pióra i wyobraźni (kiedyś się pokuszę o jakiś mały ranking, czy może bardziej uporządkowanie ludzi, których cenię).

Sam „Gwiezdny Pył” może nie jest jego najlepszą książką, w porównaniu do Gaimanowego „Nigdziebądź” lub genialnych „Amerykańskich Bogów”, ale bez porównywania jest na pewno książką niesamowitą z nietypowym pomysłem wpisanym w „typowy”(?) świat baśni.

A film. A film zaskakuje. Bardzo bardzo pozytywnie zaskakuje.

Zaryzykuję stwierdzenie, że film jest lepszy niż książka. Poza ścisłą końcówką filmu, która mi się nie podoba, ale która jest no taka filmowo-hollywoodzka, że ciężko wyobrazić sobie coś innego zamiast niej. Ale i tak mi się nie podoba. ;)

Za to film wciąga niesamowicie. Poprawki w fabule wyszły na dobre nie tylko filmowi, ale wydaje mi się, że wyszłyby też na dobre książce, która fajnie się zaczyna, wciąga, a potem kończy jakoś tak mało dramatycznie. Kończy się dość zwyczajnie. A w filmie mamy, a jakże, walkę finałową. Taki miły punkt kulminacyjny, po którym otrzymujemy tradycyjne zakończenie: „i żyli długo i szczęśliwie”.

A nawet jeszcze dłużej i jeszcze szczęśliwiej.


Wielki ukłon należy się Michelle Pfeiffer, jej Lamia była dokładne taka jaka, według mnie,być powinna. Jej strojenie min przed lustrem (jej sióstr również) po tym jak znów się stała młoda, to prawdziwy popis. A dalej jest jeszcze lepiej – jest niezwykle przekonująca, jako zmartwiona gospodyni, która chce jak najlepiej dla swego gościa, a gdy pokazuje swoje prawdziwe oblicze złej wiedźm, to aż dech z wrażenia zapiera.


Pokazanie postaci kapitana piratów (Robert De Niro) też na pewno wyszło na dobre i filmowi i fabule. Urocza postać: „reputacja jest najważniejsza”.


Nie zawiódł mnie też mój ukochany z braci - synów Władcy Cytadeli Burz – Septimus (Mark Strong) - och ta słabość dla czarnych charakterów. Generalnie bracia - i ci żywi, a zwłaszcza ci martwi byli rewelacyjni. Tak naprawdę tej części się najbardziej bałam, bo też ta część najbardziej mi się w książce podobała.

Troszkę blado wydała tu postać córki władcy, porwanej jako dziecko przez złą czarownicę. Una przewijała się przez sceny, ale w walce finałowej była jakoś tak bez sensu. No trudno.


Bardzo fajne były też efekty specjalne. Bez przesady, bez nadmiaru, bardzo w klimacie filmu. Świetne po prostu. Efekty są chyba jak makijaż – chodzi o to, żeby go nie było widać, a żeby zdobił i dawał odpowiednią oprawę. Tak właśnie było tutaj.


I jeszcze słowo o muzyce. Przepiękna. Patetyczna, gdy trzeba patos, nostalgiczna, gdy potrzeba nieco zwolnić. Cudna. Zwracająca uwagę na tyle, żeby ją zauważyć, docenić, a zupełnie nie narzucająca się. Nie przyćmiewająca film. Muzyka, którą chce się mieć. W iTunes Music Store jest – kosztuje $11.99. Ciekawe ile na regularnym CD w naszym kraju?

Na pewno jednak ja zakupię. Na pewno zakupię też DVD.


To naprawdę fajny film:

Link oficjalny (nie lubię, miga, gra i jest we flashu): http://www.stardustmovie.com/

IMDB: http://www.imdb.com/title/tt0486655/

Filmweb: http://gwiezdny.pyl.filmweb.pl/

 

Cytat:

Narrator: A philosopher once asked, "Are we human because we gaze at the stars, or do we gaze at them because we are human?" Pointless, really...”Do the stars gaze back?" Now *that's* a question.

czwartek, 25 października 2007
Hy hy...

Absurdów szukania pracy ciąg dalszy. Jakiś czas temu znalazłam ofertę branży: Marketing - Reklama - Public Relations - szczegółach oferty napisane było: „praca polegająca na zasypywaniu silosów stłuczką szklaną” i „mile widziane: doświadczenie w pracy na podobnym stanowisku”.

Silosy szklane ciężko mi w ogóle sobie zwizualizować, a stłuczka szklana brzmi groźnie, więc zrezygnowałam z aplikowania.


Dziś przychodzi do mnie na mail oferta pracy, która z kolei sprawiła, że poczułam się niepewni. Chyba mam podwójną osobowość, a przynajmniej nieokreśloną narodowość.

Oferta to praca lektora na nativa języka szwedzkiego. Jestem Szwedką?

  • God dag. Jag heter Dorota.
  • Vad heter du?

(miejce na odpowiedź ;) )

  • Hur mår du?
  • Tack, jag mår bra.

I może najważniejsze: Jag kan inte tala 'svenska'!

I może: Hjälp!

I na koniec: Adjö.

Myślicie, że mam szanse? ;)

Korzystałam z pomocy:

http://pl.wiktionary.org/wiki/Indeks:Szwedzki_-_Podstawowe_zwroty

i http://www.odyssei.com/pl/zwroty/655.html 

 

 

A propos Szwecji – szwedzki kucharz z Muppet Showjest fajny.

środa, 24 października 2007
Dziwny ramen

Z Tajlandii do Japonii

Księżniczka, księżniczką, a tymczasem na boingboing.net wyczytałam, że w Japonii można zjeść ramen z lodami. Nie wiemco o tym sądzi Naruto – badana trwają.

Dla niedowiarków zdjęcie:

 

 

Jak się okazuje, ramen z lodami to nie jedyny pomysł „rameniarni”w pobliżu stacji Tokyo's Kitasenjyu.

W swojej ofercie maja również:

  • ramen kawowy (właściwie kawowo-wołowinowy;

  • ramen czekoladowy,

  • zielonoherbaciany.

Są też smaki bardziej tradycyjne – może nie dla ramenu, ale przynajmniej je jestem w stanie sobie wyobrazić i nie mdli mnie na samą myśl. Są to:

  • ramen pomidorowy

  • ramen z natto

  • i coś, co miałabym ogromną ochotę zjeść kimchi ramen z wieprzowiny. :)


Wpis jest bardzo luźnym tłumaczeniem wieści z http://www.boingboing.net/2007/10/23/ice-cream-ramen.html , które z kolei skorzystało z: http://www.japanitup.com/ice-cream-ramen-47/

Wizyta tajskiej księżniczki Soamsawali

Wizyta księżniczki upłynęła pod znakiem czekania i zimna – bo czekaliśmy na dziedzińcu zamku w Niepołomicach. Strasznie fajnie było zobaczyć znajome twarze z Festiwalu Kultury Tajskiej i Turnieju Muay Thai – cudnie wtedy było. I też padało ;) Jakaś deszczo-klątwa, czy co? Ktoś wie może, jak o odczarować?

Sprawozdanie konkretne można przeczytać na stronie Niepołomic. Tam również znajduje się kilka zdjęć --> http://www.niepolomice.com/pl/news.php?readmore=977

 

Ja się cały czas zbieram do porządnego prowadzenia strony CTA. Mam zamiar poświęcić temu weekend. W końcu wiele się dzieje – jesteśmy oficjalnie zarejestrowani, złożyliśmy wniosek o dofinansowanie, przygotowujemy się do zebrania walnego, mamy wstępny projekt działań na najbliższe 12 miesięcy i na kolejne projekty.

Ktoś chce do nas wstąpić? ;)

 

Dziękuję Wam za gratulacje, za to że się ze mną cieszycie. Wszelkie dołki od razu przechodzą :))

wtorek, 23 października 2007
Visual znów

Lubię japońskie visual kei - czasem są dziwne, czasem są koszmarnie niesmaczne, ale częściej są po prostu specyficznie piękne.

I bardzo bardzo lubię anime Noir - czyli obrazek mafii według Japończyków. Rzadzą tam kobiety - możnaby powiedzieć -  zabójcze i bezlitosne, gdyby te słowa nie przywodziły na myśl innej (beznadziejnej) produkcji z wysp japońskich. ;)

Noir i visual łączy natomiast Ali Project - duecik ten skomponował piosenkę do tego anime:

コッペリアの柩 Kopperia-no Hitsugi

Tak to wyglada:

 
A tutaj Ali:
 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Autorka
Blogi azjatyckie
Blogi krewnych i znajomych Królika (czasem też azjatyckie ;))
Blogi, które lubię i odwiedzam
Fora
Japonia/Azja w różnych odsłonach
Kuchnia azjatycka i nie tylko
RPG
Zakładki różne
Polska


Japonia
Osaka
Click for Osaka, Japan Forecast


Kraków
Click for Krakow, Poland Forecast



Powered by JapaneseStreets.com


Copy Mandarin text here to convert it to pin1yin1!
More pinyin and zhuyin conversion tools...

CTA - Closer to Asia Association CTA News service by Closer to Asia Association' width=
Pisz swój dziennik w Internecie